Ostatecznie na finiszu wskaźnik Dow Jones tracił 2,49 proc. S&P500 zniżkował o 2,82 proc. zaś Nasdaq opadał o 3,01 proc.
Amerykańskie władze monetarne zapowiedziały dalsze poluzowanie polityki pieniężnej, co daje jednoznaczną sugestię, że z tamtejszą gospodarką nie jest dobrze. Ożywienie jest co najwyżej „mizerne” i wcale nie można wykluczyć drugiego dna recesji.
Problemy gospodarki potwierdziły m.in. środowe dane o deficycie handlowym. W czerwcu wzrósł on nieoczekiwanie do 49,9 mld USD podczas gdy analitycy liczyli na jedynie 42,5 mld.
Powodem wzmożonej podaży akcji są też obawy związane z kondycją całej światowej gospodarki, szczególnie w kontekście spadku dynamiki produkcji przemysłowej w Chinach, które od dłuższego już czasu stymulują rozwój całego globu.
Gwałtowny, największy od czerwca skok odnotował tzw. Indeks strachu, który obrazuje stan niepewności panującej na rynkach.
O ogromnej nerwowości na parkiecie mogła choćby świadczyć mocna przecena papierów koncernu Walt Disney. Gracze pozbywali się akcji giganta rozrywki mimo, że jego wyniki kwartalne przebiły zdecydowanie oczekiwania analityków.
W przeciwnym kierunku podążała z kolei wycena walorów Macy’s jednego z największych detalistów, któremu również udało się wypracować rezultaty lepsze od oczekiwań i dodatkowo podniósł prognozę na cały 2010 r.
W średniej Dow Jones, grupującej największe amerykańskie blue chipy po ponad 3 proc. momentami traciły udziały takich potentatów jak m.in. Bank of America, Boeing i General Electric.
Przed publikacją kwartalnych rezultatów przeceniano papiery Cisco
Systems.