Żyjemy w brutalnym świecie biznesu, który rządzi się zasadami ekspansji i zysku. Wydawać by się mogło, że największe szanse na prestiżowe stanowiska i funkcje mają menedżerowie pracoholicy. Na szczęście nie zawsze jest to prawdą.
Co innego zaangażowanie i determinacja, a co innego hiperaktywność, która łatwo może doprowadzić do wypalenia. Po przekroczeniu pewnej granicy wysiłku, zmęczenia i stresu ludzka wydajność spada. Polscy pracodawcy coraz lepiej to rozumieją.
Pamiętam kandydata, który przepadł podczas rekrutacji, bo zbyt silnie pokazywał swoją motywację, zaklinając się, że jest gotowy pracować w tej firmie aż do emerytury i poświęci dla niej sprawy prywatne. Spowodowało to zupełnie przeciwną do oczekiwanej reakcję — nasz klient po prostu się go przestraszył.
Praca po kilkanaście godzin na dobę, zawalanie weekendów, rezygnacja z urlopów, nieprzespane noce — to dało się jeszcze jakoś usprawiedliwić w latach 90., gdy dopiero budowaliśmy zręby kapitalizmu. Obecnie wiemy, jak ważne dla lidera jest umiejętne zarządzanie energią, odpoczynek, regeneracja, równowaga między sferą prywatną i zawodową.
Piotr Wielgomas
prezes zarządu Bigram