Warszawska giełda nie zdążyła z reakcją

Sebastian Gawłowski
opublikowano: 2001-09-12 00:00

Warszawska giełda nie zdążyła z reakcją

Tragiczne wydarzenia za oceanem boleśnie rozbudziły graczy w trakcie sennej, wtorkowej sesji. W ostatniej godzinie notowań WIG 20 spadł o 50 punktów i stracił ostatecznie 2,78 proc. Zdaniem analityków, na rynkach akcji będzie trwać wyprzedaż walorów. GPW zapowiada, że będzie funkcjonować normalnie.

Warszawska giełda nie miała dużo czasu na reakcję na tragiczne wydarzenia w Stanach Zjednoczonych. Około 15.30 jeszcze nic nie wskazywało na to, że indeks największych spółek WIG 20 zakończy notowania ze stratami rzędu 2,78 proc. W ostatniej godzinie notowań główny indeks spadł o 50 punktów z poziomu 1160 punktów i zamknął się wartością 1115 punktów. Obroty na sesji wyniosły ponad 212 mln zł.

Niepokój

Analitycy zaznaczają, że GPW nie zdążyła w pełni zareagować na katastrofę. Tymczasem wskaźniki europejskich rynków akcji zanotowały drastyczną przecenę, natomiast za oceanem oficjalnie notowania odroczono.

— Giełdy zareagowały panicznie. Nie pamiętam, kiedy wartość londyńskiego FTSE w pięć minut stopniała o 5 proc. Jeszcze gorzej było w Sao Paulo gdzie Bovespa w kilka chwil został strącony o 25 proc. — mówi Rafał Gębicki, dyrektor inwestycyjny Concordii.

Oceny na gorąco analityków są przepełnione niepokojem.

— Polska giełda nie zdążyła zareagować na napływające informacje w takiej skali jak Europa. W tym momencie mamy wciąż za mało szczegółów o tym, co naprawdę się dzieje. Nie ulega wątpliwości, że nerwowość na rynkach będzie bardzo duża. Ważną kwestią będą teraz decyzje prezydenta Busha — mówi Dariusz Nawrot, analityk DM PBK.

— Sytuacja na giełdach zależeć również będzie od kroków podjętych przez władze USA oraz sprawności funkcjonowania państwa, co aktualnie trudno ocenić. Rynki może dotknąć zapaść, jeżeli podaż będzie tak przytłaczająca, że nie będzie można pozbyć się akcji — mówi Paweł Gwiazda, analityk PBK Assett Management.

Ataki terrorystyczne w Nowym Jorku podbiły notowania ropy na rynkach światowych, a w ślad za nimi rosły ceny koncernów naftowych.

— Wzrost ceny surowca, który jest nośnikiem gospodarki, może dobić rodzimą gospodarkę i mieć długoterminowe następstwa dla sytuacji gospodarczej naszego kraju — ocenia Rafał Gębicki.

— Giełdy amerykańskie nie pracują, a oficjalne komunikaty mówią o odroczeniu sesji. Niewykluczone, że jutrzejsze sesje w Europie też mogą zostać zawieszone — przewiduje Dariusz Nawrot.

Notowania jak zwykle

Tymczasem władze warszawskiej giełdy zapewniają, że notowania na GPW odbędą się tak jak zwykle.

GPW będzie w środę funkcjonować normalnie. Wzmocniliśmy środki ostrożności, ale nie ma powodów, aby zawiesić notowania. Dzisiaj sesje odbędą się normalnie — mówi Wiesław Rozłucki, prezes GPW.

— Przerwa do dnia dzisiejszego może dać czas inwestorom na wytchnienie. Oczekuję dzisiaj spadków, ale ich skala może nie być tak duża jak bezpośrednia reakcja zachodnioeuropejskich giełd na wydarzenia — mówi Rafał Gębicki.

Oczekiwane załamanie

— Wydarzenia, które rozegrały się za oceanem, wstrząsnęły rynkami. Giełdy pozostaną nerwowe do czasu wyklarowania się sytuacji i konsekwencji, które przyniesie ta tragedia — mówi Andrzej Łucjan, analityk BM BPH.

Analitycy obawiają się, że z polskiego rynku mogą uciekać ostatni inwestorzy zagraniczni.

— W długiej perspektywie te wydarzenia mogą mieć negatywne reperkusje dla sytuacji makroekonomicznej gospodarki, budżetu i w następstwie giełdy. Inwestorzy zagraniczni nie powinni wrócić na GPW do końca roku. Niedoważenie rynku z uwagi na ryzyko będzie bardzo duże — prognozuje dyrektor inwestycyjny Concordii.