Poniedziałkowy rajd o ponad 4 proc. doczekał się kontynuacji i we wtorkowe południe indeks WIG20 zbliża się do bariery 1900 punktów. Oznacza to zwyżkę już o 50 proc. względem lutowego dołka. Determinację popytu zdradzają wysokie obroty, co dowodzi coraz większego przekonania o odjeżdżającym pociągu hossy. Paradoksalnie zaczyna to być niebezpieczne.
W treści rozlicznych komentarzy i analiz przebija newralgiczny charakter
rejonu 1900-2000 pkt na naszym indeksie głównych spółek. Choć osobiście nie po
drodze mi ze zgodnymi opiniami wygłaszanymi przez większość, to w tym przypadku
skłaniam się ku zaniechaniu kontestacji. Podzielam opinię o coraz bardziej
realnym kontrataku podaży i dłuższej, może nawet miesięcznej korekcie niemal
3-miesięcznej fali wzrostowej. Uważam, że widoczny na wykresach indeksów stromy
klif jesiennego załamania nie zostanie zanegowany łatwo i bez solidnej walki.
Pretekstem do korekty mogą być też publikowane u nas kwartalne wyniki
finansowe.
Poprzednio rynek spadał zbyt gwałtownie, śrubując w dół
swoje swe negatywne osiągi, również na fali podjudzania przeciw złotemu celem
nasilenia opcyjnej spekulacji. Teraz zastępy analityczno-prognostycznych
Copperfieldów nieco zamilkły, a epatowanie katastrofą ustało. Chociaż na obecnym
etapie większość krajów europejskich nadal mocno tkwi w objęciach recesji, to
potencjalne, acz bardzo odległe ożywienie gospodarcze zdyskontowano nader
ochoczo. Ledwie drgnięcie widoczne we wczorajszych danych z amerykańskiego rynku
nieruchomości, tudzież odbicie na kilku indeksach nastrojów nie są pewnymi
przesłankami do nadejścia nowego makroekonomicznego eldorado. Rynki po prostu są
przegrzane. Czy w br. zadziała powiedzenie: „sell in May and go away”?
W atmosferze coraz cieplejszych gospodarczych wizji nie dziwi, że zignorowano najnowsze wynurzenia Komisji Europejskiej na temat naszej tegorocznej dynamiki PKB. Zamiast typowanego jeszcze w styczniu 2-proc. wzrostu mówi się o 1,4-proc. spadku. Ciekawe, jaki efekt medialny ma to wywołać wobec 10-proc. regresu w krajach nadbałtyckich czy 5-proc. zjazdu w Niemczech? Co wywołało tak nagły przypływ pesymizmu, czyżby biurokratyczne zatory i ogólna bezwładność całego systemu?
W dalszym toku bieżącego tygodnia poznamy serię odczytów wskaźników aktywności w sektorze usług na terenie UE i w USA (PMI, ISM). Środa przyniesie raporty o planowanych zwolnieniach w amerykańskim sektorze prywatnym (ADP Employer Services), które jednakże będą zaledwie przygrywką do piątkowego comiesięcznego przekrojowego dokumentu nt. kondycji rynku pracy w kwietniu. Oczekuje się skoku stopy bezrobocia do 8,8 proc. względem marcowych 8,5; ponadto typuje się ubytek 630 tys. miejsc pracy w sektorze pozarolniczym. Wcześniej jednak w czwartek poznamy decyzje monetarne Banku Anglii oraz EBC. Stopy nie powinny ulec zmianie, choć są też typowania ścięcia kosztu wspólnego pieniądza do 1 proc., co byłoby jednak igraniem z przyszłą inflacją. W tym wszystkim należy pamiętać o wspomnianych czających się na horyzoncie zagrożeniach dla dalszych wzrostów cen akcji.
Bartosz Stawiarski, Wealth Solutions