Trwa oczekiwanie na wyniki konkursu o dotacje z mechanizmów finansowych. Tymczasem poinformowano, że wciąż brak wzoru umowy z beneficjentami.
To nieco kuriozalna sytuacja — brak wzoru dokumentu oznacza, że potencjalni beneficjenci dwóch mechanizmów finansowych: norweskiego i europejskiego obszaru gospodarczego, nie znają warunków, na jakich otrzymają dotacje i jakie obowiązki będą na nich ciążyć. Niepokojąca wydaje się także propozycja darczyńców, aby wprowadzić obowiązek ubezpieczenia majątku zaangażowanego w projekt oraz uzależnienia wypłaty dotacji dla jednego projektu od właściwej realizacji innych.
Prowizorka?
Dlaczego wobec braku jednego z najważniejszych dokumentów zdecydowano o przyjmowaniu aplikacji?
— Wynikało to z napięcia, jakie towarzyszyło opóźnieniom w ogłoszeniu naboru. Liczyliśmy, że uzgodnimy kształt umowy przed jego zakończeniem — wyjaśnia Małgorzata Wierzbicka, p.o. dyrektora Departamentu Programów Pomocowych i Pomocy Technicznej w Ministerstwie Rozwoju Regionalnego (MRR).
Z pierwszych zapowiedzi urzędników wynikało bowiem, że mechanizmy ruszą w kwietniu 2005 r. Po kilkakrotnych przesunięciach, pierwszym dniem składania aplikacji był 5 września 2005 r. Mimo że przygotowania trwały dłużej niż zakładano, umowy nie opracowano.
— Pierwszy projekt otrzymaliśmy od darczyńców pod koniec lipca 2005 r. W połowie sierpnia zgłosiliśmy do niego uwagi. Następna wersja dotarła do nas 25 listopada. Niestety, kilka zapisów zaproponowanych przez darczyńców było, naszym zdaniem, niekorzystnych dla beneficjentów. Wiele z nich udało się zmienić. Po styczniowym spotkaniu z przedstawicielami darczyńców do rozwiązania pozostały cztery zagadnienia — wyjaśnia Małgorzata Wierzbicka.
Z wypowiedzi urzędników zaangażowanych w przygotowanie dokumentów wynika, że współpraca mogłaby przebiegać sprawniej - być może swoje znaczenie mają różnice kulturowe.
Prosimy precyzyjniej
Państwa-darczyńcy chcą, by dla każdego wniosku, który został pozytywnie oceniony przez polską stronę, ustalać odrębne warunki wejścia w życie umowy. Małgorzata Wierzbicka uważa, że przedstawione kryteria są nieprecyzyjne, a to z kolei może zagrozić realizacji wielu dobrych projektów.
— Stanowisko państw-darczyńców jest konsekwencją procedury stosowanej wcześniej na przykład w Portugalii. Różnica polega na tym, że tam składano do oceny jedynie zarysy projektów. Polscy wnioskodawcy składają kompleksowe, w pełni przygotowane propozycje projektów. Wpisywanie do umowy dodatkowych warunków jest zatem niepotrzebną komplikacją — wyjaśnia Małgorzata Wierzbicka.
Dodaje, że na prośbę polskiej strony przygotowany zostanie „opis warunków”. Wciąż jednak obawia się o jego czytelność zarówno dla oceniających, jak i projektodawców.
Przezorność nie zaszkodzi?
Jednym z wymagań stawianych przez darczyńców jest również obowiązek ubezpieczenia aktywów majątkowych dofinansowanego projektu. Zdaniem urzędników, to zbyt duże obciążenie dla polskich beneficjentów. Wymóg ten nie dotyczyłby jedynie okresu realizacji projektu, ale i określonego czasu po jego zakończeniu. Jak długiego? Żadna ze stron nie potrafiła precyzyjnie odpowiedzieć.
— Staramy się przekonać stronę norweską, że koszty ubezpieczeń w Polsce są stosunkowo wysokie. Naszym argumentem jest także to, że taki obowiązek nie dotyczy projektów finansowanych z funduszy strukturalnych Unii Europejskiej — mówi Małgorzata Wierzbicka.
Dotychczas udało się włączyć koszty ubezpieczenia na listę wydatków kwalifikowanych. Powstać ma także lista konkretnych aktywów, które podlegałyby temu wymogowi. Takie rozwiązanie jest jednak połowiczne — spowoduje to, że wydatki na ubezpieczenie pochłoną część pieniędzy, które można by przeznaczyć na dofinansowanie projektów.
Weryfikacja weryfikacji
Kością niezgody jest także obawa Polaków przed długotrwałą weryfikacją wniosków o płatność. Podwójna ocena — najpierw przez stronę polską, a następnie państwa-darczyńców — sprawi, że przyjęty okres między złożeniem dokumentów a przelaniem refundacji może potrwać nawet 5 miesięcy. Oczywiście jeśli nie nastąpią żadne opóźnienia w procedurach…
— Po akceptacji indywidualnego projektu beneficjent może otrzymać 10 proc. zaliczki. Kolejne wydatki refundowane będą co kwartał. Trzy miesiące — tyle zajmie nam ocena wniosków — to już bardzo krótki okres. Nie przewidujemy, by udało się go jeszcze skrócić — mówi Erik Brynhildsbakken, rzecznik prasowy biura mechanizmów finansowych w Brukseli.
Zdaniem Małgorzaty Wierzbickiej, lepszym rozwiązaniem byłoby przekazanie Polsce przez darczyńców zaliczki na cały program. To znacznie upłynni przekazywanie środków beneficjentom. Jednocześnie MRR zwróciło się do resortu finansów o uruchomienie systemu prefinansowania po polskiej stronie.
— Środki na projekty byłyby wypłacane z budżetu. Następnie strona polska zwracałaby się do darczyńców o zwrot wypłaconych środków. Czekamy na decyzję — wyjaśnia Małgorzata Wierzbicka.
Ryzykowna dotacja
Ostatnim punktem spornym jest uzależnienie wypłaty dotacji w danym projekcie od właściwej realizacji innych przedsięwzięć. To niezwykle ryzykowne dla beneficjentów, którzy realizują niezależne projekty.
— Dziwi nas takie podejście — z jednej strony uzależnia się od siebie beneficjentów, a z drugiej dla każdego ustala się odrębne warunki wypłaty dotacji — uważa Małgorzata Wierzbicka.
Kiedy zatem wnioskodawcy i potencjalni beneficjenci poznają wzór umowy?
— Odpowiedzi od darczyńców spodziewamy się w połowie marca — mówi Małgorzata Wierzbicka.
Erik Brynhildsbakken deklaruje, że do wyjaśnienia pozostaje kilka technicznych kwestii. Oby „kilka technicznych kwestii” nie zmusiło przyszłych beneficjentów mechanizmów finansowych do wycofania się z realizacji ich pomysłów i rezygnacji z dofinansowania.
Okiem eksperta
Brak wzoru stwarza duże ryzyko
Niestety, do dziś nie opracowano wzoru umowy finansowej, jaka będzie podpisywana przez wnioskodawców, których projekty zatwierdzono do realizacji w pierwszym konkursie. Należy pamiętać, że najgorszą tego konsekwencją może być niepodpisanie umowy przez wnioskodawcę, którego projekt zatwierdzono. Jeśli okaże się, że będą w niej zapisy nie do przyjęcia dla beneficjenta, wówczas koszty i czas związane z oceną projektów będą zmarnowane, a projekt już zatwierdzony może nie doczekać momentu rozpoczęcia realizacji.
Adam Kaliszuk, dyrektor w Europejskim Centrum Przedsiębiorczości