Wakacyjne rodzeństwo

Hanna Samson
opublikowano: 2011-06-27 00:00

Dziecko rozwija się najlepiej nie pod kloszem, lecz w grupie. Zamiast targać jedynaka do egzotycznych krajów i razem z nim się nudzić, robiąc babki z piasku, lepiej zorganizować mu wakacje z innymi dziećmi. Solidna dawka rówieśników uodporni go na choroby jedynactwa.

Coraz więcej małżeństw w Polsce poprzestaje na jednym dziecku. Czy to źle? Z punktu widzenia demografii na pewno. Ale z punktu widzenia dziecka?

Być jedynakiem oznacza, że dostaje się wszystko, co najlepsze. Jedynak to król w rodzinie. Czas i uwagę rodziców ma wyłącznie dla siebie, nie musi dzielić się nimi z rodzeństwem. Jedynak wie, że jest ważny. Wie, że jest kochany. Jego relacje z rodzicami są szczególnie bliskie, gdyż w rodzinie typu dwa plus jeden nie ma zwykle wyraźnego podziału na dorosłych i dzieci. Jedynak uczestniczy w życiu dorosłych i zna się na rzeczach, o których jego rówieśnicy nie mają pojęcia. Już jako kilkulatek potrafi zachwycić się gotycką katedrą, negatywnie ocenić któregoś z polityków, zająć stanowisko w wielu sprawach, o których dyskutował z rodzicami przy kolacji, zamiast wyrywać sobie z bratem ostatnią parówkę.

Jedynak jest słuchany i traktowany poważnie. Nierozwiązywalne zadanie z matematyki to nie jego problem, lecz całej rodziny, która kręci się wokół niego. Lekcje tenisa, języki, gitara — rodziców stać na więcej i łatwiej im obsłużyć jedno dziecko. Dzięki temu jedynak ma lepszy start w dorosłe życie.

Ale jest także, oczywiście, druga strona medalu. Rodzice, którzy tyle inwestują w rozwój jedynaka, mają wobec niego wielkie oczekiwania. Ich dziecko powinno się pięknie rozwijać, osiągać sukcesy, być wizytówką rodziców, którą dumnie się chwalą. To spore obciążenie dla dziecka, które żyje jak pod okiem Big Brothera. Nieustanne pochwały i zachwyty, krytyka i wskazówki, jak lepiej zrobić to, co sam już zrobił dobrze, nie pozwalają mu tak po prostu sobie pobyć. Ciągle musi się starać spełnić oczekiwania rodziców. Stąd problemy z rywalizacją i rozwiązywaniem konfliktów, z dostosowaniem się do reguł gry w chwili, gdy się przegrywa, z poczekaniem na swoją kolej, skoro w domu ma się zawsze pierwszeństwo.

Jedynacy to rozpieszczeni egoiści, w dodatku nieszczęśliwi, bo samotni — głosi obowiązujący stereotyp. Ale czy to niedobrze być rozpieszczanym w dzieciństwie? Jeśli ktoś nigdy nie był królem, do głowy mu nie wpadnie, że może nim zostać. Jeśli ktoś przyzwyczaił się, że jest królem, nie da się łatwo zdetronizować. Jedynak wie, że jest tego wart, zanim dowie się tego z telewizji. Poczucie własnej wartości to najlepszy posag, jaki możemy wynieść z rodzinnego domu.

A osławiony egoizm jedynaka? Mało który może sobie na niego pozwolić! Zwykle chęć zjedzenia całej czekolady jest natychmiast demaskowana przez czujnych dorosłych, dla których punktem honoru jest to, żeby jedynak nie był samolubem i dzielił się wszystkim z innymi.

Z drugiej strony medalu niepokoi jedynie samotność. Ale i jej można przeciwdziałać. Nawet dzieci, które mają rodzeństwo, często szukają kolegów i przyjaciół poza domem. Jedynak ma do tego szczególną motywację. Z determinacją dąży do ludzi i chętnie uczestniczy w sytuacjach towarzyskich, a zadaniem rodziców jest zadbać o to, by sytuacje te nie należały do rzadkości.

Kiedy rozmawiam z ludźmi na temat ich dzieciństwa, bardzo często wśród dobrych wspomnień pojawia się wspomnienie społeczności znacznie większej niż rodzina. Dzieci z sąsiedztwa, z którymi można było się bawić na podwórku, i ich rodzice, do których można było wpaść na zupę albo po pajdę chleba, zamiast wracać do domu. Ciocie, wujkowie i mnóstwo rówieśników nadali koloryt niejednemu dzieciństwu.

Dziś, gdy podwórko rzadko służy do niczym nieskrępowanej zabawy, a stosunki sąsiedzkie ograniczają się często do "dzień dobry", trzeba włożyć trochę wysiłku w to, by dziecko mogło poznać smak przyjaznej społeczności, która stanowi dobrą szkołę życia. Szczególnie ważne, by zadbali o to rodzice jedynaków. Zamiast kisić się w rodzinnym sosie, przynajmniej podczas wakacji warto wrzucić dziecko i siebie na głęboką wodę. Wyjechać w kilka rodzin, wynająć jeden dom i niech się dzieje! Warto przyjąć zasadę, że wszystkie dzieci są nasze i nie wyróżniać swojego pupilka. Na początku będzie mu trudno się z tym pogodzić. Ale kiedy dotrze do niego, że inni są tak samo ważni, nie będzie musiał udowadniać, że on jest najlepszy. Wtedy dopiero zacznie się zabawa! l

Możesz zainteresować się również: