Słowacja jest o krok od przyjęcia euro. Raport EBC może sugerować, że Polska będzie następna. Ekonomiści nie są takimi optymistami.
Polska jest jednym z trzech unijnych krajów spoza strefy euro, których wskaźniki gospodarcze (dług, deficyt, inflacja i stopy procentowe) pozwalają dzisiaj na przyjęcie wspólnej waluty. Oprócz nas kryteria spełnia tylko Szwecja i Słowacja — wynika z raportu Europejskiego Banku Centralnego (EBC). Pierwszy kraj nie aspiruje do przystąpienia do Eurolandu. Drugi wczoraj otrzymał od Komisji Europejskiej zielone światło i — jeśli zgodę wyrażą unijni ministrowie finansów — od 1 stycznia 2009 r. nasi południowi sąsiedzi będą płacić w euro. Czy to oznacza, że Polska jest następna w kolejce? Nie — mówią ekonomiści. Przeszkód jest jeszcze wiele.
— Inflacja w Polsce mieści się w wymaganym przedziale. Ale w najbliższych miesiącach będzie na tyle wysoka, że przekroczy granicę. Prognozy mówią wprawdzie, że w przyszłym roku ceny wyhamują, ale ryzyko nadal będzie bardzo duże — twierdzi Marcin Mróz, główny ekonomista Fortis Banku.
Również kryteria fiskalne mogą sprawiać problemy.
— Niska relacja długu i deficytu instytucji rządowych i samorządowych do PKB to w dużej mierze zasługa wysokiego tempa rozwoju gospodarczego. Ale wskaźniki mogą w najbliższych latach sprawiać kłopoty — spowolnienie gospodarcze na świecie może przełożyć się na Polskę — tłumaczy Piotr Bielski, ekonomista BZ WBK.
Z tych zagrożeń zdaje sobie sprawę też EBC. W raporcie zaleca rządowi zmiany w systemie podatkowym i ograniczenie wydatków budżetowych.
— Przekaz jest taki: wasza dobra sytuacja to zasługa dobrej koniunktury. Polska gospodarka potrzebuje reform — mówi Marcin Mróz.
Ponadto zanim przystąpimy do strefy euro, złoty musi najpierw przejść „próbę” — wstąpić do mechanizmu ERM II. A decyzja o przyjęciu tego narzędzia, jak przyznał wczoraj Jacek Rostowski, minister finansów, to perspektywa dość odległa.
To jednak nie koniec przeszkód na drodze do Eurolandu. EBC upomniał polskie władze, że ciągle nie przystosowały prawa do wymagań.
— A to w naszych warunkach będzie poważnym problemem. Dostosowanie prawne wymaga zmiany konstytucji. Do tego trudno będzie przekonać opozycję i prezydenta — twierdzi Janusz Jankowiak, główny ekonomista Polskiej Rady Biznesu.