Opublikowane przed rozpoczęciem notowań dane makro, tym razem nie są na tyle istotne by w zdecydowany sposób zaważyć na przebiegu sesji.
Indeks optymizmu wśród małych firm w USA w maju spadł do 89,3 pkt, co jest najniższą wartością od II kwartału 1980 r. Z kolei wskaźnik firm planujących zatrudnienie nowych pracowników w ciągu najbliższych 3 miesięcy spadł do 2 proc., najniższej od marca 2003 roku.
Natomiast według danych Departamentu Handlu deficyt handlowy USA zwiększył się w kwietniu do 60,9 mld USD podczas gdy ekonomiści oczekiwali wartości na poziomie 59,5 mld USD.
Szef Fed, Ben Bernanke uspokajał rynki, że spadło ryzyko wpadnięcia największej gospodarki świata w stan głębokiej recesji. Ale żeby nie było tak cudownie, przestrzegł przed rosnącą presją inflacyjną, co z miejsca zostało odebrane jako zapowiedź możliwej podwyżki stóp procentowych. Strach inwestorów potwierdza gwałtowny wzrost kontraktów na przyszłą stopę procentową z 6 proc. wczoraj do 18 proc. dziś. A jeszcze w minionym tygodniu, nikt nie zakładał w ogóle takiego scenariusza.
Propodażowo na zachowania inwestorów podziałał także raport analityków Morgan Stanley, którzy obniżyli prognozę dynamiki wzrostu gospodarczego USA, za to podnieśli projekcje odnośnie inflacji.
Wyższa cena długu zaszkodzić może i tak już nienajlepszym wynikom instytucji finansowych. Widoczną oznaką tych obaw jest spadająca wycena banków. Pod kreską toczy się wymiana papierów m.in. Bank of America, Citigroup, JP Morgan i Lehman Brothers.
Wysokie ceny ropy uderzają z kolei w spółki uzależnione od kosztów paliw. Mocno na tym cierpią przede wszystkim koncerny motoryzacyjne. Na wartości tracą akcje General Motors oraz Forda.
Prognozą na bieżący kwartał zaniepokoił Texas Instruments. Wicelider
amerykańskiego sektora producentów mikroprocesorów poinformował, że oczekuje
spadku sprzedaży układów scalonych dla tańszych modeli telefonów komórkowych.
Jego szacunki przychodów okazały się niższe niż oczekiwali
analitycy.