Za dużo nut — takim sformułowaniem miał się posłużyć cesarz Józef II podczas wiedeńskiej premiery opery Mozarta. Dzisiaj, kiedy zapiski kompozytorów licytuje się na aukcjach, trudno stwierdzić, czy komentarz cesarza kiedykolwiek byłby stosowny — skrytykowana wtedy opera wystawiana jest do tej pory, a ostatnia aukcja nut przyniosła organizatorowi 2,7 mln GBP obrotu.

Pod kluczem wiolinowym
Londyńska licytacja nutowych zapisów była wydarzeniem skupiającym naraz kilka segmentów kolekcjonerów. Chociaż poza notatkami na pięciolinii w katalogu znalazły się też inne manuskrypty, cenowemu rekordowi i tak wtórować powinny werble i wielkie bębny, bo za 329 tys. GBP (1,9 mln zł) sprzedane zostały właśnie nuty Czajkowskiego. Ciężki akord Wagnera, podobnie jak robocze notatki Pierre’a Boulez’a, osiągnęły natomiast cenę 65 tys. GBP (370 tys. zł), a prawie 60 stron zapisanych ręką Igora Strawinskiego — 47,5 tys. GBP (270 tys. zł). Kolekcjonerzy wysoko licytowali również nuty Liszta, Straussa czy główny temat z 6. symfonii Mahlera, który kosztował prawie 23 tys. GBP (131 tys. zł). Rodakowi w tej konkurencji nie poszło najgorzej, chociaż za aż cztery mazurki i nokturn spodziewalibyśmy się pewnie dużo więcej niż 15 tys. GBP (85 tys. zł) — szczególnie, że Nokturn Op. 15, to tak naprawdę nie jeden nokturn, ale zestaw trzech, i to w różnych tonacjach. Fakt, że kawałek poszarpanej kartki z jedną linijką, albo nawet z jednym taktem, potrafi osiągnąć równowartość pracy znanego malarza uświadamia, jak bardzo wzrostowy jest to rynek. Statystycznie przecież, najbardziej znanych kompozytorów przypada na każdy kraj dużo mniej niż malarzy, a poza Europą muzyka naszego regionu ma też pokaźne grono melomanów z bogacącej się Azji. Klientami rozchwytującymi takie dokumenty nie są ponadto tylko kolekcjonerzy, ale przede wszystkim muzea i narodowe biblioteki. Eksponatów, takich jak ocalałe szkice czy notatki, jest w dodatku bardzo mało, bo w czasach kiedy wielu z klasyków tworzyło, nie przywiązywano do takich pamiątek wagi. Nikomu nieznane jest przecież miejsce pochówku Mozarta, a w jego wiedeńskim mieszkaniu z oryginałów zachował się właściwie tylko widok z okna.
W skali kilku oktaw
Reguła tego niszowego rynku jest więc taka, że im dłużej kompozytor miał z obiektem styczność, tym wyższa może być jego wartość. Rekordowo wylicytowany zapis orkiestrowej suity Czajkowskiego dlatego jest tak cenny, że nie jest przypadkowym dokumentem, który wystarczyło podpisać, ale pełnym obszernych przeróbek i skreśleń zapisem twórczej pracy. Jeszcze bardziej osobiste, ale przy tym też trochę osobliwe, są takie kolekcjonerskie dobra, jak na przykład mozartowskie włosy. Czterocentymetrowy pozłacany medalion, w którym umieszczono jasny pukiel kompozytora, zlicytowano w maju do 35 tys. GBP (199 tys. zł). Kosmyk Beethovena osiągnął przystępniejszą cenę powyżej 8 tys. GBP (46 tys. zł), a towarzyszył przy tym drukowanemu zaproszeniu na jego pogrzeb. Chopin natomiast tym razem nie startował w cenowej konkurencji, najpewniej dlatego, że jego włosy oglądać możemy w warszawskim muzeum. Stawki tak za nuty, jak i za kosmyki sprawiają wrażenie, że udział w aukcjach wymagać musi większego zaangażowania kapitału. Nie jest to jednak regułą, bo za krótki nutowy cytat Ravela zapłacilibyśmy już 3,5 tys. GBP (20 tys. zł), trochę mniej za kilka taktów Prokofjewa czy Brahmsa, a jeszcze niższą cenę za notatkę Leoša Janáčka. Stosunkowo niewiele, bo 813 GBP (4,6 tys. zł), kosztowałby nas też kawałek kartki zapisany przez Arnolda Schönberga. Chociaż nie są to nuty, ale list, to i tak można na tym przykładzie wykazać, że na portfelowe ryzyko lepiej zadziała stabilna harmonia Mozarta niż bardziej wymagające, atonalne eksperymenty. Na tym polu Chopin byłby zdecydowanie bliżej podium — rynek związany z Schönbergiem miałby się wielkością do chopinowskiego pewnie tak, jak kilkuminutowa etiuda do granego z orkiestrą fortepianowego koncertu.
Reguła tego niszowego rynku jest więc taka, że im dłużej kompozytor miał z obiektem styczność, tym wyższa może być jego wartość.