Walka o rozbiórkę osiedla pod skocznią

  • Emil Górecki
opublikowano: 16-02-2015, 00:00

Budynki z 2005 r. powinny być zgodne z planem z 2008 r. — uważa inspektorat budowlany. Jeśli wygra, za błędy spółdzielni i urzędników zapłacą mieszkańcy

Przynajmniej jeden z kontrowersyjnych bloków przy ul. Leszczyny w Warszawie uniknie rozbiórki. W połowie grudnia powiatowy inspektor nadzoru budowlanego (PINB) nakazał wyburzenie dwóch budynków, wskazując, że nie są zgodne z obowiązującym planem zagospodarowania przestrzennego.

Wykonanie decyzji rozbiórkowych spowodowałoby utratę majątku szacowanego przez mieszkańców osiedla na co najmniej 50 mln zł.
Zobacz więcej

ZAPŁACĄ LOKATORZY:

Wykonanie decyzji rozbiórkowych spowodowałoby utratę majątku szacowanego przez mieszkańców osiedla na co najmniej 50 mln zł. Marek Wiśniewski

— Jedna z decyzji rozbiórkowych już została uchylona, a postępowanie umorzone. Uznaliśmy, że nie było podstaw do jej wydania. Co do drugiej, czekam jeszcze na opinię miasta dotyczącą interpretacji przepisów o zagospodarowaniu przestrzennym — mówi Jaromir Grabowski, wojewódzki inspektor nadzoru budowlanego (WINB).

Prawo działa wstecz

Do WINB odwołała się Śródmiejska Spółdzielnia Mieszkaniowa, jako inwestor, oraz mieszkańcy obu bloków, którzy ponieśliby faktyczne konsekwencje rozbiórki. Właściciele mieszkań argumentowali, że obowiązujący plan zagospodarowania, na podstawie którego wydano decyzję, dopuszcza dotychczasowe użytkowaniejuż zagospodarowanych terenów.

Dodatkowo orzecznictwo Naczelnego Sądu Administracyjnego wskazuje, że w przypadku stwierdzenia istotnych odstępstw od projektu budowlanego PINB może nakazać sporządzenie projektu zamiennego, a nie wyburzenie. W uzasadnieniu decyzji rozbiórkowych PINB napisał, że budynki zakończone w 2005 r. są niezgodne z miejscowym planem zagospodarowania uchwalonym… trzy lata później.

— Wykładnia przepisów, potwierdzona przez orzeczenie Naczelnego Sądu Administracyjnego, jest taka, że stan powinien odpowiadać wymogom obecnego planu zagospodarowania. Budynki obecnie nie mają pozwolenia na budowę ani warunków zabudowy — mówi Andrzej Kłosowski, szef warszawskiego PINB.

W 2003 r., kiedy budowa ruszała, spółdzielnia miała prawomocną decyzję o warunkach zabudowy i pozwolenie na budowę. Dlatego PINB nie może zakwalifikować tych inwestycji jako samowoli budowlanej.

Co więcej, nadzór w 2006 r. zgodził się na zasiedlanie obu budynków. Nie wydał pozwolenia na użytkowanie, bo wykrył odstępstwa od zatwierdzonego projektu, które dotyczyły m.in. przebiegu instalacji gazowej, wybicia dodatkowego wejścia do pomieszczeń technicznych, podwyższenia ostatniej kondygnacji kosztem nieużytkowego poddasza, wybicia okien dachowych, zamiany wysokiego poddasza na drugą kondygnację mieszkań i zmiany kąta nachylenia dachu. Dlatego inspektor zobowiązał Śródmiejską Spółdzielnię Mieszkaniową, która była inwestorem, do sporządzenia projektu zastępczego.

Stare błędy

Grzechem pierworodnym inwestycji było jednak wydanie przez ratusz w 2000 r. warunków zabudowy (WZ), mimo że teren nie był przeznaczony pod zabudowę.

WZ jednak się uprawomocniły i na ich podstawie wydawane były kolejne decyzje. Ratusz uchylił pozwolenie na budowę dopiero w 2005 r., powołując się na rażące naruszenie prawa. Wówczas budynki były już prawie gotowe.

— Decyzje rozbiórkowe nie odwołują się jednak do uchylenia WZ i pozwoleń na budowę, ale wyłącznie do obecnego planu zagospodarowania przestrzennego. PINB twierdzi, że dowiedział się o nim pod koniec 2014 r. — mimo jego uchwalenia w 2008 r. Ponadto nie zauważył w planie zapisu dopuszczającego dotychczasową zabudowę, nawet jeżeli jest niezgodna z planem.

Twierdzi, że budynki powinny być zgodne z planem, który nie istniał w czasie ich budowy — tłumaczy mec. Zbigniew Drzewiecki, mieszkaniec jednego ze spornych bloków oraz pełnomocnik sąsiadów. Wykonanie decyzji rozbiórkowych spowodowałoby utratę majątku szacowanego przez mieszkańców osiedla na co najmniej 50 mln zł. Co więcej, faktycznie poszkodowani byliby mieszkańcy, a nie spółdzielnia, która wystąpiła o warunki zabudowy, czy urzędnicy, którzy je wydali.

— To prawdopodobnie pierwsza decyzja rozbiórkowa dotycząca budynku wielorodzinnego. Rozbiórki powinna dokonać spółdzielnia, a kwestia odszkodowań to już materia prawa cywilnego, nie budowlanego — mówi Jaromir Grabowski.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Emil Górecki

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu