Od września słodycze, lody, słone przekąski czy zupy w proszku obejmie nowy podatek
Polskie firmy spożywcze krytykują posunięcie węgierskich władz. Zamiast restrykcji wolą samoograniczenie.
Przemysł spożywczy musi przełknąć kolejną gorzką pigułkę. Do grupy krajów, które chcą aktywnie walczyć z konsumpcją produktów zawierających zbyt dużą ilość tłuszczu, cukru i soli, postanowiły dołączyć Węgry. Sposób, w jaki węgierskie władze chcą się zmierzyć z niezdrowymi nawykami żywieniowymi swoich obywateli, budzi jednak sporo kontrowersji, m.in. wśród polskich firm, z których wiele sprzedaje żywność na Węgrzech.
Troskliwy fiskus
— Węgierski parlament uchwalił prawo, które przewiduje wprowadzenie od września podatku od produktów zawierających większą ilość soli, cukru lub tłuszczu od określonego poziomu minimalnego. W praktyce podatek ten obejmie wiele popularnych produktów żywnościowych, takich jak napoje, słodycze, lody, słone przekąski czy zupy w proszku — mówi Andrzej Gantner, dyrektor Polskiej Federacji Producentów Żywności (PFPŻ).
Informuje, że wysokość podatku ma wynieść od kilkunastu groszy za litr w przypadku napojów do nawet 7,5 zł za kilogram w przypadku zup w proszku. Podatek ma skłonić konsumentów do dokonywania zdrowszych decyzji zakupowych, promując produkty o niskiej zawartości tłuszczu, cukru i soli, choć przy okazji "zdrowo" zasili także kasę państwa.
— Skutkiem wprowadzenia dodatkowych opłat będzie podwyższenie cen. Zdecydowanej większości naszych produktów, jak soki i nektary, ten podatek nie dotknie, ale w ofercie mamy również m.in. czekoladę na gorąco, która będzie podlegała tym regulacjom. Uważamy, że skuteczniejszym rozwiązaniem jest promowanie dobrze zbilansowanej diety oraz zachęcanie do aktywności sportowej — mówi Krzysztof Pawiński, prezes Grupy Maspex Wadowice, która aktywnie działa m.in. na rynku węgierskim.
PFPŻ ocenia, że w świetle unijnego prawa działania władz węgierskich są dyskryminacją konkretnych grup produktów. Andrzej Gantner przyznaje jednak, że w Danii i Finlandii wprowadzono podobny podatek, tzw. tłuszczowy, który podniósł ceny wielu produktów żywnościowych, w tym masła. Z kolei we Francji obowiązuje prawo nakładające podatek za reklamowanie niektórych produktów żywnościowych.
Odchudzanie żywności
Zamiast restrykcji prawnych i podnoszenia cen branża proponuje inne sposoby promocji zdrowego odżywiania. Według firm i ekspertów, najskuteczniejszym sposobem jest edukacja — nie tylko w szkołach, ale też za pomocą kampanii edukacyjnych dla dorosłych. Na tym jednak nie koniec.
— Zdecydowanie lepszym pomysłem są realizowane przez przemysł spożywczy w Polsce, w tym Kraft Foods, działania zmierzające do wzmocnienia samoregulacji (np. samoograniczenia dotyczące reklamy skierowanej do dzieci), a także odpowiednie znakowanie produktów umożliwiające kontrolowanie zawartości składników odżywczych przez konsumentów (system GDA) czy reformulacja (zmiana receptury) produktów w celu obniżenia w nich zawartości soli, cukru czy tłuszczy — mówi Agnieszka Kępińska, rzecznik Kraft Foods Polska.
W ostatnim czasie wiele dużych firm (np. Kraft Foods, Pepsico) wprowadziło ulepszone wersje swoich znanych produktów, np. krakersy lub chipsy o zawartości tłuszczu zmniejszonej od 5 nawet do 70 proc.
W branży spożywczej nie brakuje jednak firm, których idea podatku tłuszczowego nie przeraża.
— Indykpol pewnie byłby beneficjentem takich regulacji, bo nasze produkty mają mniej soli i tłuszczu niż przeciętnie w branży mięsnej. Jestem przekonany, że dla zdrowotności i długowieczności społeczeństwa są to znacznie istotniejsze zagrożenia niż GMO — mówi Piotr Kulikowski, prezes Indykpolu.
Wiktor Szczepaniak
[email protected] % 22-333-98-08
okiem eksperta
Mniej reklamy, więcej edukacji
dr n. med. Lucjan Szponar, pracownik naukowy z Instytutu Żywności i Żywienia
W wielu krajach trwają dyskusje na temat wprowadzenia różnego rodzaju regulacji prawnych mających chronić społeczeństwa przed rozwojem plagi otyłości i utrwalaniem niezdrowych nawyków żywieniowych. Zwolennicy takich rozwiązań wskazują na konieczność systemowej ochrony zdrowia społeczeństwa, a przeciwnicy zarzucają, że jest to naruszanie wolności obywateli.
Moim zdaniem, ekonomiczne metody wpływania na nawyki żywieniowe konsumentów nie są najbardziej skuteczne. Najlepszym sposobem jest edukacja społeczeństwa za pośrednictwem m.in. szkół oraz mediów.
W walce z niezdrowymi nawykami żywieniowymi ważne jest też ograniczanie możliwości reklamy niekorzystnych dla zdrowia produktów, zwłaszcza skierowanych do dzieci, a także dobre oznakowanie produktów spożywczych.