Polskie firmy niekoniecznie muszą się uczyć od europejskich liderów. Coraz częściej to one same są wzorem do naśladowania.
Wnętrza Zamku Królewskiego w Warszawie niejednemu pomagają wyleczyć się z kompleksów wobec zachodniej Europy. Samopoczucie poprawia się jeszcze bardziej, kiedy właśnie w takim miejscu nagradzane są najlepsze duże firmy w Polsce, a czołowe na naszym kontynencie. Te będące naszymi wizytówkami w Unii Europejskiej, śmiało walczące o pozycję europejskiego lidera w swoich branżach.
W tym roku, podczas gali konkursu Best of European Business (BEB) wręczano nagrody polskim przedsiębiorcom w trzech kategoriach: wzrost, europejskość oraz fuzje i przejęcia. Jury wybierało spośród piętnastu firm zakwalifikowanych wcześniej do ścisłego finału.
— Nasze obrady nie przebiegały zbyt burzliwie. Po prostu mieliśmy dużo dokładnych danych analitycznych o wszystkich nominowanych — przyznawał Ludwik Sobolewski, prezes Giełdy Papierów Wartościowych i przewodniczący jury konkursu.
Zachęty i mrzonki
Wybór zależał właśnie w dużym stopniu od twardych liczb, takich jak wielkość przychodów, wyniki EBITDA czy wysokość skumulowanej stopy wzrostu w ostatnim pięcioleciu. W poszczególnych kategoriach oceniano także sens strategiczny fuzji, strukturę geograficzną sprzedaży czy tempo wzrostu.
— Konkurs obejmuje też dziewięć innych krajów UE. Chcemy nagradzać najlepsze i najefektywniejsze przedsiębiorstwa, by pokazać, że Europa też potrafi — zaznaczał Artur Pielech, partner zarządzający warszawskiego biura Roland Berger Strategy Consultants.
Cel ambitny — nawiązuje do założeń strategii lizbońskiej. Według tego dokumentu, do końca 2010 r. Europa ma być najbardziej dynamicznym i konkurencyjnym regionem gospodarczym na świecie, rozwijającym się szybciej niż Stany Zjednoczone. Dziś brzmi to jak mrzonka, ale, jak zaznaczał gość specjalny gali Stefan Meller, składanie broni nie leży w mentalności europejskiego biznesu. Tym bardziej że ma on wciąż wiele do zaoferowania.
Zdaniem polskiego dyplomaty, dla przedsiębiorców ze Starego Kontynentu biznes to nie tylko kwestia ekonomiczna.
— Zauważamy jeszcze inny, jakże istotny element: socjalny — podkreślał były minister spraw zagranicznych.
I dodawał:
— To europejski biznes rozpoczął międzynarodową debatę o biedzie na świecie.
Duma w butach
Z czego jeszcze możemy być dumni, skoro dane statystyczne pokazują, że najefektywniejsze są firmy amerykańskie i azjatyckie? Choćby z naturalnego łączenia biznesu z mecenatem kultury i sztuki. Swoje zasługi, na wyłączność, mają też nasi rodzimi przedsiębiorcy. To oni pierwsi wzięli się za odkrywanie Ukrainy. Ten wielki rynek, zdaniem Stefana Mellera, już niedługo będzie ekonomiczną nadzieją całej Europy. A siedzący w sali prezesi i przedstawiciele czołowych polskich firm powoli zaczynali się wiercić na krzesłach. Po chwili ich emocje podgrzał jeszcze Andrzej Jacaszek z Harvard Business Review Polska, opowiadając aluzyjną historię.
— Dwóch turystów ugrzęzło w dzikich kanadyjskich górach. Do ich namiotu podszedł wściekły grizzly — zaczął Andrzej Jacaszek.
Słysząc głodnego niedźwiedzia, jeden z turystów zaczął zakładać adidasy, choć wiedział, że człowiek biega znacznie wolniej od grizzly.
— Przecież cię dogoni! — zdziwił się jego kolega.
— Wystarczy, że prześcignę ciebie! — odparował towarzysz.
Hybrydowe zyski
Kto więc pierwszy założył biznesowe trampki? Kto był najlepszy w swojej kategorii?
