W zaledwie trzy dni WIG20 wzrósł o 160 pkt

Paweł Cymcyk
opublikowano: 2010-03-03 00:00

Po piątkowym fiksingu można było robić sobie płonne nadzieje. Mały obrót i duży wzrost nie dawały jasnych sygnałów na przyszłość. Po poniedziałkowej poprawce w końcówce notowań i kolejnej zwyżce bez obrotów szanse na kontynuacje wydawały się marne, choć rosnące indeksy

w USA niewątpliwie zachęcały

do próby przebicia 2300 pkt

na WIG20. Początek

wczorajszego dnia był jednak

bardzo wstrzemięźliwy.

Indeks zszedł nawet z rana

na minusy, ale to była cisza

przed szarżą. Byczą szarżą.

Tuż po ogłoszeniu przez GUS danych o wzroście polskiej gospodarki w IV kw. o 3,1 proc., giełdowy popyt ruszył do akcji. Trudno doszukiwać się zależności pomiędzy tymi wydarzeniami. Już prędzej było to dzieło czystego przypadku. Początkowo WIG20 nieśmiało podchodził do bariery 2300 pkt, ale wraz z jej przełamaniem rozpoczął się prawdziwy rajd po akcje. W chwilę po przebiciu oporu WIG20 wzrósł o kolejny procent i apetyt kupujących stawał się coraz większy. Ostatecznie indeks zawędrował aż na 2,5-procentowe plusy. Z takim wzrostem nasz parkiet należał do absolutnej czołówki rosnących europejskich rynków. Wyprzedził nas tylko parkiet w Atenach. Przez ostatnie trzy dni każdą informacją, że ktoś w końcu pożyczy Grecji 20 mld dolarów, inwestorzy witają prawie 3-procentowym wzrostem.

Najbardziej dziwi to, że cały ruch wzrostowy dokonał się w środkowej fazie sesji. Byki zaczęły akcję przed południem, a maksymalne poziomy na rynku notowaliśmy przed godz. 15. To dość oryginalne jak na nasz rynek, ale przez to cały ruch wygląda pozytywnie. Zwłaszcza, że wraz ze wzrostem dynamicznie zwiększał się obrót. Niedosyt może budzić fakt, że znów całą zabawa przypada na największe walory. Druga i trzecia liga spółek jest daleko w tyle, zarówno pod względem obrotów jak i wzrostów.

W zaledwie trzy dni WIG20 wzrósł o ponad 160 pkt. To bardzo byczy sygnał i wyraźnie potwierdzenie, że odbicie się od 2200 pkt uwolniło nowy kapitał i optymizm. Wczoraj wciągnięci do gry zostali wszyscy, którzy obawiali się spadków przy ostatnim poziomie konsolidacji. To z kolei oznacza, że dzisiaj też powinniśmy mieć dobry dzień, bo wtorkowe zamknięcie na poziomie miesięcznego maksimum skłania inwestorów do dalszych zakupów. Ewentualnym problemem na krótkoterminową przyszłość są: dzisiejszy raport ADP i piątkowe dane z amerykańskiego rynku pracy. Na żaden z tych czynników nie mamy wpływu. Trzeba z pewną dozą ryzyka wejść w rynek i czekać na wyjście ponad 2400 pkt, które zostanie oficjalnie ogłoszone, jako zakończenie styczniowej korekty.

Paweł Cymcyk