W Polsce jest tanio,ale tylko na razie

Marcin Bołtryk
opublikowano: 2009-09-03 00:00

Warszawa ma najtańszy transport publiczny wśród miast z naszego regionu świata. Ale już niedługo.

Wielka Brytania i Szwajcaria mają

najdroższy na świecie transport publiczny

Warszawa ma najtańszy transport publiczny wśród miast z naszego regionu świata. Ale już niedługo.

Szwajcarska firma badawcza UBS przygotowała raport przedstawiający ceny towarów i usług na świecie. Część tego opracowania dotyczyła transportu publicznego w 73 miastach na świecie. Wnioski? Cena biletu komunikacji miejskiej (autobus, metro tramwaj) na liczącej 10 kilometrów lub 10 przystanków trasie najwyższa jest w Sztokholmie. Wynosi tam średnio 4,88 USD. Najtaniej jest w Dehli — jedynie 0,16 USD. Za przejazd taksówką na dystansie 5 km najwięcej płaci się w Genewie — 24,71 USD, najmniej w Bombaju — 1,37 USD. To tylko kilka przykładów ukazujących ogromne zróżnicowanie cen transportu publicznego na świecie.

Autobusy i tramwaje

Średnia cena podróży autobusem, tramwajem lub metrem (na wspomnianym już dystansie 10 km lub 10 przystanków) na świecie wynosi 1,40 USD. Jednak różnice cen tych usług między poszczególnymi miastami są spore. Pasażerowie w Ameryce Południowej, wschodniej Europie i Azji muszą za bilet zapłacić średnio 0,69 USD. W Oceanii jest cztery razy drożej, bo 2,70 USD. W Warszawie cena wynosi zaś 0,61 USD.

Taksówkarze za dzienny, pięciokilometrowy kurs żądają średnio na świecie 9,1 USD. Warszawa uplasowała się w tym rankingu na 61. miejscu ze średnią ceną 2,93 USD.

Zdecydowanie największe różnice w cenach występują w przypadku przewozów kolejowych. Za przejazd 200 km w Niemczech płaci się 67,2 USD — dwa razy więcej niż w krajach Europy Wschodniej. Jedynie Wielka Brytania przewyższa Niemcy cenami biletów kolejowych. Ta sama podróż z Londynu kosztuje niemal 90 USD. Dla kontrastu ceny z Dżakarty, Manili i Bombaju wynoszą średnio 1,8 USD.

Kraje bardziej rozwinięte od Polski mają w większości także dużo bardziej rozbudowaną sieć komunikacji publicznej oraz lepiej rozwiniętą infrastrukturę i wyższe koszty jej utrzymania.

— W Europie Zachodniej mamy zdecydowanie większą dostępność komunikacyjną, w Polsce oferta jest wciąż uboga. W krajach Ameryki Południowej czy sporej części Azji z kolei taniość wynika z zazwyczaj niskiej jakości usług i braku przestrzegania wielu norm bezpieczeństwa wymaganych w naszej części globu — mówi Adrian Furgalski, dytektor w Zespole Doradców Gospodarczych TOR.

Ceny w Polsce z jednej strony odzwierciedlają wartość nabywczą naszych pensji. Z drugiej, miasta nie przerzucają większości kosztów inwestycji w infrastrukturę i tabor na mieszkańców.

— Trzeba jednak zaznaczyć, że jesteśmy dopiero na początku prawdziwego boomu tego typu inwestycji, co związane jest z wysokim poziomem wsparcia z funduszy unijnych. Wyższy poziom usług komunikacyjnych kosztuje, więc albo ten wzrost kosztów zostanie wkalkulowany w cenę usługi, albo rosnąć będą musiały dotacje. Na razie ze względów politycznych wybierany jest ten drugi scenariusz — dodaje Adrian Furgalski.

Potwierdzeniem tej opinii jest Warszawa. Miasto się rozbudowuje, rozwija się komunikacja, rosną koszty, a pomimo to radni obawiają się znaczącego podniesienia cen biletów.

— Dalsze zwiększanie dotacji doprowadzi do problemów budżetowych samorządów — podsumowuje Furgalski.

Zdaniem Jakuba Vogtta, dyrektora w Deloitte, wyniki najnowszego raportu firmy UBS dotyczącego cen i zarobków w 73 miastach świata są zgodne z oczekiwaniami.

— Ceny transportu publicznego zwykle odzwierciedlają średni dochód obywateli danego kraju, stąd też na dole rankingu mamy Delhi, gdzie roczny dochód netto na mieszkańca jest dwa razy niższy niż w Warszawie, na górze zaś Sztokholm, którego mieszkańcy zarabiają ponad trzy razy więcej niż warszawiacy — mówi Jakub Vogtt.

Będzie drożej

Istnieje związek wysokości cen z jakością transportu publicznego i dlatego tam, gdzie ceny są wysokie, możemy oczekiwać klimatyzowanych i czystych pojazdów, które niedawno opuściły fabrykę, a tam, gdzie ceny są niskie, jeździ się raczej rozklekotanymi pojazdami z poprzedniej epoki.

— Potwierdzają to dane raportu. Istotnie mieszkańcy najbogatszych miast uwzględnionych w rankingu muszą wydawać na transport publiczny większą część swoich dochodów niż mieszkańcy miast najbiedniejszych i to także po zastosowaniu parytetu siły nabywczej. Biorąc pod uwagę to, że w Polsce w ostatnim czasie firmy transportowe wymieniają tabor na coraz lepszy, należy się liczyć ze wzrostem cen usług komunikacji publicznej, bo w końcowym rozrachunku podwyższona jakość musi przełożyć się na wyższe ceny — podkreśla Jakub Vogtt.

Dodatkowo należy zwrócić uwagę na występujące różnice w poziomie konkurencji między przewoźnikami. Pod tym względem zupełnie inne usługi oferują przewoźnicy w Sztokholmie, gdzie transportem publicznym zarządza jedna firma, inaczej zaś podróżuje się po Limie, gdzie usługi transportu autobusowego świadczy kilkaset firm.

Wpływ konkurencji na poziom cen potwierdzają porównania cen usług korporacji taksówkarskich, zgodnie z którymi Warszawa jest najtańszą stolicą wśród nowych państw członkowskich UE. Taka sytuacja może wynikać ze zwiększającej się podaży usług taksówkarskich na rynku warszawskim. Jak grzyby po deszczu w stolicy wyrastają np. firmy oferujące przewóz osób.

— Wyciągając ostateczne wnioski, trzeba jednak pamiętać, że wszelkie tego typu analizy są obarczone błędami wynikającymi z konieczności uśrednienia ogromnie zróżnicowanych taryf stosowanych w usługach transportowych (zawierających liczne ulgi) oraz o wpływie zmian kursów walutowych — dodaje Jakub Vogtt.

Marcin Bołtryk