Mówisz — wafelek, myślisz — Prince Polo, Princessa lub Grześki. Tak było jeszcze kilka lat temu. Na rynku robi się coraz ciaśniej, a motorem zmian byli nasi południowi sąsiedzi.

— Przez lata dominowały na rynku trzy marki. Stosunkowo niedawno pojawiły się słowackie Góralki, które narobiły sporo zamieszania. Dzięki niskiej cenie odebrały część rynku czołowym markom. W ten sposób przyciągnęły nowych konsumentów do tej kategorii — mówi Maciej Herman, dyrektor ds. marketingu i sprzedaży w Lotte Wedel. Wart około 600 mln zł rynek skusił też Lotte Wedel. Wcześniej w jego portfelu znajdował się jedynie wafelek WW. Producent zadebiutował niedawno z Czekowaflem.
— Pod koniec czerwca wprowadziliśmy go na rynek tradycyjny [czyli małych sklepów, a nie super- i hipermarketów — red.]. Po dwóch miesiącach uzyskał już 3 proc. udziału w kategorii wafli. Pod koniec sierpnia produkt zaczął się pojawiać również u klientów sieciowych, w październiku rozpoczęliśmy kampanię reklamową — mówi Maciej Herman. Zdaniem Aleksandry Kucały, menedżera ds. marketingu w IDC Polonia, czyli polskiego dystrybutora Góralków, wejście kolejnych graczy jest dowodem na atrakcyjność tej kategorii.
— Przez wiele lat rynek wafelków był bardzo statyczny. Potem pojawiły się nasze Horalky (obecnie Góralki) z nietypowym wafelkiem, co przyciągnęło konsumentów do tej kategorii, a konkurencję zmobilizowało do wprowadzania innowacji — uważa Aleksandra Kucała. W ubiegłym roku rynek wafli urósł ilościowo o 2 proc. w przeciwieństwie do innej impulsowej kategorii — batonów, które zanotowały 9-procentowy spadek (tak podaje Lotte Wedel).
Zdaniem przedstawicieli branży, przed waflami jest jeszcze długa i słodka przyszłość. — Jednym z powodów wzrostu rynku wafelków i spadku batonów jest trend prozdrowotny. Batony są postrzegane jako „cięższe” i mniej zdrowe — mówi Maciej Herman, dyrektor ds. marketingu i sprzedaży w Lotte Wedel.
— Zakupom wafelków sprzyja coraz szybsze tempo życia — dodaje Aleksandra Kucała. Zdaniem Wojciecha Osińskiego, dyrektora działusłodyczy w Nestle Polska, istotna jest też niewysoka cena jednostkowa, która skłania konsumenta do próbowania nowości.
— Ponad 90 proc. Polaków kupuje słodycze, dlatego ich sprzedaż, w tym sprzedaż wafelków impulsowych, ma wciąż potencjał rozwoju — mówi Wojciech Osiński. Jego zdaniem, ewentualną przeszkodą w rozwoju kategorii może być kryzys i zmniejszenie konsumpcji gospodarstw domowych.
— Jest to jednak trend dotyczący wielu kategorii impulsowych. Kiedy konsument dysponuje mniejszym budżetem, zamiast kupować kilka sztuk oddzielnie pakowanych wafelków impulsowych, chętniej wybierze tańsze odpowiedniki, sięgając na przykład po produkty na wagę — tłumaczy Wojciech Osiński.