Walka o miliony bez widzimisię

Małgorzata Grzegorczyk
opublikowano: 2007-08-22 00:00

Koniec z dawaniem dużym inwestorom pieniędzy według uznania. Powstały szczegółowe kryteria. Nie wszystkim przypadły do gustu.

inwestycje Rząd w końcu ma jasne zasady przyznawania pomocy finansowej

Koniec z dawaniem dużym inwestorom pieniędzy według uznania. Powstały szczegółowe kryteria. Nie wszystkim przypadły do gustu.

Na grancie wspierającym inwestycję rząd zarabia średnio siedmiokrotnie więcej, niż daje. Można by pomyśleć: trzeba dawać. Zwłaszcza takim tuzom, jak LG Philips LCD, MAN, Sharp, Toyota czy Google. Ale to nie jest takie proste. W 2006 r. rząd miał do rozdania 100 mln zł, w tym ma 200 mln zł. Międzyresortowy zespół ds. wspierania inwestycji dotąd kierował się zdrowym rozsądkiem, choć w przypadku przedstawicieli Ministerstwa Finansów sprowadzało się to do przeciwstawiania się wszystkim projektom, nawet Google. Ale to już historia. W ubiegłym tygodniu zespół przyjął kryteria pozwalające ocenić, czy projekt kwalifikuje się do wsparcia czy nie.

— Postanowiliśmy usystematyzować praktykę stosowaną od dwóch lat. System nie zastąpi jednak zespołu, będzie tylko pomocą — mówi Wojciech Szelągowski, wiceprezes Polskiej Agencji Informacji i Inwestycji Zagranicznych (PAIIZ), której pracownicy przygotowali kryteria.

Grunt, że są

Wsparcie mają dostać projekty, które otrzymają co najmniej 51 punktów na 100. Powstały osobne kryteria dla projektów usługowych i produkcyjnych. Wszyscy zainteresowani bardzo chwalą pomysł.

— Jest on dobry, bo systematyzuje proces, który dotąd odbywał się dość arbitralnie. Inwestycje o podobnym profilu czasem dostawały wsparcie, a czasem nie. Warto byłoby przy okazji pomyśleć o procedurze odwoławczej i terminach zobowiązujących zespół do rozpatrywania wniosków w odpowiednich terminach — sugeruje Adam Żołnowski z PricewaterhouseCoopers.

— Cenne jest wspieranie inwestycji w wiedzę, bo Wrocław ma nadzieję opierać swój rozwój na wysokich technologiach — komentuje Tomasz Gondek z Agencji Rozwoju Aglomeracji Wrocławskiej.

— To nie wygląda źle, ale pod warunkiem że taka pomoc będzie oferowana także polskim przedsiębiorstwom — podkreśla Małgorzata Krzysztoszek z Polskiej Konfederacji Pracodawców Prywatnych Lewiatan.

— Podoba mi się, że stawia się na dobre miejsca pracy i wspiera tworzenie centrów badawczo-rozwojowych, bo pod tym względem Polska odstaje od reszty Europy. Zasada gwarantująca najwyższe wsparcie na jedno miejsce pracy dla największych projektów (ponad 1 tys. zatrudnionych) pozwoli Polsce skutecznie konkurować z Węgrami czy Czechami — uważa Sebastian Bedekier, szef poznańskiego Biura Obsługi Inwestorów i Promocji Inwestycji.

Wojna miast

Ale kryteria budzą też kontrowersje.

— Dlaczego lokalizacja inwestycji w Poznaniu ma być gorzej dofinansowywana przez rząd niż w Gdańsku czy we Wrocławiu? Wynikałoby stąd, że nasycenie inwestycji w Poznaniu jest o ponad połowę większe niż we wspomnianych miastach, z czego wypadałby się tylko cieszyć. 6 punktów różnicy to za dużo — sądzi Sebastian Bedekier.

Podobno PAIIZ oparł się na danych GUS dotyczących PKB na jednego mieszkańca. GUS, jak to GUS, miał dane z 2004 r., i tam Poznań (49 tys. zł) i Kraków (37 tys. zł) faktycznie wypadają lepiej od Wrocławia i Trójmiasta (po 34 tys. zł).

— Warszawa, Kraków, Poznań, Wrocław i Trójmiasto w ogóle nie powinny być wspierane — konkluduje Małgorzata Krzysztoszek.

Jeszcze ostrzej

Sugeruje też, żeby nieco zaostrzyć kryteria.

— W przypadku inwestycji w centra usług firma może dostać punkty za stworzenie centrum przetwarzania danych, w którym skanuje się dokumenty i wprowadza dane do komputera. Nie wiem, czy to ma sens. Poza tym czynniki deklaratywne (w kryteriach dotyczących usług nazywane „inne”) mają zbyt duże znaczenie. W końcu firmy dopiero obiecują np. współpracę ze szkołami wyższymi — twierdzi ekspertka PKPP Lewiatan.

Jej zdaniem, w tym przypadku rozwiązaniem byłby zapis pozwalający na wycofanie grantu, jeśli firma nie wywiąże się z deklaracji.

W ubiegłym roku inwestycje zagraniczne były rekordowe i przekroczyły 42 mld zł. Według raportu Ernst & Young, powstało dzięki nim 31 tys. miejsc pracy. Rok temu Ministerstwo Gospodarki policzyło, że 42 programy wieloletnie (w tym 25 zatwierdzonych i 17 w toku), na które rząd wyda 900 mln zł, da 38 tys. miejsc pracy i ponad 12 mld zł inwestycji. Do tego dochodzą wpływy z PIT, CIT i VAT. Gra warta świeczki.

inwestycje zagraniczne w Liczbach

200

mln zł

Tyle rząd wyda

na programy wieloletnie

w tym roku.

11,093

mld EUR

Tyle wyniosły, według NBP, inwestycje zagraniczne w Polsce

w 2006 r.

31

tys.

Tyle miejsc pracy,

według Ernst & Young, stworzyli w 2006 r. zagraniczni inwestorzy

Źródło: „PB”