W produkcji znów dzieje się gorzej

Sylwia WedziukSylwia Wedziuk
opublikowano: 2014-06-04 00:00

W maju upadło 79 firm. Prawie jedna czwarta bankrutów działała w branży produkcyjnej, a drugie tyle — w budowlanej.

1,7 mld złotych — tyle wynosił ostatni znany obrót 79 firm, które upadły w maju. Ich zatrudnienie sięgało ok. 4,3 tys. osób — podaje Euler Hermes na podstawie oficjalnych danych z Monitora Sądowego i Gospodarczego. W sumie w minionym miesiącu upadło o 9 przedsiębiorstw więcej niż rok temu o tej samej porze. To burzy od kilku co najmniej miesięcy stałą tendencję spadkową upadłości. Winne temu są głównie firmy produkcyjne,wśród których liczba upadłości w maju wzrosła do 18 przypadków. Cztery z nich produkowało żywność, pięć zaopatrywało budownictwo, cztery produkowały opakowania i komponenty z tworzyw sztucznych, a pozostałe pięć wytwarzało dobra inwestycyjne: konstrukcje, aparaturę rozdzielczą, wyposażenie przemysłowe. Jedna zajmowała się remontem statków. Zdaniem ekspertów Euler Hermes, przyczyną większej liczby bankructw w tej branży są m.in. wydłużone przepływy finansowe.

None
None

— Bieżące zamówienia są z reguły lepiej spłacane, natomiast wiele zamówień zrealizowanych w poprzednich miesiącach wciąż jest nierozliczonych — mimo że należności te w zestawieniach finansowych figurują wciąż jako majątek firmy, to de facto są to straty obciążające ich wynik — tłumaczy Maciej Harczuk, prezes Euler Hermes Collections.

— Oprócz przyczyny finansowej kłopotów części przedsiębiorstw trzeba też pamiętać o stronie popytowej — nadal w Europie mamy nadwyżkę mocy wytwórczych dóbr inwestycyjnych i wyrobów metalowych nad popytem — dodaje Michał Modrzejewski, dyrektor w dziale analiz branżowych Euler Hermes Collections.

Sporo w ubiegłym miesiącu upadło także firm budowlanych. Byli wśród nich przedsiębiorcy wyspecjalizowani w budownictwieogólnym i mieszkaniowym (9), infrastrukturze drogowej i kanalizacyjnej (3) oraz instalacjach i pracach wykończeniowych (6).

— Niepokoić może to, że znalazły się wśród nich firmy o znaczącej wielkości, z obrotem rzędu kilkudziesięciu czy nawet stu kilkudziesięciu milionów złotych, które zwiększały obroty w ostatnich latach. Przyczyną bankructw nie jest więc brak zamówień, ale ciągle niska ich rentowność. Utrzymuje się praktyka oferowania cen pomagających zdobyć zamówienia i bieżące wpływy, ale nie trwałą rentowność — uważa Michał Modrzejewski.