Warszawa tonie w czerwieni

Waldemar Borowski
opublikowano: 2009-02-12 16:59

Spadek WIG20 o 0,52 proc. na otwarciu notowań okazał się preludium do późniejszej intensyfikacji jego słabości. Po wczorajszym braku wyraźnej poprawy nastrojów na Wall Street i kiepskim zachowaniu się azjatyckich indeksów, było oczywiste, że Europa nie pójdzie po prąd i wkomponuje się w adorację pesymizmu. Zmniejszenie się  grudniowej produkcji przemysłowej w strefie euro o 2,6 proc. mdm znacznie ograniczyło wiarę byków w korzystny dla nich przebieg dzisiejszego handlu.

Warszawskich inwestorów spotkały na dodatek jeszcze niemiłe niespodzianki. Już przyjęcie przez Ministerstwo Gospodarki pesymistycznego wariantu dynamiki wzrostu polskiego PKB o 1,7 proc. w 2009 r. wprowadziło sporo wątpliwości w obozie optymistów. Staje się naturalne, że czeka nas poważna korekta tegorocznego budżetu, ale brak szybkich działań ze strony rządu, tylko potęguje schłodzenie nastrojów na giełdzie i wokół naszej waluty. Sporym ciosem dla rynku okazał się znacznie wyższy szacunek styczniowej stopy bezrobocia. Wzrosła ona, według MP, na przestrzeni zaledwie jednego miesiąca z 9,5 proc. do 10,5 proc., a liczba osób pozostających bez pracy wyniosła w styczniu 1,634 mln. Przyrost jest więc lawinowy i znacznie wyższy niż w dotkniętej poważną recesją Ameryce.

W takim otoczeniu niedźwiedzie bez trudu zdobyły wyraźną przewagę spychając indeks blue chipów poniżej 1500 pkt.

Bardzo mocno cierpiał sektor bankowy. Nie pomagał mu sceptycyzm graczy jaki dominował na akcjach tej branży na innych europejskich parkietach. Wyniki kwartalne przedstawione przed sesją przez Kredyt Bank i Bank Handlowy, potwierdziły brak odporności naszych banków na spadek globalnej koniunktury. Na pogorszenie sentymentu miało też wpływ obniżenie ceny docelowej min. dla PKO BP i BZ WBK.

W słabości segmentowi finansowemu sekundowała mu też branża surowcowa. Negatywnymi bohaterami były PKN Orlen i KGHM. O ile ponowna fala przeceny ropy musiała zrobić wrażenie na płockiej firmie, to wyprzedaż akcji lubińskiego kombinatu w mniejszym stopniu uzależniona była od zewnętrznego otoczenia. Skala spadku cen miedzi była nieporównywalnie mniejsza niż w środę i za tonę należało zapłacić na londyńskiej LME ok. 3395 USD.

Niewiele zmieniły dane z USA. Liczba tzw. nowych bezrobotnych okazała się nieco wyższa od szacunków i wyniosła 623 tys. Nieoczekiwanie za to wzrosła o 1 proc. mdm styczniowa sprzedaż detaliczna. Z tym „nieoczekiwanie”, to jednak przesada, bo po wzroście sprzedaży w W. Brytanii- wbrew prognozom- z taką możliwością należało się liczyć.

Dzisiaj warszawskie byki nie zamierzały jednak pójść na konfrontację i poddały rynek bez walki, licząc prawdopodobnie na przesilenie w Nowym Jorku, gdzie frontalne starcie obu stron rynku staje się nieuchronne. To spowodowało osunięcie się WIG20 o 3,19 proc. Bardzo wysokie straty zanotowali akcjonariusze Pekao i Polimeksu Mostostal.

Znacznie lepiej wypadły indeksy mniejszych spółek. W tym segmencie ponownie bryluje kapitał spekulacyjny, ale niektóre wzrosty mają realne podstawy. mWIG40 opadł o 0,94 proc., a sWIG80 o 0,45 proc.

Na rynkach dominuje zwiększona awersja do ryzyka, co przekłada się na zainteresowanie inwestorów amerykańskimi obligacjami skarbowymi i złotem. Przeciwwagą dla powstrzymania sceptycyzmu kupujących mogą być jednoznaczne sygnały od ministrów finansów i szefów banków centralnych G7, którzy spotykają się jutro w Rzymie. Tani koszt pieniądza może ich sprowokować do zalania rynku gotówką, co już zasugerował Mervyn King z Bank of England. Taki ruch zwiększyłby też, przy okazji, szansę na ratowanie złotego.

Globalny popyt potrzebuje teraz silnego impulsu do szerokiego otwarcia sejfów z kapitałem.

Dla warszawskich inwestorów jednak ponownie dominującym problemem stają się wydarzenia na rynku terminowym. Wzrost aktywności dużych graczy na kontraktach przywróciło niepewność, co do losów rynku kasowego i jego korelację z pozostałymi parkietami.