W poniedziałek światowe indeksy sięgnęły dna

Przemek Barankiewicz
opublikowano: 2002-10-07 22:12

Trudno wyobrazić sobie gorszy początek tygodnia na światowych giełdach. Główne indeksy parkietów w USA, Europie i Azji solidarnie zakończyły sesje na najniższym od wielu lat poziomie. W tej chwili chyba tylko szybki wybuch wojny na Środkowym Wschodzie mógłby powstrzymać globalną wyprzedaż. Niepewność jest bowiem dla rynków finansowych dużo gorsza niż zła nawet rzeczywistość.

Jeszcze pierwsze godziny handlu w USA sugerowały, że spadki mogą wyhamować. Indeksy Dow Jones i Nasdaq pozostawały na poziomie z ubiegłego tygodnia, bo inwestorzy dobrze przyjęli działania prezydenta George’a Busha, który próbuje rozwiązać lokaut w portach zachodniego wybrzeża. Eksperci szacują, że gospodarka USA traci przez to wydarzenie 2 mld USD dziennie. Giełda zareagowała wzmocnieniem wyceny blue chipów, ale był to wzrost chwilowy.

Przecenie przewodziły banki, detaliści i technologiczny gigant Cisco Systems. Pod koniec dnia roczne minimum osiągnęły kursy sześciu składników indeksu Dow Jones: General Electric, General Motors, Home Depot, Honeywell, McDonald’s i J.P.Morgan Chase. Ten ostatni bank ma zwolnić 4000 osób zatrudnionych w działach inwestycyjnych. Home Depot i inni detaliści tracili po ostrzeżeniach sieci handlowej Sears, że wyniki w III kwartale będą gorsze od oczekiwań.

Mocno spadał kurs Cisco Systems. Analitycy Goldman Sachs i Deutsche Banku obcięli prognozy wyników dla spółki. Nieznacznie wzrosła za to wycena Intela. Prezes największego producenta procesorów jest bardziej optymistyczny niż kiedykolwiek co do perspektyw sektora technologicznego, w którym kryzys skończy się przed końcem roku. Straty po przegranym procesie sądowym odrabiał też Philip Morris.

Rosnąca cena ropy pomogła koncernom paliwowym. Exxon Mobil i ChevronTexaco byli dużo mocniejsi niż ich europejscy konkurenci. Na lekkim minusie poniedziałek kończyły TotalFinaElf, BP i Royal Dutch.

Wprawdzie europejskie indeksy zdołały pod koniec dnia odrobić cześć wcześniejszych strat, ale i tak zakończyły poniedziałek na najniższych poziomach od ponad pięciu lat. Nadal spadał kurs Credit Suisse, który w ciągu tygodnia stracił ponad 30 proc. Banki dobiły prasowe doniesienia o Commerzbanku. Spółka zaprzeczyła informacjom o stratach na handlu derywatami, ale jej kurs spadł o 10 proc. Wyjątkiem w sektorze były papiery Abbey National, które zyskały 6 proc. O fuzji z tym brytyjskim bankiem myśli Bank of Ireland, którego przeceniono o 9 proc.

Jeszcze gorsze nastroje panowały w Azji. Tokijski wskaźnik Nikkei jest najniżej od 1983 r. Taniały akcje spółek finansowych i eksporterów. Tym ostatnim zaszkodziły zarówno spadki na giełdach w USA jak i przedłużający się strajk w 29 portach na Zachodnim Wybrzeżu USA.

Wyprzedaż akcji japońskich banków wywołała wypowiedź Heizo Takenaki, nowego ministra ds. sektora finansowego. Ostrzegł on, że „trzeba spodziewać się bankructw” niektórych spółek po przyjęciu przez rząd w październiku planu naprawczego dla banków.

Przemek Barankiewicz, [email protected]