Wall Street z szansą na zysk w tym roku

Roman Przasnyski Open Finance
opublikowano: 18-10-2011, 00:00

GIEŁDA

Wpołowie października na wyraźnym plusie w porównaniu ze stanem z początku roku są jedynie indeksy giełd w Wenezueli i na Jamajce. Symbolicznie nad kreską jest Nasdaq. Pozostałym indeksom z Wall Street niewiele do tego brakuje.

Dobra pozycja amerykańskiego rynku może się wydać zaskakująca. Szczególnie jeśli przypomnieć sobie nie tak dawne zawirowania związane ze zwiększeniem limitu zadłużenia budżetu USA oraz fatalne dane makroekonomiczne i prognozy wieszczące recesję.

O wysokim zadłużeniu wszyscy już zdążyli zapomnieć, prognozy dla gospodarki co prawda wciąż nie są najlepsze, ale napływające w ostatnim czasie dane wcale nie są takie złe. A przede wszystkim Ameryka błyszczy na tle Europy i Chin. W niespokojnych czasach znów pożądane są dolary i amerykańskie obligacje skarbowe, a przy okazji zyskują akcje. Jeśli sytuacja na giełdzie jest nie najgorszym prognostykiem koniunktury, to Ameryka nie ma się czego obawiać.

Z kolei powody do niepokoju widoczne są w Europie.

Poza peryferyjnymi giełdami Islandii i Łotwy, po większości dojrzałych parkietów trudno się spodziewać zakończenia roku na plusie. Najmniejszy dystans do wartości z 31 grudnia 2010 roku ma do przebycia londyński FTSE. Brakujące do tego 11 proc. to nie przepaść, ale do takiego wzrostu potrzebna jest radykalna zmiana nastrojów inwestorów.

Z podobną sytuacją mamy do czynienia w przypadku Niemiec i Francji, gdzie indeksy musiałyby zyskać 14-15 proc. Kłopot w tym, że perspektywy rysujące się przed gospodarką niemiecką, do niedawna rozwijającą się w imponującym tempie, są bardzo słabe. Można mieć nadzieję, że spodziewane silne spowolnienie będzie krótkotrwałe. Do poprawy nastrojów niezbędne także jest przezwyciężenie kryzysu finansowego trapiącego strefę euro.

Choć jeszcze do niedawna nie dopuszczano myśli o jakiejkolwiek restrukturyzacji zadłużenia Grecji, obecnie dyskusja toczy się już tylko na temat jego skali. Reakcja rynków zależeć będzie od skuteczności działań osłonowych, przede wszystkim w odniesieniu do banków, które na tej operacji mogą mocno ucierpieć. Choć rynki zdają się już dobrze przygotowane na restrukturyzację, to w momencie jej ogłoszenia należy się liczyć z tąpnięciem na giełdach.

Od jego głębokości będą zależeć szanse na odrobienie strat na głównych giełdach europejskich. Walka z kryzysem i wspomaganie banków wiązać się będzie ze sporym wysiłkiem finansowym i tak już mocno zadłużonych budżetów państw.

Żadnych nadziei na zysk zdaje się nie mieć giełda w Atenach. Tamtejszy indeks musiałby wzrosnąć o 45 proc., by wyjść na zero. Choć sytuacja w pozostałych państwach zagrożonych kryzysem finansowym także jest niełatwa, to jednak indeksowi giełdy w Madrycie wystarczyłaby zwyżka o 9 proc., a w Dublinie o niecałe 10 proc.

Niespełna 13-proc. wzrost wystarczyłby do zniwelowania strat w Lizbonie. W najgorszej sytuacji znajduje się wskaźnik giełdy w Mediolanie. W jego przypadku dystans do poziomu z początku roku wynosi niemal 20 proc. Zawód inwestorom w dalszym ciągu przynoszą modne giełdy krajów grupy BRIC.

Brazylijska Bovespa potrzebowałaby do odrobienia strat wzrostu o 20 proc., moskiewski RTS i wskaźnik w Bombaju musiałyby wzrosnąć o prawie 18 proc., a chiński Shanghai Composite o ponad 13 proc. Nasz WIG20 z 15-proc. dystansem do stanu z początku roku idzie równo z paryskim CAC40 i jest nieco gorszy niż DAX. Dobra kondycja polskiej gospodarki i niezłe jej perspektywy nie mają jak widać dla sytuacji na warszawskiej giełdzie większego znaczenia. Los wskaźnika naszych blue chips zależeć będzie od sytuacji na głównych giełdach europejskich.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Roman Przasnyski Open Finance

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu