Komercyjni ubezpieczyciele to niejedyna opcja dla przedsiębiorców, którzy chcą kupić polisę. Mało kto zdaje sobie sprawę, że na rynku działają także towarzystwa ubezpieczeń wzajemnych (TUW). Czym się charakteryzują i czy warto skorzystać z ich oferty?

Idea stara jak świat
W uproszczeniu TUW-y działają w formie zbliżonej do spółdzielni. Ubezpieczeni są jednocześnie ich członkami. Jeżeli składka w danym okresie ubezpieczeniowym okaże się wyższa niż poniesione straty, to TUW odnotuje nadwyżkę, która może zostać rozdzielona między członków. Natomiast w przypadku większych strat będą oni zobowiązani do odpowiedniej dopłaty.
— Umowa ubezpieczenia wzajemnego nie przenosi więc w pełni ryzyka na towarzystwo, lecz zostaje ono zatrzymane na poziomie wspólnoty ubezpieczeniowej, co stanowi podstawę do częściowych zwrotów składek bądź konieczność dopłat. Tym samym polisa wzajemna łączy w sobie cechy ubezpieczenia — czyli pozwala na przeniesienie ryzyka z jednostki na wspólnotę — oraz samoubezpieczenia, powodując częściowe jego zatrzymanie na członku TUW-u — mówi Piotr Dzikiewicz, prezes TUW Cuprum.
Podobna działalność to nie nowość. Już w czasach starożytnych pojawiały się przypadki zrzeszania się podmiotów w celu wspólnego ponoszenia ryzyka. W Polsce pierwsze TUW-y pojawiły się w XVI wieku i działały nieprzerwanie do pierwszych lat po II wojnie światowej, kiedy to PRL całkowicie wytrzebił ubezpieczycieli wzajemnych.
— Przed wojną aż 65 proc. składki ubezpieczeniowej w naszym kraju trafiało do ówczesnych TUW-ów. W wielu państwach Europy Zachodniej, Stanach Zjednoczonych czy też Japonii ubezpieczyciele wzajemni mają udział w rynku na poziomie od 40 do 60 proc. — mówi Rafał Kiliński, prezes TUW PZUW.
Co ciekawe, dzisiejszy PZU do 1953 r. działało jako PZUW (Powszechny Zakład Ubezpieczeń Wzajemnych). Jednak na podstawie ustawy z 28 marca 1952 r. o ubezpieczeniach państwowych, został przekształcony w Państwowy Zakład Ubezpieczeń (PZU). W ten sposób ubezpieczenia wzajemne na wiele lat zniknęły z polskiego rynku. Dopiero po 1990 r., w czasie transformacji gospodarczej, wzajemność w ubezpieczeniach zaczęła się w Polsce ponownie odradzać. Obecnie mamy na rynku 9 ubezpieczycieli wzajemnych, których udział w składce rynku ubezpieczeń majątkowych wynosi niecałe 6,5 proc.
Obawa przed dopłatami
Zdaniem Rafała Kilińskiego, prezesa TUW PZUW, odradzanie się ubezpieczeń wzajemnych odbywa się powoli, ponieważ po wojnie, razem z TUW-ami, zniknęła także operacyjna wiedza o formie polis wzajemnych— z uwagi na lukę pokoleniową w środowisku ubezpieczeniowym.
— Dzisiaj firmy obawiają się tego modelu — z zupełnie nieuzasadnionych powodów. Okazuje się na przykład, że 90 proc. zapytanych przez nas spółek sądzi, że podmioty będące członkami ubezpieczeń wzajemnych w przypadku dużej szkody mogą partycypować w jej kosztach aż do wysokości poniesionych strat. To nieprawda. Każdy TUW ma swój statut, w którym jest informacja o potencjalnej maksymalnej dopłacie. W naszym przypadku wynosi ona najwyżej 50 proc. — i to w odniesieniu do składki przypisanej za rozpatrywany rok z danej grupy ubezpieczeń, a nie do szkody — tłumaczy Rafał Kiliński.
Jeżeli firma płaci za polisę np. 2 mln zł składki rocznie, z czego 1 mln zł za ubezpieczenie od żywiołów, a poniesie szkodę w wysokości 50 mln zł w wyniku pożaru, to dopłaci maksymalnie 500 tys. zł.
— W Polsce to jeszcze mało popularna forma zawierania ubezpieczeń, m.in. dlatego, że mamy z nią względnie mało doświadczeń, a ponadto panuje niepewność co do ewentualnej dopłaty składki w przypadku szkodowości innych podmiotów należących do danego TUW — uważa Agnieszka Michałowska, dyrektor z Marsh Polska.
TUW PZUW otrzymał licencję w listopadzie 2015 r., działalność operacyjną podjął od 2016 r. i w przeciwieństwie do większości obecnych na rynku TUW-ów skupia się głównie na strategicznych korporacjach, szpitalach i samorządach.
— Większość TUW-ów powstałych po latach 90. skupiło się na kliencie masowym oraz małej i średniej przedsiębiorczości.My chcemy odtworzyć wzajemność w ubezpieczeniach korporacyjnych, bo tam osiągane korzyści są bardziej namacalne — tłumaczy Rafał Kiliński.
Już w pierwszym roku działalności TUW PZUW odnotował 137 mln zł przypisu składki i 14 tys. zł nadwyżki. W 2017 r. nadwyżka jest na poziomie 2,3 mln zł.
Potencjał
Generalnie TUW-y rosły w ubiegłym roku szybciej niż komercyjni ubezpieczyciele — 29 proc. w porównaniu z 17 proc. W tym roku może być jeszcze lepiej, szczególnie że niektóre firmy powstały niedawno (TUW PZUW, Polski Gaz TUW), a inne — po licznych perturbacjach — wracają na właściwe tory. Dobrym przykładem jest TUW TUZ, który długo miał trudności z utrzymaniem rentowności portfela, prawidłową obsługą likwidacji szkód i braki kadrowe. KNF opracowała dla niego plan naprawczy, właściciel dokapitalizował spółkę w 2016 r. i firma pod wodzą nowego prezesa, Piotra Zadrożnego, zaczęła wychodzić na prostą.
— W tamtym roku byliśmy na minusie — zgodnie z planem restrukturyzacji — ale w tym roku odnotujemy już zysk — mówi Piotr Zadrożny.
Firma zlikwidowała większość oddziałów, przenosząc obsługę klientów do centrali, pozyskała fachowców z rynku i usprawniła procesy likwidacji szkód. Stworzyła też dla siebie nowy kierunek rozwoju, który ma ją wyróżnić na rynku.
— Skupimy się na oferowaniu specjalistycznych produktów dla wąskich grup. Przykładem jest ubezpieczenie OC pośrednikakredytowego i agenta ubezpieczeniowego. Zauważyliśmy duże zapotrzebowanie na tego typu oferty. Komercyjnym ubezpieczycielom nie opłaca się skupiać na tak małych grupach — mówi Piotr Zadrożny.
Wyzwaniem dla firmy jest kompleksowy pakiet dla MSP.
— Najpierw musimy zacząć zarabiać, żeby wprowadzić podobny produkt. Na tym rynku panuje duża konkurencja, pakiety dla MSP są niskomarżowe, dlatego trudno konkurować TUW-om z ich cenami — tłumaczy Piotr Zadrożny.
Generalnie towarzystwa ubezpieczeń wzajemnych były tworzone głównie przez korporacje. Na przykład TUW Cuprum założyły w 1994 r. spółki z grupy KGHM Polska Miedź. Pierwszymi członkami były podmioty tej grupy, lokalni przedsiębiorcy oraz odbiorcy i kooperanci Polskiej Miedzi. Swój TUW, działający od końca 2016 r., ma także Polskie Górnictwo Naftowe i Gazownictwo — to Polski Gaz TUW. Natomiast Pocztowe Towarzystwo Ubezpieczeń Wzajemnych (PTUW) powstało w 2003 r., rozpoczynając działalność od ubezpieczenia majątku Poczty Polskiej. Dzisiaj oferuje polisy dla klientów indywidualnych i przedsiębiorców.
Wady i zalety
Ubezpieczenie w TUW-ie może być interesującą opcją dla firm z kilku powodów. Charakteryzują się one większymi więziami między członkami, dlatego w takim przypadku trudniej o nadużycia.
— Ponadto jeżeli członek TUW-u jest jego klientem, to ubezpiecza się u siebie, w ramach tzw. Związku Wzajemności Członkowskiej (ZWC). A to powoduje zupełnie inne podejście do posiadanej polisy i do dbałości o ubezpieczone mienie. Członkowie towarzystw ubezpieczeń wzajemnych doskonale wiedzą, że w zależności od poziomu szkodowości w danym roku mogą zyskać zwrot części składki na koniec okresu ubezpieczenia albo dopłacić do niej — tłumaczy Rafał Kiliński.
Jego zdaniem, najbardziej popularny model rozliczenia z członkami TUW-u polegana tym, że dostają oni zwrot kwoty w części proporcjonalnej do wpłaconej przez nich składki w ramach danego ZWC. Jeżeli np. jedna firma kontrybuuje w zakresie 2 proc. składki danej wspólnoty, to może liczyć na 2-procentowy udział w nadwyżce. Niewielkie nadwyżki finansowe zwykle zalicza się do kapitału rezerwowego. Takie działanie leży również w interesie członków towarzystwa, ponieważ im poziom kapitału jest wyższy, tym lepsze wskaźniki bezpieczeństwa kapitałowego i mniejsza potrzeba reasekuracji.
Inna korzyść z bycia członkiem TUW-u — jest on inaczej traktowany na etapie wyceny ryzyka ubezpieczeniowego.
— Z zasady wzajemności wynika, że pewnym ryzykiem można podzielić się z członkami. Dzięki temu staje się ono łatwiej ubezpieczalne niż w firmach stricte komercyjnych. Ubezpieczyciel komercyjny zawsze zakłada najgorsze scenariusze ryzyka ubezpieczeniowego i według tego kwotuje składki. A to oznacza, że jest z założenia drożej — mówi Rafał Kiliński.
Wadą jest ryzyko dopłaty. Komercyjni ubezpieczyciele mają też przewagę w postaci większego kapitału, a co za tym idzie — wyższej stabilności finansowej.
Przy tym ubezpieczenia wzajemne w przypadku małych i średnich firm mogą być korzystne, jeżeli zbierze się duża grupa takich podmiotów — i będą one jednorodne pod względem ryzyka.
— Zbyt mała liczba podmiotów uczestniczących w umowie może powodować duże fluktuacje składki ubezpieczeniowej, wciąż adekwatnej do ponoszonego ryzyka, jednak okresowo mogącej przekraczać jej oczekiwaną wysokość. W szczególności różny poziom ryzyka ubezpieczeniowego wymaga akceptacji takiej sytuacji przez podmioty mniej i bardziej ryzykowne. Oczywiście wraz ze wzrostem liczebności podmiotów oraz ich jednorodności model ubezpieczeń wzajemnych staje się coraz bardziej intuicyjny i użyteczny — tłumaczy Mariusz Zagajewski, dyrektor departamentu ubezpieczeń w PTUW.
6,5 proc. Tyle wynosi udział ubezpieczycieli wzajemnych w składce rynku ubezpieczeń majątkowych.