Napięcie polityczne związane z wyborami prezydenckimi raczej w niewielkim stopniu przełożyło się na amerykańskie giełdy. Co prawda niepewność co do osoby zwycięzcy politycznej batalii nie opuszczała inwestorów, niemniej jednak ci zdecydowanie woleli skupić się na najnowszych danych makro i wynikach spółek.
W pierwszym przypadku mogliśmy mówić o prawdziwym misz maszu. Zaprezentowane w piątek wskaźniki wprowadziły sporo zamieszania na parkiety. Wzrost indeksu nastrojów konsumentów zaskoczył. Jego wartość w drugiej połowie miesiąca zwiększyła się do 91,7 pkt. Ekonomiści prognozowali, że wskaźnik spadnie do 85 pkt.
Optymistycznie wyglądał też odczyt wskaźnika aktywności biznesu w regionie Chicago. PMI osiągnął największą wartość od 17 lat i sięgnął poziomu 68,5 proc. We wrześniu wynosił 61,3 proc. Ekonomiści oczekiwali, że wzrośnie tylko do 61,6 proc. Z kolei wskaźnik produkcji wzrósł do 79,7 proc., nowych zamówień do 79,4 proc., a zatrudnienia do 54,1 proc.
Kompletnie rozczarowało za to tempo wzrostu gospodarczego. W trzecim kwartale wyniosło ono tylko 3,7 proc. To wynik wyraźnie niższy niż oczekiwano. Specjaliści szacowali bowiem, że PKB wzrośnie w trzecim kwartale o 4,3 proc.
Ta ostatnia informacja wymusiła niejako większą podaż akcji. Przed gorącym weekendem gracze woleli pozostać bez zbyt dużej ilości walorów. Na dodatek znowu doszło do zmiany trendu na rynku ropy. O ile jednak po początkowej przecenie Wall Street odżyła, o tyle rynek spółek technologicznych prawie przez cały dzień pozostawał pod kreską.
Rosnąca cena surowca zachęciła inwestorów do zakupu akcji koncernów paliwowych. W średniej Dow Jones ponad 1 proc. zwyżkowała wycena papierów Exxon Mobil. Bardzo dobrze wypadł też drugi na rynku paliwowym gigant – ChevronTexaco. Musiało jednak upłynąć niemal pół sesji, żeby gracze zaczęli dyskontować rewelacyjne (62-proc. wzrost zysku) wyniki minionego kwartału.
Niezły dzień mieli też posiadacze walorów Caterpillara. Producent sprzętu budowlanego był w piątek najsilniejszym elementem składowej Dow Jones.
O pechu mogą za to mówić akcjonariusze potentata rynku farmaceutycznego, Mercka. Przez długą część notowań walory tej spółki brylowały na Wall Street, ale ostatecznie nie udało się im utrzymać ponad kreską. Co gorsze, obok AIG okazał się najsłabszym blue chipem. Wcześniejszy optymizm wywołany został informacją o czasowej zgodzie jaką wydała Administracja Żywności i Leków (FDA) na wprowadzenie na rynek jednego z najnowszych leków spółki.
Finisz sesji spotkał indeks Dow Jones na poziomie o 0,23-proc. wyższym niż czwartkowe zamknięcie. Natomiast Nasdaq Composite stracił 0,04 proc.