Wahania kursów walutowych mogą znacznie zmniejszyć rentowność firmy. Są sposoby, aby się przed tym zabezpieczyć.
irma Swisspor, producent materiałów budowlanych, w 2005 r. budowała fabrykę papy w Międzyrzeczu. Chciała w niej zainstalować wartą kilka milionów euro linię technologiczną sprowadzoną z Niemiec. By uniknąć ryzyka wynikającego z różnic w kursach walutowych, kontrakt był zabezpieczony transakcjami forward. Polega to na tym, że dostawa towaru następuje w ściśle określonym momencie w przyszłości po cenie ustalonej w momencie zawierania transakcji.
— Ostatecznie okazało się, że gdybyśmy nie zastosowali tego zabezpieczenia, to transakcja byłaby tańsza. Ale to nigdy nie jest do przewidzenia. Dzięki temu, że je zastosowaliśmy, mogłem spać spokojnie — podkreśla Jacek Szwoch, prezes Swisspor Polska.
Zbyt małe wahania
Swisspor przed różnicami kursowymi zabezpiecza się zawsze, kiedy realizuje inwestycję, w której duży udział ma towar z importu. Podobnych zabezpieczeń nie stosuje w działalności operacyjnej. Powód? Zdaniem przedstawicieli firmy, wahania kursu euro są w takiej sytuacji zbyt małe. Firma kilka lat temu próbowała przewidywać wahania kursowe, ale nawet na podstawie prognoz analityków okazywało się to zbyt trudne.
— Zaniechaliśmy tego, eksportujemy 15 proc. produkcji, importujemy 50 proc. surowców. W związku z tym, że produkty przetworzone są dużo droższe niż surowce, mamy małą różnicę między wydatkami i przychodami walutowymi — wyjaśnia Jacek Szwoch.
Firma nie wyklucza zastosowania instrumentów zabezpieczających, gdyby wahania okazały się większe, szczególnie przy 60-, czy 90-dniowych kredytach kupieckich (np. kontrakty terminowe forward czy futures).
Jak się bronić
Różnice kursowe to nic innego, jak rozbieżności między kursem waluty w dniu zarachowania faktury za towar czy usługę a datą wpływu płatności za nie.
— Problem najbardziej dotyczy eksporterów (zwłaszcza tych, którzy podpisują długoterminowe kontrakty), importerów (choć w ostatnich latach wahania kursu złotego działały na ich korzyść), a także firm posiadających kredyt walutowy — wyjaśnia Michał Macierzyński, analityk Bankier.pl.
Te firmy muszą liczyć się z większymi lub mniejszymi wahaniami kursów walutowych.
Zmiany kursów walut mogą prowadzić do pewnego ryzyka w prowadzeniu działalności gospodarczej. Wspomniane ryzyko może być na transakcyjne (krótkoterminowe), konwersji (księgowe, przeliczeniowe), ekonomiczne (długoterminowe, strukturalne).
— Ryzyko konwersji i ryzyko ekonomiczne są de facto strukturalne, dlatego ich zabezpieczenie jest niezwykle trudne. Są w dużej mierze pochodną ryzyka transakcyjnego, należy więc zacząć od zabezpieczenia bieżących transakcji, których wartość jest uzależniona od zmian kursów walut — podkreśla Jarosław Chałas, partner w Kancelarii Prawnej Chałas i Wspólnicy.
Przedsiębiorca ma do dyspozycji wiele instrumentów, które minimalizują ryzyko. Może z nich korzystać samodzielnie, z pomocą doradcy lub za pośrednictwem banku, stosując odpowiednią politykę finansową firmy. Najpopularniejsze są opcje walutowe oraz walutowe transakcje terminowe. Przedsiębiorcy stosują także inne: wiązanie się długookresowymi kontraktami określającymi ceny i wielkości sprzedaży, udzielanie długookresowych kredytów kupieckich, nabywanie długookresowych papierów wartościowych (obligacji lub akcji, ale w ramach inwestycji o charakterze portfelowym), zaciąganie długookresowych zobowiązań w walucie obcej (chodzi np. o kredyt długookresowy).
