Polskie prawo nie wpływa korzystnie na przejrzystość rynku wierzytelności. Przepisy można interpretować na wiele sposobów.
Polski rynek wierzytelności, choć młody, rozwija się dynamicznie. Trudno go jednak nazwać dojrzałym.
— Z jednej strony coraz więcej firm korzysta z usług podmiotów zarządzających wierzytelnościami, które z roku na rok podnoszą jakość oferowanego serwisu. Z drugiej jednak, nowym firmom windykacyjnym i zarządzającym należnościami coraz trudniej wejść na rynek, bo klienci oczekują jak najniższych cen, szerokiej skali działania oraz coraz wyższej efektywności, a to potrafią zagwarantować przede wszystkim najwięksi gracze — twierdzi Piotr Krupa, prezes firmy Kruk.
Działalności nie ułatwia też polskie prawo. Jest ono wprawdzie dostosowane do wymogów Unii Europejskiej, jednak ciągle stwarza możliwość wielorakiej interpretacji. W takie niejednoznaczności obfitują przede wszystkim: ustawa o podatku od towarów i usług, ustawa o ochronie danych osobowych oraz zapisy kodeksu cywilnego (kc). Spory i nieporozumienia, których są one źródłem, źle wpływają na dynamikę rozwoju całego sektora.
Rosnąca sprzedaż
Kształtujące się w Polsce mechanizmy obrotu wierzytelnościami są wzorowane na rozwiązaniach stosowanych w krajach Zachodu. Mimo to Polska pozostaje ciągle w tyle nawet za państwami naszego regionu. Czechy, Słowacja czy Węgry są już pod tym względem o wiele bardziej rozwinięte.
— W tych krajach rynek zakupu wierzytelności masowych i korporacyjnych działa z powodzeniem już od 5-6 lat. Ponadto wiele zajmujących się obrotem wierzytelnościami firm z Czech i Węgier jest zainteresowanych działalnością w Polsce — twierdzi Piotr Krupa.
Obecnie w naszym kraju ponad 80 proc. wierzytelności obsługiwanych przez podmioty zewnętrzne jest przekazywanych do windykacji na zlecenie. Pozostała część jest natomiast odsprzedawana.
— Wszystko wskazuje na to, że polska windykacja wkrótce upodobni się do modelu powszechnie stosowanego w Wielkiej Brytanii, czyli około 65 proc. spraw będzie trafiać do windykacji zewnętrznej, podczas gdy pozostałe będą sprzedawane. Po upływie kolejnych 2-3 lat już przynajmniej połowę portfela wierzytelności bedą stanowiły długi odsprzedawane wyspecjalizowanym podmiotom — szacuje Piotr Krupa.
Wzrost wartości sprzedawanych wierzytelności wynika z kilku czynników. Po pierwsze, duże firmy windykacyjne dysponują coraz większym kapitałem. Po drugie, dla podmiotu sprzedającego są to transakcje bezpieczne, bo gotówkowe. I wreszcie po trzecie, w otoczeniu prawnym następują zmiany, które ułatwiają tego typu rozwiązania.
— Obecnie tworzą się fundusze sekurytyzacyjne i to jest moment przełomowy dla sektora bankowego. Prawdopodobnie początkowo większość transakcji zawieranych z funduszem będzie przebiegała w formie sprzedaży, a nie na zasadzie współuczestnictwa — prognozuje Piotr Krupa.
Różne interpretacje
Rosnący rynek boryka się jednak z problemem niejednoznacznych interpretacji przepisów prawa, przede wszystkim tych dotyczących ochrony danych osobowych i zgody dłużnika na ich przekazanie nabywcy przy cesji wierzytelności. Niestety, ciągle brakuje ugruntowanego orzecznictwa sądowo-administracyjnego. Z treści artykułu 509 kc wynika bowiem, że wierzyciel może bez zgody dłużnika przenieść wierzytelność na osobę trzecią, o ile nie jest to sprzeczne z ustawą o zastrzeżeniu umownym albo właściwością zobowiązania. Jednocześnie jednak artykuł 3853 pkt 5 kc mówi, że w razie wątpliwości postanowienia umowne, zezwalające kontrahentowi bez zgody klienta na przeniesienie praw i obowiązków wynikających z umowy, stają się niedozwolone. Wysnuto więc tezę, iż przepis ten stanowi wyjątek od stosowania ogólnych przepisów dotyczących cesji wierzytelności.
— Jest to teza naciągana. Ustawodawca wprowadzając do kc artykuł 3853 pkt 5, prawdopodobnie chciał uniemożliwić odebranie konsumentom uprawnień decydowania przy zawieraniu umowy z konkretnym kontrahentem, jaki podmiot ma wykonać zamawiany towar czy usługę. Nie było chyba zamiarem ustawodawcy, aby kontrahent mając po drugiej stronie nierzetelnego konsumenta, nie mógł scedować na inny podmiot dochodzenia wierzytelności z tytułu tego kontraktu — twierdzi Małgorzata Głuszek-Stopczyk z Kancelarii Stopczyk & Mikulski.
Zapisy ustawy o ochronie danych osobowych dopuszczają natomiast w pewnych sytuacjach przetwarzanie danych dłużników. Ma to miejsce np. w przypadku dochodzenia roszczeń z tytułu prowadzonej działalności gospodarczej.
— Jedną z form dochodzenia takich roszczeń jest sprzedaż wymagalnej wierzytelności pieniężnej — twierdzi Małgorzata Głuszek-Stopczyk.
Tymczasem Generalny Inspektor Ochrony Danych Osobowych (GIODO) wymaga od firm windykacyjnych uzyskania pisemnej zgody od dłużników na sprzedaż ich długów. Stanowisko GIODO, choć jest jednoznaczne, budzi powszechny sprzeciw prawników i specjalistów od obrotu wierzytelnościami.