W Unii jesteśmy jak u siebie

MIR
26-09-2005, 00:00

Przystąpiliśmy do reformującej się UE. Czas więc to wykorzystać i zająć się deregulacją, demonopolizacją

i poprawą konkurencyjności.

Spadek. Lewicowy rząd, który za cel postawił sobie wprowadzenie Polski do UE, wywiązał się z zadania bez większych zastrzeżeń. Po pierwsze — doprowadził negocjacje do końca, choć można polemizować z uznaniem niektórych warunków wejścia za korzystne. Po drugie — pierwszy rok członkostwa przebrnęliśmy bez większych perturbacji, choć niemała w tym zasługa przedsiębiorców. Ekipa Leszka Millera ma także na koncie intensywną kampanię w sprawie referendum akcesyjnego, a Marek Belka, jego następca — niemal rozpaczliwe forsowanie głosowania nad konstytucją. Nadgorliwość towarzyszyła im, niestety, także w próbie wprowadzenia ostrzejszych lub blokowaniu korzystnych przepisów, podpierając się unijnym prawem, czy stworzeniu skomplikowanych procedur w ubieganiu się o eurofundusze. Odchodzący rząd zostawi następcom zaawansowane negocjacje nad unijnym budżetem oraz kilka spraw przed Europejskim Trybunałem Sprawiedliwości.

Zadania. Zmiany na polskiej scenie politycznej dokonują się równolegle z przeobrażeniami samej UE. Pełzająca gospodarka potrzebuje dynamiki, a po rozszerzeniu UE doszła do wniosku, że instytucjonalizacja i biurokracja pogrążą ją jeszcze bardziej. Stąd zbawienna z punktu widzenia Polski decyzja o deregulacji. Nowe polskie władze powinny więc intensywniej liberalizować rynek usług, uwolnić dostęp do niektórych zawodów, demonopolizować, a także uprościć procedury ubiegania się o unijne fundusze.

Okiem eksperta

Liczyć na własne siły

Radzę poważnie potraktować najnowsze deklaracje przewodniczącego Komisji Europejskiej o rezygnacji z dekretowania gospodarki. Wycofanie się z dużej części dyrektyw i zablokowanie prac nad nowymi oznaczają ograniczenie kosztów dla przedsiębiorców. Rząd powinien więc wstrzymać dostosowywanie prawa w dziedzinach, które komisja obejmuje deregulacją. UE rozwija się w granicach błędu statystycznego, więc nie ma co liczyć na duże transfery. Zyski należy czerpać z wolnej konkurencji i liczyć na własne siły. Tu rząd ma pełne pole do popisu.

Andrzej Sadowski Centrum im. Adama Smitha

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: MIR

Najważniejsze dzisiaj

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Puls Biznesu

Gospodarka / W Unii jesteśmy jak u siebie