Premier Orban chce zamrozić kurs szwajcarskiej waluty. Ekonomiści pytają: kto za to zapłaci?
Rząd Węgier zamierza zamrozić kurs, po jakim rozliczane będą raty spłat kredytów udzielonych we franku szwajcarskim — podał portal internetowy "Hírszerző". Rząd wstrzymał się od komentarza, a węgierski bank centralny twierdzi, że nic o pomyśle nie wie.
Portal doniósł, że węgierskie banki mogłyby zabezpieczyć stały kurs zakupu franków w Narodowym Banku Szwajcarii. Koszt operacji zostałby pokryty przez rząd lub — w innym wariancie — przez kredytobiorców, którzy zaciągaliby w tym celu w banku niskooprocentowany kredyt.
— Węgrzy słyną ostatnio z oryginalnych pomysłów. Najpierw była nacjonalizacja drugiego filaru emerytalnego, potem obciążenie sektorów m.in. bankowego, telekomunikacyjnego i handlowego dodatkowym podatkiem od zysków. Wszystko, aby zaspokoić bieżące potrzeby budżetu — mówi Adam Antoniak, ekonomista Banku BPH.
Jego zdaniem, pomysł na zamrożenie kursu szwajcarskiej waluty to efekt bardzo dużego obciążenia gospodarstw domowych kredytami w walutach obcych.
— Stanowi on około 80 proc. wszystkich kredytów — twierdzi ekonomista Banku BPH.
Drogi frank jest więc problemem zarówno dla sektora bankowego, jak i gospodarstw domowych.
— Banki mogą popaść kłopoty, jeśli udział niespłacanych kredytów się zwiększy. Natomiast gospodarstwa domowe płacąc wyższe raty kredytów, mogą ograniczyć wydatki na konsumpcję — mówi Adam Antoniak.
Podobnego zdania jest Aleksandra Świątkowska, ekonomistka PKO BP.
— Drogi frank to problem dla gospodarki, m.in. sektora bankowego, który może się załamać — uważa Aleksandra Świątkowska.
Zdaniem węgierskiego portalu, rząd rozważa zamrożenie kursu szwajcarskiej waluty na poziomie zbliżonym do 190 HUF. Wczoraj za szwajcarską walutę płacono 210,23 forinta. Stały kurs miałby obowiązywać do 2014 r.
Zdaniem ekonomisty Banku BPH, węgierski rząd zdaje sobie sprawę, że musi zacząć działać, ale wyjścia szuka po omacku.
— To ryzykowny pomysł, który nie rozwiązuje problemu, ale zamiata go pod dywan — mówi Adam Antoniak.
I dodaje, że przy pierwszym wariancie, trudno będzie rządowi, który stara się wszelkimi sposobami ograniczyć zadłużenie, znaleźć pieniądze na pokrycie zobowiązań. O tym, w jak fatalnej sytuacji jest węgierski budżet, świadczą najnowsze dane o deficycie.
— Tylko w styczniu sięgnął on 18 proc. całorocznego planu. Tymczasem rok czy dwa lata temu Węgry miały w tym samym czasie nadwyżkę — mówi ekonomista Banku BPH.
Drugi wariant proponowany przez rząd — zdaniem ekonomistów — spowoduje jeszcze większe zadłużenie gospodarstw domowych.