Na Zachodzie psychoterapia kojarzy się z przezwyciężaniem wewnętrznych zahamowań, doskonaleniem swoich umiejętności, pracą nad własną osobowością. W Polsce jeszcze do niedawna wizyta u psychoterapeuty znaczyła tyle samo, co odwiedziny w gabinecie psychiatry. Pacjenci wstydzili się i rezygnowali z konsultacji. Dzisiaj w gabinetach psychoterapeutycznych jest nieco tłoczniej. Dla samych pacjentów wizyty pozostały jednak wstydliwym tematem, o którym się nie rozmawia. Wśród korzystających z usług psychoterapeutów spotkać można coraz więcej biznesmenów, którzy równie niechętnie jak inni pacjenci przyznają się do tego.
— Dla menedżerów przyznanie się do wizyt u psychoterapeuty to oznaka słabości, niedoskonałości charakteru. Nie pasuje to do ich wizerunku perfekcjonisty. Do psychoterapeutów trafiają z powodów osobistych, często przez nich samych określanych jako emocjonalne. Mimo że coraz więcej Polaków korzysta z porad psychoterapeuty, daleko nam jeszcze do takiej powszechności tego zjawiska jak na Zachodzie — przyznaje dr Hanna Bogacka, psycholog, niezależny konsultant.
Potwierdza, że popularność psychoterapii na Zachodzie wiąże się z osamotnieniem i brakiem zaufania do innych osób. Tam ludzie pozostają z daleka od swoich bliskich. Polacy natomiast żyją w grupach, od których są często emocjonalnie uzależnieni. Wielu rzeczy nie zrobią, bo nie wiedzą, czy zostanie to zaakceptowane przez grupę. W Polsce funkcję psychoterapeuty spełnia często rodzina. Jednak w miarę upodabniania się naszej rzeczywistości do zachodniej, zwiększa się alienacja jednostki i potrzeba odwiedzania specjalisty.
Podejście do psychoterapii w Polsce zaczyna się zmieniać. Mimo że mało kto chętnie przyznaje się do regularnych wizyt, to po pomoc psychoterapeutów zwraca się coraz więcej tzw. ludzi sukcesu. Najpopularniejszym powodem wizyt jest pracoholizm. Z tym, podobnie jak z innymi uzależnieniami, polska rodzina nie potrafi sobie poradzić.
— Pracoholicy przychodzą zwykle, bo wysyła ich zmęczona rodzina. Są zdziwieni, że ktoś czegoś od nich chce. Większość swojego życia spędzają na robieniu pieniędzy. Od psychoterapeuty oczekują cudownego leku — nie dla siebie, ale bliskich, którzy ciągle mają o coś pretensje. Chcą, by w końcu dano im spokojnie pracować dalej — wyjaśnia dr Joanna Borak-Kwapisz, prowadząca pracownię psychoterapii Korab.
Dodaje, że menedżer odnoszący sukcesy w pracy rzadko kiedy widzi w sobie źródło problemów. Z jego punktu widzenia, jest on po prostu niedoceniany. Tacy ludzie żyją w zawrotnym tempie, pracują po 18 godzin na dobę. Wszelkie działania nie przynoszące im konkretnych korzyści uznają za bezużyteczne. Dlatego często nie widzą sensu w wyjściu na spacer czy wyjeździe na wakacje. Są przy tym niezmiernie ruchliwi, nie potrafią bezczynnie czekać, zawsze martwią się o pracę. Mają poczucie, że bez nich wszystko się zawali. Wobec tego na dalszy plan schodzą potrzeby ich bliskich.
— Uzależnieni od pracy mogą spostrzec, że coś z nimi nie tak, dopiero wówczas, gdy wokół nich jest już prawie pusto. Gdy rozpadło się kolejne małżeństwo, gdy narastają kłopoty z dziećmi. Terapia polega na uświadomieniu takiej osobie, że gdy sama zacznie się zmieniać, to zmieni się również podejście do niej innych ludzi — dodaje dr Joanna Borak-Kwapisz.
Biznesmeni przychodzący na terapię zazwyczaj określają swoje problemy jako emocjonalne. Zawsze uważają się za dobrych szefów, nigdy nie mają wątpliwości co do swego autorytetu.
— Prowadzą dobrze prosperujące firmy. Zarządzają olbrzymimi zespołami ludzi. Mają poczucie, że są perfekcyjni we wszystkim, co robią. Za dowód podają sukces firmy. W porównaniu z przyjaciółmi, zawsze wychodzą najlepiej. Tych, którym powodzi się gorzej, uważają za nieudaczników, a o tych, do których fortuna uśmiechnęła się życzliwiej niż do nich samych, mówią „krętacze”. W rezultacie nie ufają nikomu i nie mają prawdziwych przyjaciół — tłumaczy dr Joanna Borak-Kwapisz.
Biznesmeni często popadają w samouwielbienie. Zdaniem dr Hanny Bogackiej, osobowość narcystyczna jest charakterystyczna dla naszych czasów.
— Widoczna jest ona zwłaszcza wśród młodych menedżerów, których życie zawodowe to, dotychczas, niekończące się pasmo sukcesów. Zdarza się jednak, że nadzwyczajna passa zostaje przerwana. Wówczas taka osoba może łatwo wpaść w depresję — przypomina dr Hanna Bogacka.
W czasie spowolnienia koniunktury, do psychoterapeutów coraz częściej trafiają młodzi, wykształceni ludzie, którzy po latach sukcesów zostali zwolnieni w ramach redukcji etatów i oszczędności w firmie.
— Przychodzą w stanach depresyjnych. Żeby się wyżalić. To pomaga im w pozbieraniu się. Takie sytuacje zdarzają się coraz częściej. Ci, którzy zawsze byli na szczycie, teraz nie mogą sobie poradzić. Zwykle są to stany przejściowe i wystarczy krótkotrwała terapia, aby pacjenci odzyskali werwę i chęć do życia — wyjaśnia dr Hanna Bogacka.
Zaznacza, że psychoterapia nie polega na podawaniu pacjentowi gotowych rozwiązań. Pacjent ma za zadanie podczas wizyt sam je znaleźć. Wówczas jest pewność, że da sobie radę, gdy podobne problemy powrócą.
Ceny konsultacji psychoterapeutycznej w Polsce kształtują się w granicach 80-120 zł za godzinę.
Okiem eksperta: Maurice Delbar
prezes firmy Connexio
Jeżeli szef wrzeszczy na personel, to znaczy, że nie radzi sobie z napięciem i rozładowuje emocje na podwładnych. Takiemu przydałaby się psychoterapia. Być może niektórzy menedżerowie odwiedzają regularnie gabinet. O tym się jednak nie wspomina w rozmowach. Tak samo, jak nie mówi się o wizycie u dentysty czy okulisty. Zdrowie, zarówno fizyczne jak i psychiczne, to indywidualna sprawa każdego człowieka. W dyskrecji polscy menedżerowie nie różnią się od swoich zachodnich kolegów. Zarówno dla jednych, jak i dla drugich, wizyta u psychoterapeuty to temat zbyt osobisty, aby o tym mówić w szerszym gronie.