Cztery wesela i pogrzeb w dobie koronawirusa łatwo mogłoby się zmienić w jedno wesele i cztery pogrzeby, dlatego branża ślubna przeżywa ciężkie czasy.

— Firmy nie mają z czego żyć. Jesteśmy branżą sezonową, najwięcej ślubów odbywa się od połowy kwietnia do końca września. Namawiamy pary, by nie odwoływały wesel, tylko je przeniosły — inaczej będą żałować. Do niedawna mówiliśmy, że trzeba przełożyć wesela zaplanowane do końca maja. Obawiam się jednak, że pod koniec maja kwarantanna się skończy i epidemia znowu zacznie się rozwijać. Dlatego proponujemy przeniesienie imprez na sezon jesienno-zimowy. Odpadną śluby plenerowe, ale trzeba przewartościować pewne sprawy — mówi Izabela Janachowska-Jabłońska, prezes Wedding Dream.
Wirusowa promocja
Spółka w swojej aplikacji do planowania ślubów stworzyła skrzynkę, w której użytkownicy zostawiają pytania dotyczące zmiany terminu imprezy. — Radcy prawni tłumaczą, czym jest zadatek, czym zaliczka, wyjaśniają, jak negocjować zmianę terminu. Zatrudniamy mediatorów, bo staramy się pogodzić zwaśnione strony: klientów, którzy nie mogą zrobić teraz wesela, i firmy, które z dnia na dzień przestały zarabiać. Wszyscy musimy wykazać się empatią i elastycznością. Zachęcamy naszych partnerów, żeby parom, które wybierają terminy jesienią i zimą, zaoferować w cenie usługi bonusy, np. do sesji fotograficznej dodać zdjęcia z drona. Wszyscy spośród naszych partnerów, czyli polecanych przez nas 200 firm, które do końca maja zgłoszą się do nas z ofertą, skorzystają z naszej platformy gratis. Nowi klienci będą zobowiązani zapłacić za reklamę na portalu 10 proc. zwykłej opłaty, a resztę — za rok — wyjaśnia Krzysztof Jabłoński, twórca producenta świec Korona z fabrykami w Wieluniu i USA, którego sprzedał w 2018 r. niemieckiej firmie Gala. Wedding Dream poleca 200 firm, a z jego aplikacji korzysta 16,9 tys. par.
Czas na... rozwój
Przemysł ślubny to 7 mld zł rocznie (200 tys. ślubów, średni wydatek to 35 tys. zł). Działają w nim tysiące firm: salony sukien, florystyczne, dekoratorskie, właściciele sal. O skali rozdrobnienia świadczy fakt, że potentatem w Polsce jest właściciel 13 salonów sukien ślubnych.
— Jeśli uda się namówić pary, żeby nie rezygnowały ze ślubów, branża przeżyje. My notujemy 30-procentowy wzrost ruchu. Ludzie żyją, planują śluby — mówi Izabela Janachowska-Jabłońska.
Choć wiele firm zamierza dziś zwalniać pracowników, to w Wedding Dream jest wprost przeciwnie.
— Niejeden kryzys przeżyłem i wiem, że można z niego wyjść silniejszym. To czas na pozyskanie dobrych pracowników i lepszych technologii. My zamierzamy zatrudniać programistów. Nie będziemy marnować czasu, tylko wyciągniemy z kryzysu coś pozytywnego — zapewnia Krzysztof Jabłoński. Jest zachwycony zdalną pracą pracowników.
— Przestawiliśmy się z pracy godzinowej na zadaniową. Oszczędzamy czas, ludzie nie muszą dojeżdżać do pracy. Początkowo sprawdzaliśmy, czy logują się do komputera, ale to bez sensu, trzeba mieć do nich zaufanie. W ubiegłym tygodniu zrezygnowałem z planu najmu kilkusetmetrowego biura w Mordorze. Praca zdalna, w którą nie wierzyłem, świetnie działa — twierdzi biznesmen.
Przyznaje jednak, że ten rok firma — jak większość branży ślubnej — zakończy stratą. Ubiegły rok zakończyła niewielkim zyskiem, choć zainwestowała ponad 2 mln zł.