W poszukiwaniu poglądów i pomysłów gospodarczych
W minioną niedzielę byłem z synem w Sejmie. To znaczy, by być już zupełnie precyzyjnym, odwiedziliśmy budynek parlamentu, bo salę Senatu też oglądaliśmy. Ot, był dzień otwarty i ostatnia okazja, by młody człowiek zobaczył miejsce, o którym tak wiele ciekawego i śmiesznego słyszał w ostatnich czterech latach — niech się uczy. W końcu telewizja „spłaszcza” obraz. I co prawda miejsca posła Grzegorza Cygonika z AWS, który pierwszy poddał się tradycji parlamentarnej i na długo przed ostatnim posiedzeniem Sejmu odkręcił tabliczkę ze swoim nazwiskiem, nie znaleźliśmy — ale i tak było bardzo ciekawie.
Polski Sejm robi wrażenie. To naprawdę ładny i okazały budynek. Wewnątrz też marmury, stiuki, kotary — może bez przepychu, ale dyskretny luksus z pewnością. Tak pracują wybrańcy narodu. Może więc tym należy tłumaczyć tłok na listach i długą kolejkę do każdego sejmowego i senackiego fotela. Uposażenia, o czym już pisaliśmy, też nie zniechęcają. I tak powinno być. W końcu wybrani przez nas posłowie muszą mieć zapewnione godziwe warunki pracy, płacy, a nawet i awansu w swoim zawodzie (w końcu każdy żołnierz nosi buławę marszałkowską, a co dopiero poseł). Ale dobrze byłoby, gdyby taki poseł czy senator mógł jeszcze, chociażby za stworzenie takich warunków, czymkolwiek swoim wyborcom odpłacić. I nie chodzi tu o remont drogi czy przedszkola w swoim okręgu. Chodzi o sprawy znacznie ważniejsze.
Poszukiwanie ekonomicznych treści i programów w dokumentach komitetów wyborczych przypomina poszukiwanie igły w stogu siana, albo może nawet bardziej odsiewanie ziarna od plew czy — jak to czynił Kopciuszek — oddzielanie maku od popiołu. Konia z rzędem temu, kto bez trudu odnalazłby poglądy, nawet największych ugrupowań próbujących umieścić swoich ludzi w parlamencie, na najbardziej żywotne dla przedsiębiorców, menedżerów — słowem ludzi robiących biznes problemy. Za to poglądów na moralność, etykę, honor i godność jest bez liku i można by je złożyć w bardzo opasłe tomisko. Inna sprawa, że nikt nie miałby z niego żadnego pożytku.
Próbując przebić się przez gąszcz sloganów, haseł i pobożnych życzeń, by jednak znaleźć odpowiedź na chociażby najbardziej podstawowe pytania, natrafiliśmy na ankietę przeprowadzoną przez Polską Agencję Prasową. Zadano w niej komitetom wyborczym kilka pytań, m.in.:
- jakie ustawy powinien uchwalić lub znowelizować w pierwszej kolejności nowy parlament;
- co zrobić z deficytem budżetowym;
- jak podejść do stawek i ulg podatkowych;
- jakie powinny być stopy procentowe i kto powinien ustalać cel inflacyjny;
- co, kiedy i jak prywatyzować;
- ale również o aborcję, eutanazję czy związki homoseksualne.
Poglądy komitetów w tych ostatnich sprawach mogą ci, których to interesuje, znaleźć zapewne w innych gazetach, my skoncentrowaliśmy się na sprawach związanych z gospodarką. W oparciu o wypowiedzi poszczególnych polityków, odpowiedzi udzielane w wywiadach, wypowiedzi podczas telewizyjnych wystąpień wyborczych, a wreszcie o odpowiedzi w ankiecie PAP, sporządziliśmy zestawienie na sąsiedniej stronie. Konsekwentnie trzymamy się sześciu ugrupowań, które — według sondaży — mają największe szanse na umieszczenie swoich kandydatów w Sejmie. Chociaż ostatnie badania opinii zdają się wskazywać na rosnącą popularność Samoobrony i Ligi Rodzin Polskich, te ugrupowania nie znalazły się w naszym zestawieniu.
Nawet pobieżna analiza publikowanych poglądów tych ugrupowań w czterech obszarach tematycznych pozwala na znalezienie pewnych prawidłowości:
- koalicja SLD-UP konsekwentnie postanowiła nie odpowiadać praktycznie na żadne konkretne pytanie;
- im ugrupowanie ma większe szanse na wprowadzenie większej liczby swoich ludzi do parlamentu — tym odpowiedzi są mniej jasne i konkretne;
- im mniejsze szanse ugrupowania — tym programy i wypowiedzi bardziej szczegółowe, egzotyczne, a czasami niebezpieczne.
Na szczęście do wyborczej niedzieli już niedaleko. Czy będzie lepiej? Pewnie nie, ale może chociaż mniej śmiesznie.