Warszawskie blue chipy uciekły spod noża

Włodzimierz Uniszewski
24-06-2008, 17:48

Kolejny dzień upłynął na warszawskim parkiecie pod znakiem strajku kupujących. Po wczorajszym spadku indeksów na nowe roczne minima ubyło chętnych do stanięcia na drodze toczącego się powoli w dół walca. Obroty co prawda nieco wzrosły w porównaniu z pierwszą sesją tygodnia, ale biorąc od uwagę nasyconą czerwienią statystykę, trudno uznać to za dobrą informację.

Paraliż popytu był najboleśniej odczuwalny w segmencie mniejszych spółek, gdzie przebieg bessy przywołuje na myśl analogie z niechlubnym okresem  2000-2003 r. Spółki drugiej linii już od otwarcia były wyprzedawane i ani na moment ich indeksom nie udało się wyjść nad kreskę, mimo że rano nastroje nie były szczególnie złe. Aż 32 spółki z mWig40 znalazły się pod kreską, a sam indeks stracił 2 proc. i oddalił się od ubiegłorocznego szczytu o 52 proc. 

Jeszcze rano można było mieć nadzieję na odreagowanie poniedziałkowego spadku, który postawił GPW w gronie najsłabszych rynków Europy. Po płaskim zamknięciu sesji na Wall Street ten dość znaczny spadek wyglądał na przesadzony i odpowiedni do szybkiego skorygowania.

Po niezłym otwarciu, które wyniosło Wig20 ponad 1 proc. w górę scenariusz wzrostowej korekty wydawał się najbardziej realny, przynajmniej w segmencie rynkowych gigantów. Niestety, nadzieje te okazały się płonne, gdy dały o sobie znać niepokoje związane z drogą ropą. Podskok ceny surowca w wyniku plotki o ataku na irańskie instalacje nuklearne skutecznie ochłodził nastroje i już do końca dnia europejskie rynki nie odzyskały formy.

Warszawskie blue chipy musiały obniżyć lot i Wig20 większą część sesji spędził pod kreską, by dopiero pod koniec finiszować rzutem na taśmę z symbolicznym zyskiem 0,1 proc. na koncie. Dodatkową pociechę można czerpać z faktu, że sztuka ta udała mu się mimo silnej przeceny za oceanem po publikacji fatalnie niskiego wskaźnika nastrojów amerykańskich konsumentów, który zanotował piąty najgorszy odczyt w historii.

Indeksowi największych spółek pomógł najbardziej wzrost notowań akcji KGHM o 1,6 proc. oraz niezły wynik banku PKO BP, który zyskał 0,8 proc. Na plusie skończyły też spółki medialne – Agora i TVN. Gdyby nie spadek PKN Orlen o prawie 1,5 proc., końcowy wynik indeksu byłby lepszy. Niestety, branża paliwowa mimo drogiej ropy nie była wczoraj w łaskach – Lotos był liderem spadków i stracił blisko 6 proc.

Warszawskie blue chipy cudem uniknęły pogłębienia tegorocznego minimum. Po silnej wyprzedaży na początku sesji ochłonął także rynek amerykański, gdzie indeksy wróciły na poziom neutralny. Trzeba pamiętać, że historycznie rzecz biorąc tak niskie odczyty wskaźnika zaufania konsumentów zbiegały się w czasie wyraźnymi dołkami indeksów. z których wychodziły nieco później gwałtowne odbicia. Widocznie dzisiaj inwestorzy postanowili mimo wszystko zagrać pod tę zależność i nie ryzykować wyprzedaży na dobę przed decyzją Fed. Warto też zauważyć, że indeks DJI odbił się dzisiaj dokładnie z poziomu wsparcia wyznaczonego przez marcowy dołek.

Tym razem trudno będzie Rezerwie Federalnej wpłynąć na rynek, gdyż wyczerpała już zapas prostych środków w postaci obniżek stóp przy każdym większym zachwianiu indeksów. Test marcowych minimów przez indeksy szerokiego rynku jest w takiej sytuacji bardzo prawdopodobny.. Jego wynik jest oczywiście niewiadomą, ale analitycy już kalkują jego prawdopodobieństwa jak zwykle na bazie ujętych wskaźnikowo historycznych analogii.

Najbardziej zagrożony przełamaniem wsparcia jest indeks DJI. Obecnie każda ze spółek indeksu znajduje się poniżej średniej z 50 sesji, co zdarzyło się w ub., piątek po raz pierwszy od lutego 2003 r. Więcej takich odczytów wskaźnika było w feralnym 2002 r. i z reguły zapowiadały one przynajmniej lokalne odbicie. W przypadku indeksu S&P500 wskaźnik ten prezentuje się nieco lepiej, na poziomie ok. 17 proc. Dla byków iskierką nadziei mogą być statystyki nowych rocznych szczytów i dołków spółek. W piątek rynek zanotował 275 nowych rocznych minimów, w porównaniu z 759 podczas marcowego przesilenia i 1114 w styczniowym dołku. Ta liczba może oczywiście wzrosnąć w miarę pogłębiania się spadku, ale na razie szeroki rynek trzyma się całkiem nieźle.

Wskaźniki nastrojów sugerują wzrost pesymizmu, choć ekstrema nie są jeszcze w większości osiągnięte. Ankieta Stowarzyszenia Amerykańskich Inwestorów Indywidualnych po raz kolejny przyniosła wzrost liczby niedźwiedzi i redukcję liczebności byków. Liczba niedźwiedzi skoczyła do 45,7 proc, a byków spadła do 33 proc. To oznacza zejście wskaźnika w rejony, które towarzyszyły głębokim rynkowym dołkom. Duży skok pesymizmu widać także po odczycie wskaźnika stosunku kupionych indeksowych opcji sprzedaży i kupna. Jednak indeks VIX, zwany też indeksem strachu, jest daleki od marcowych i styczniowych szczytów, co sugeruje rosnący ,ale nadal kontrolowany poziom strachu. Niepokoić też może bardzo niski poziom gotówki w funduszach inwestycyjnych. Zatem mimo technicznego wyprzedania inwestorzy, szczególnie ci więksi, liczą mimo wszystko po cichu na pomyślny test dołka koniunktury, co oczywiście należy odczytywać niezbyt pozytywny omen. Jutrzejsza reakcja Wall Street po decyzji Fed powinna przynieść jakieś przynajmniej średnioterminowe rozstrzygnięcie, wiążące oczywiście także dla warszawskiego rynku.


 

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Włodzimierz Uniszewski

Najważniejsze dzisiaj

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Puls Biznesu

Puls Inwestora / Surowce / Warszawskie blue chipy uciekły spod noża