Zdaniem Macieja Krzysztofika, prezesa Polskiego Internetowego Serwisu Pracy, na rynku pracy liczy się refleks i umiejętność właściwego odpowiadania na ofertę. Aby dostać dobrą posadę, trzeba być fachowcem w swojej dziedzinie i umieć chwalić się osiągnięciami. Osobom bez doświadczenia Maciej Krzysztofik poleca woluntariat lub otworzenie własnej firmy.
- „PB”: Można sobie znaleźć pracę przez Internet?
M.K.: Tak. Wiele osób znajduje pracę w ten sposób. Coraz więcej firm decyduje się na ogłoszenia nie tylko w prasie, ale też w sieci.
- Jakie ma to znaczenie, w przypadku gdy rekrutacja trwa np. 10 dni, a ogłoszenie jednocześnie pojawia się w prasie?
— Na oferty nadchodzi wiele odpowiedzi i firmy nie mają czasu przejrzeć wszystkich. Aplikacje, które docierają pierwsze, na pewno zostaną przejrzane. Inaczej jest tylko w przypadku, gdy szuka się osoby o konkretnych umiejętnościach.
- Czyli kto pierwszy, ten lepszy?
— Nie można uogólniać, to zależy od firmy, stanowiska, miejscowości...
- Załóżmy, że mówimy o rynku warszawskim.
— Zdecydowanie ta zasada obowiązuje. Zakładamy, że ten, kto szybciej przygotuje ofertę jest bardziej obrotny, potrafi lepiej zorganizować czas, szybciej reagować w danej sytuacji. Osoby mniej zaradne nie potrafią odpowiednio przygotować się do szukania pracy.
- Co to znaczy odpowiednio się przygotować?
— Właściwie odpowiedzieć na ofertę. Trzeba dokładnie wczytać się w wymagania pracodawcy i ułatwić pracę osobie rekrutującej. Jeżeli wyślemy dziesiątki tej samej wersji życiorysu do różnych firm i na różne stanowiska, to nie ma się co dziwić, że nikt nie odpowiada. Do każdego ogłoszenia trzeba się przygotować indywidualnie. Odpowiednio spreparować list motywacyjny, a nawet życiorys. Im lepiej opiszemy nasze zdolności i doświadczenie pod kątem danego ogłoszenia, tym większe mamy szanse na doprowadzenie do pierwszego spotkania. A przecież o to chodzi.
- Jak powinien być sformułowany taki list?
— Trzeba cenić czas rekrutującego. Nikt nie będzie czytać elaboratów. Kandydat powinien jasno i krótko pokazać co umie oraz jakie ma doświadczenie.
- Jak się wyróżnić? Tych, którzy ukończyli studia i znają język obcy jest cała masa.
— Istotnym elementem są osiągnięcia. Każdy chce zatrudnić osobę, która do firmy przyciągnie sukces. Jeżeli w CV i w liście wykaże, że sukces jej towarzyszy, to ma olbrzymie szanse. Na pracodawców działają liczby — procenty wzrostu sprzedaży, zwiększenia rozpoznawalności marki, wzrost zysków itd.
- Wynika z tego, że pracę można dostać odpowiadając na ogłoszenia. To skąd przekonanie, że pracę załatwia się po tzw. znajomości, a ogłoszenia to pogodzenie rzeczywistości z wymogami korporacyjnej procedury rekrutacyjnej?
— Śmiechu warte. Osoby, które rozpowszechniają taką opinię, widać nie są odpowiednio przygotowane i nie mają kwalifikacji, aby dostać posadę, o którą się ubiegają. Poza tym wszyscy teraz tną koszty, a ogłoszenia w prasie nie należą do najtańszych. Dodatkowo ktoś musi przejrzeć zgłoszenia. Po co ten trud, skoro z góry wiadomo, kto dostanie daną posadę?
- Nie zdarzają się takie przypadki?
— Jeżeli nawet, to jest to zjawisko marginalne.
- Kiedyś za nadesłany życiorys firmy wysyłały podziękowanie, nawet jeżeli nie były zainteresowane współpracą. Dlaczego teraz tego nie robią?
