Pod koniec zeszłego tygodnia inwestorów zelektryzowała wypowiedź wiceprzewodniczącego rządzącej na Węgrzech partii Fidesz. Stwierdził on, że stan finansów publicznych pozostawiony przez poprzedni rząd jest znacznie gorszy niż uważano, a Węgry czeka kryzys zbliżony rozmiarami do greckiego.
Choć zeszłotygodniowe komentarze węgierskich polityków są raczej zabiegiem politycznym, to zwracają one uwagę na faktyczne problemy gospodarcze Węgier. Stąd silna reakcja na przykład rynku walutowego. Starając się uspokoić nastroje, rząd zapowiedział, że będzie starał się utrzymać deficyt budżetowy w 2010 r. na poziomie 3,8 proc. PKB. Zadanie to może okazać się jednak trudne do wykonania, ponieważ na koniec maja deficyt został zrealizowany w przeszło 80 proc. całorocznego planu. Realizacja tej deklaracji jest tym bardziej wątpliwe, że rząd zapowiedział równolegle, iż nie zamierza realizować planów oszczędnościowych, sugerując nawet możliwe obniżki podatków. O ile porównanie Węgier do Grecji wydaje się przesadzone (np. stosunek długu publicznego do PKB jest w Grecji o około połowę wyższy), to brak wyraźnej woli ograniczenia deficytu budżetowego przez węgierski rząd może budzić niepokój.
Na tle innych gospodarek deficyt na poziomie niecałych 4 proc. PKB nie wydaje się duży (np. w porównaniu z deficytem USA planowanym w 2010 r. na ponad 10 proc. PKB). Sytuację komplikuje jednak fakt, że deficyt budżetowy na poziomie nie wyższym niż 3,8 proc. PKB jest warunkiem udzielania Węgrom pomocy przez Międzynarodowy Fundusz Walutowy (MFW). W przypadku jego przekroczenia udostępniane przez MFW środki mogą zostać cofnięte, a pozyskanie przez Węgry dodatkowych pieniędzy może okazać się kosztowne lub wręcz niemożliwe. Brak zdecydowanych działań zmierzających do ograniczania deficytu może przełożyć się na odpływ kapitałów zarówno z Węgier, jak i z całej środkowej i wschodniej Europy. Generalnie jednak wiadomości płynące z Węgier nie są dla inwestorów bardzo zaskakujące, ale niepokoić może brak czytelnej komunikacji ze strony rządu. Można oczekiwać, że dla złotego wciąż bardziej istotne będą wiadomości płynące ze strefy euro.
analityk Banku Gospodarki Żywnościowej