Węgiel to także paliwo wyborcze

Jacek ZalewskiJacek Zalewski
opublikowano: 2014-05-07 00:00

Po wymuszonym na Donaldzie Tusku sytuacją polityczną szczycie górniczym w Katowicach trudno powiedzieć, czy 19 maja — na sześć dni przed eurowyborami — odbędzie się w Warszawie gigantyczna demonstracja związkowców. Jej echa nie wpłynęłyby może na wyniki głosowania w samej stolicy, ale w kraju mogłyby jak najbardziej.

Premier oznajmił tyle, że w spółkach węglowych nie ma miejsca dla szefów niekompetentnych, z klucza towarzyskiego czy politycznego. Święta prawda, tyle że słowa te brzmią kabaretowo w kontekście powierzenia Kompanii Węglowej (KW) doświadczonemu menedżerowi Mirosławowi Tarasowi — kandydującemu z listy PO do Parlamentu Europejskiego w jego macierzystym Lublinie. Jako wieloletni popularny szef Bogdanki prezes pełni tam rolę zbierającego punkty bezpartyjnego celebryty, akurat nie sportowego, lecz biznesowego. Niepojęte, dlaczego nie zrezygnował z kandydowania natychmiast po objęciu stanowiska w KW.

Górnictwo jest branżą, której rola radykalnie się zmieniła w okresie polskich przemian. Jesienią 1989 r. Tadeusz Mazowiecki dosłownie w pierwszych tygodniach premierowania zwracał się z dramatycznym apelem telewizyjnym do górników, aby zwiększonym fedrunkiem wsparli odradzającą się niepodległą III RP. Ćwierć wieku później zwały niesprzedanego węgla zalegają na hałdach. Awaryjne przedwyborcze pomysły polityków brzmią: zatrzymać import węgla tańszego. Najbardziej abstrakcyjny okazuje się były premier Leszek Miller, który zaleca stosowaną przez Rosję metodę zakwestionowania... jakości sprowadzanego stamtąd czarnego paliwa.