— Bo zgłoszeń jest za dużo. Pracodawcy nie dają rady odpowiadać wszystkim chętnym.
- Co mają zrobić ci, którzy praktyki nie mają, bo nie mieli okazji jej jeszcze zdobyć?
— Praktyki, staże, woluntariat to wszystko pokazuje pracodawcom, że dany kandydat ma motywację do pracy. Potrafi zrobić coś jedynie dla satysfakcji i zapisu w CV. Zwłaszcza przy zatrudnianiu absolwentów to jest jedyna rzecz, która ich odróżnia od siebie. Często młode, niedoświadczone osoby po studiach przeżywają szok, gdy przekonują się, że potrafią mniej niż im się wydawało.
- Co by Pan radził absolwentom?
— Żeby szukali pracy wielotorowo. Niech nie ograniczają się jedynie do odpowiadania na oferty w gazecie czy w Internecie. Powinni sami docierać do działów kadr. Szukać również wśród znajomych...
- ...a jednak!
— To naturalna forma poszukiwania pracy. Na Zachodzie też tak się robi. Jeżeli ktoś ręczy za daną osobę, to można być pewnym, że będzie uczciwa i solidna.
- Jak zmienia się czas poszukiwania pracy?
— Zdecydowanie wydłużył się. Więcej osób ubiega się o tę samą posadę, na rynku pracy jest coraz większa konkurencja. Dlatego tak wiele jest osób sfrustrowanych, zwłaszcza w mniejszych miejscowościach.
- Co by im Pan radził?
— Powinny się zastanowić nad otwarciem własnej firmy. Może nie od razu. Najpierw muszą zapoznać się z procesami zachodzącymi w firmie, nabrać praktyki — np. w woluntariacie — i mieć pomysł.
- Przy tak dużym popycie na pracę z pewnością wzrasta popularność takich portali jak Wasz. Zauważyli Państwo większą liczbę odwiedzin?
— Faktycznie coraz więcej osób nas odwiedza. Wakacje to okres trochę spokojniejszy, ale ogólnie miesięcznie przybywa od kilku do kilkunastu procent zainteresowanych.
- A pracodawcy?
— Wnioskując po objętości poniedziałkowej „Gazety Wyborczej”, pracodawcy od jakiegoś roku są mniej aktywni. Liczba ogłoszeń zdecydowanie się kurczy. U nas jest jednak trochę inaczej. Dzięki temu, że zwiększamy liczbę firm współpracujących, rośnie liczba ofert.
- Kilka lat temu firmy poszukiwały ekonomistów, teraz potrzebują informatyków. Kto będzie potrzebny za pięć lat? Mówi się, że humaniści.
— Mam nadzieję, bo sam jestem humanistą. Zresztą uważam, że na humanistów zawsze było i będzie zapotrzebowanie. Specjaliści z konkretnych dziedzin też zawsze będą potrzebni. Jednak coraz bardziej będą liczyć się osoby wykształcone wszechstronnie, potrafiące zrozumieć pewne procesy i nimi efktywnie zarządzać. A z tym zapotrzebowaniem na informatyków, to bym nie przesadzał.
- Dlaczego?
— W ostatnim roku odnotowaliśmy gwałtowny spadek zapotrzebowania na nich. Teraz w firmach szuka się oszczędności i zwiększa się efektywność kadry, albo zleca się pracę firmom zewnętrznym.
- Czyli outsourcing?
— Tak. Firmy skupiają się na głównej działalności, zlecając wszystko, co nie jest z nią bezpośrednio związane, na zewnątrz. Tak jest taniej. To jest również szansa dla studentów. Jeden z wielu pomysłów na firmę świadczącą niszowe usługi dla korporacji.
Maciej Krzysztofik urodził się w Bridgeport (Connecticut, USA). Dyplom zdobył na Fordham University w Nowym Jorku, a dyplom MBA w warszawskiej SGH i University of Minnesota. Jest założycielem i prezesem firmy Jobs.pl, w której inwestorem strategicznym jest firma Orkla Press, mająca 23 proc. udziałów na polskim rynku prasy codziennej. Pełni też funkcję prezesa komisji HR-owej przy Amerykanskiej Izbie Handlowej.
