Mniejszościowi akcjonariusze stawiają zarzuty zarządowi Wawelu. Ich zdaniem, pozwolił on bezprawnie wejść do spółki niemieckiemu partnerowi branżowemu. Zdaniem spółki, koalicja walczy tylko o wysoką cenę wezwania.
Mniejszościowi akcjonariusze, niezadowoleni z poczynań zarządu krakowskiego producenta słodyczy, twierdzą, że posiadają już 19 proc. głosów na WZA spółki. W tym tygodniu zamierzają przekroczyć 20-proc. udział głosów. Pozwala to już na samodzielne zwołanie walnego zgromadzenia akcjonariuszy.
Na razie koalicja kilkunastu akcjonariuszy nie chce ujawnić, o co walczy, ogranicza się wyłącznie do informowania prokuratury i mediów o bezprawnych — ich zdaniem — działaniach obecnego zarządu i przewodniczącego rady nadzorczej. Przypomnijmy, że Eugeniusz Małek, przewodniczący RN Wawelu, ma ogłosić wezwanie na akcje spółki na rzecz inwestora strategicznego, niemieckiej firmy Gustav Hamester. Następnie papiery mają być umorzone. W ten sposób przewodniczący RN Wawelu wraz z Niemcami uzyska wyższy udział w głosach na WZA.
Wydaje się jednak, że koalicja ma inny cel: uzyskanie wysokiej ceny w planowanym niebawem wezwaniu. Znacząca część niezadowolonych udziałowców trzyma walory uprzywilejowane co do głosu, które będą przedmiotem wezwania Eugeniusza Małka.
Obawy mniejszościowych akcjonariuszy wydają się uzasadnione. Gustav Hamester przejął kontrolę nad Wawelem bez ogłoszenia wezwania, a umorzenie akcji dodatkowo zwiększy jego udział.
— Zamieszanie szkodzi spółce i jej wizerunkowi. Mniejszościowi akcjonariusze działają w ten sposób przeciw samym sobie. To dzięki prezesowi Dariuszowi Orłowskiemu firma jest zrestrukturyzowana i generuje zyski. Ma on też pomysły na dalszy rozwój z inwestorem strategicznym. Inna sprawa, że wejście niemieckiego partnera może wydawać się niejasne — uważa Bogna Sikorska, analityk CDM Pekao.
Najwięcej kontrowersji budzi właśnie sposób, w jaki Gustav Hamester stał się wiodącym akcjonariuszem spółki. Stało się tak dzięki zarządowi firmy i nie do końca jasnym transakcjom.
— Do tej pory poinformowaliśmy o nieprawidłowościach w spółce m.in. prokuraturę oraz posłów ziemi krakowskiej. W tym tygodniu przekroczymy 20 proc. głosów — mówi były członek zarządu Wawelu, członek koalicji.
Nie odpowiada on na pytanie, czy przy korzystnej cenie wezwania koalicja sprzeda posiadane akcje.
Historia zaczęła się w lutym 2000 r., gdy do życia powołano firmę WIK. W maju pomiędzy Eugeniuszem Małkiem a WIK zawarto umowę, na mocy której przewodniczący RN zobowiązał się do nabycia w imieniu własnym i na rachunek własny akcji Wawelu.
— Wezwanie dotyczyło akcji imiennych uprzywilejowanych co do prawa głosu w stosunku 5:1 — co przy zakupie przez akcjonariusza-założyciela — do których należy E. Małek — gwarantowało zachowanie uprzywilejowania prawa głosu. Zakup akcji przez pana Małka został sfinansowany przez spółkę WIK, która udzieliła 3,5 mln zł zaliczki, a pieniądze przekazał jej Wawel. Do dziś brak informacji o rozliczeniu się z tej pożyczki — wyliczają koalicjanci w piśmie do prokuratury i KPWiG.
Ich zdaniem, na zakup akcji Wawel wydał 15 mln zł, a zarząd spółki kierował się wyłącznie ochroną własnych interesów.
— Pożyczki zaciągnięte przez spółki zależne zostały spłacone. Wawel spłacił także prawie całe zadłużenie — 19 mln zł. Zakup akcji przez firmy zależne oraz udzielenie im pożyczek było zgodne z prawem. Co więcej, Wawel na tych transakcjach odnotował zysk — twierdzi Dariusz Orłowski.
Nieoficjalnie wiadomo, że prokuratura umorzyła w grudniu dochodzenia, w których badano m.in. pożyczki dla firm zależnych oraz zakup akcji spółki matki.