Jeśli chodzi o wzrost, wybór padł na Solaris Bus & Coach. Oprócz niego nominowane były SM Mlekovita, Inter Cars, Kolporter i Prokom Software. Producent autobusów z Bolechowa pierwszy w Europie wprowadził w tym roku do seryjnej produkcji pojazd hybrydowy. W okresie 2002-05 przychody spółki wzrosły prawie trzykrotnie, z 223 mln zł do 629 mln zł.
— Wyniki są świetne. A kiedy spotkamy się na giełdzie? — podpytywał Ludwik Sobolewski.
— Nie narzekamy na razie na brak kapitału. A taka Mlekovita świetnie radzi sobie jako spółdzielnia — kontrowała Solange Olszewska, wiceprezes nagrodzonej firmy.
— To może chociaż pojeździmy w Polsce autobusami z napędem hybrydowym? — dociekał Marcin Kydryński, prowadzący galę BEB.
— Nie, zapraszam do Drezna — odpowiedź Solange Olszewskiej nie pozostawiła wątpliwości, że polski rynek już dawno stał się dla Solarisa za ciasny.
W końcu to z UE pochodzi ponad 80 proc. jego przychodów. Dlatego też ta firma była nominowana w kategorii europejskość.
Pazerność na sukces
Tu jednak jury główną nagrodę przyznało kolejnej wielkopolskiej spółce — Inter Groclin Auto. Nominowane były jeszcze Fabryka Mebli Forte, Nowy Styl i Tele-Fonika Kable. Uznanie firma Zbigniewa Drzymały zdobyła dzięki realizowaniu efektywnej strategii ekspansji na rynki UE i jakości produkowanych poszyć foteli samochodowych, docenionej przez Mercedesa, Volvo czy Audi.
— Pomaga mi pazerność na sukces — przyznał Zbigniew Drzymała.
I zapowiedział dalsze inwestycje na Ukrainie. Niekoniecznie ze względu na tańsze koszty produkcji.
— Za 10 lat na rynkach byłego ZSRR będzie się sprzedawać ponad 5 mln samochodów rocznie. Szykujemy się na tę hossę — tłumaczył biznesmen.
Jak mantra wracały zachęty do wstąpienia na GPW. Tym razem kuszono Adama Krzanowskiego, prezesa Nowego Stylu.
— Może najpierw zaczniemy od jakichś zamówień z administracji GPW? — próbował ubić interes Adam Krzanowski.
Po chwili na scenie pojawili się kolejni biznesowi bohaterzy. Aplauz zyskał też Waldemar Tevnell, sekretarz jury, który podał aktualny wynik meczu Polska—Belgia.
Opanowane przerażenie
Dla zebranych równie istotny był jednak wynik rywalizacji w ostatniej kategorii konkursu, czyli fuzje i przejęcia. Nominacje przypadły Computerlandowi/Emaksowi, Vistuli & Wólczance, Polskiej Grupie Farmaceutycznej, Boryszewowi i PKN Orlen. Wygrała spółka zarządzana przez Igora Chalupca, która w zeszłym roku zakończyła przejęcie czeskiego Unipetrolu. Za 63 proc. akcji płocki koncern zapłacił 1,56 mld zł i stał się największym graczem w naszej części Europy w sektorze chemikaliów.
— Udało nam się opanować własne przerażenie, bo Orlen nie był do końca gotowy na taką transakcję. Obawialiśmy się, że może być to bramka samobójcza — prezes płockiej spółki nie stronił od dramaturgii.
Ale jednak przejęcie udało się, a pozytywne efekty współdziałania widać jak na dłoni.
— Byliśmy bardzo zmotywowani, mieliśmy cel, chęci i zbudowaliśmy efektywny zespół — zaznaczył Igor Chalupec.
Teraz przyszedł czas na dalszy rozwój biznesu, przede wszystkim na zdobycie dostępu do nowych, ropodajnych złóż. A jeśli znowu będzie szansa na kolejne korzystne transakcje, to czemu by na taką okazję nie założyć garnituru od Vistuli & Wólczanki?
— Dążymy do tego, by nasze kolekcje były lepsze od prezentowanych w salonach przy ChampsÉlysées — zapowiedział Rafał Bauer, prezes spółki.
Na razie polscy piłkarze okazali się lepsi w Brukseli. Wiosną przyszłego roku polskie firmy mogą powtórzyć ten sukces. Właśnie w stolicy Belgii odbędzie się europejska gala Best of European Business. Są spore szanse na to, że wśród liderów biznesu znajdą się laureaci polskiej edycji konkursu.