— Najbardziej efektywne ograniczanie ryzyka transakcyjnego ma miejsce przy zastosowaniu transakcji zabezpieczających, takich jak: forward i NDF, futures, opcyjne, zabezpieczenie przez transakcje na rynku pieniężnym (money market hedge), swapy. Możliwe są także naturalne metody zabezpieczeń, takie jak: wybór odpowiedniej waluty do fakturowania, umowny podział ryzyka walutowego między strony transakcji, przyjęcie strategii wyprzedzania i opóźniania czy też kompensowanie ryzyka — tłumaczy Jarosław Chałas.
Część firm stosuje najprostsze z możliwych zabezpieczeń, zapisując w kontrakcie, że transakcja będzie rozliczona w złotych. W ten sposób ryzyko kursowe zostaje w całości przerzucone na zagranicznego kontrahenta. Niestety firmy zagraniczne preferują euro i dolara. Niewiele z nich chce się rozliczać w naszej walucie.
— Jeszcze kilka lat temu instrumenty zabezpieczające przed ryzykiem walutowym traktowane były przez polskich przedsiębiorców jako dodatkowy koszt. Zmiana nastąpiła, gdy popyt wewnętrzny był słaby i część firm zmuszona była eksportować. Dziś takie zabezpieczenia oferuje większość banków. Najlepszą ofertę w zakresie zabezpieczeń mają: Raiffeisen Bank Polska, BRE Bank, a także Bank BPH. Dużym firmom polecam też Citi Handlowy — tłumaczy Michał Macierzyński. l
Jak to działa
Przedsiębiorca sprzedał swoje wyroby zagranicznej firmie za 100 tys. euro. W dniu podpisania kontraktu 1 euro kosztuje 4 zł, a towar przedsiębiorcy — 400 tys. zł. Po 90 dniach na jego konto wpływa umówione 100 tys. euro, ale ich wartość to jedynie 370 tys. zł, ponieważ kurs euro spadł do 3,7 zł. Firma straciła na różnicy kursowej.
EKSPORTERZY I IMPORTERZY O RYZYKU KURSOWYM
Grzegorz Lisewski,
dyrektor finansowy firmy Mercor
producent systemów ochrony przeciwpożarowej
Do tej pory różnice kursowe nie były dla nas dużym problemem, ponieważ w porównaniu z całością przychodów firmy przychody w poszczególnych walutach są niewielkie (kilkaset tysięcy euro, kilkadziesiąt tysięcy dolarów). Eksportujemy głównie w euro, przede wszystkim w tej walucie płacimy także za materiały, dlatego te dwie pozycje się bilansowały. Strategią spółki jest rozwój eksportu, stąd wpływy w euro rosną.
Oczywiście, staramy się minimalizować ryzyko kursowe, dlatego planujemy od września zabezpieczać się transakcjami forward. Jest to instrument najprostszy, ale z moich doświadczeń wynika, że zupełnie wystarczający.
Andrzej Galak,
wiceprezes
ds. finansowych
firmy Nowy Styl,
krośnieńskiego
producenta
mebli biurowych
Eksportujemy około 60 proc. naszych wyrobów. Importujemy z kolei część podzespołów, tapicerek, a także technologie. Transakcje zagraniczne narażają nas na ryzyko walutowe. Zabezpieczamy się przed nim na dwa sposoby. Pierwszym są mniej lub bardziej skomplikowane instrumenty pochodne.
Drugi sposób polega na równoważeniu wpływów z eksportu i wydatków importowych. Staramy się tak manewrować zakupami importowymi, aby ich wartość była równoważona wpływami z eksportu w określonych walutach.
Przy stosowaniu obu wspomnianych metod wahania kursowe nie są dla nas wielkim problemem. Większym jest coraz mocniejsza złotówka, która — przy rosnących kosztach działalności (płace, energia, surowce) — przekłada się na mniejszą konkurencyjność cenową naszych wyrobów.
Bartosz
Dyląg