Tania linia lotnicza spróbuje przewozów lokalnych. To trudny segment, ale Węgrzy są gotowi podjąć ryzyko.
Wizz Air eksperymentuje — chce rozpocząć latanie na trasach krajowych w Polsce. Na pierwszy ogień pójdzie trasa Katowice- -Gdańsk.
Ambitne plany
Przewoźnik przyznaje, że nie ma pewności, czy pomysł będzie trafiony. Zwłaszcza że nie zamierza zaopatrzyć się w mniejsze samoloty, odpowiednie na tak krótkie i mało obsadzone rejsy. Dziś korzysta z Airbusów A320, zabierających na pokład 180 osób.
— Nasze samoloty mogą być zbyt duże na tę trasę — przyznaje Jozsef Varadi, prezes Wizz Air.
Są jednak argumenty przemawiające za takim pomysłem.
— To krótkie loty, generujące dość niskie koszty. Rentowność uzyskamy zapełniając zaledwie 45-50 proc. miejsc — dodaje Jozsef Varadi.
Branża jest dość sceptycznie nastawiona do tego pomysłu.
— W Polsce potrzeba regionalnego przewoźnika. Jednak 180- -miejscowe samoloty to zdecydowanie za dużo jak na obecny popyt — ocenia Zbigniew Sałek, prezes lotniska w Świdniku.
Jeśli jednak Węgrom się powiedzie, to na rynku przewozów regionalnych może wkrótce zrobić się ciasno. Niedawno bowiem samorządowcy z Ryszardem Grobelnym, prezydentem Poznania na czele, wystąpili z bardzo podobną propozycją.
Na razie Wizz Air nie przynosi zysków.
— To dlatego, że intensywnie inwestujemy. W 2005 r. chcemy po raz pierwszy osiągnąć zysk operacyjny. Nie wiem jeszcze, ile nam to czasu zajmie, ale chcę, by Wizz Air był największą tanią linią w Europie Środkowej i Wschodniej — zapowiada Jozsef Varadi.
LOT nam nie zaszkodzi
W 2005 r. Węgrzy chcą przewieźć 1 mln polskich pasażerów.
— Nie czujemy zagrożenia ze strony Centralwings (spółka PLL LOT). Na polskim rynku byliśmy wcześniej, a poza tym mamy niższe koszty — mówi Jozsef Varadi.
Kłopoty Air Polonii przybliżają realizację planów Wizz Air. W ramach przewozu poszkodowanych przez polską linię pasażerów Węgrzy zaoferowali przeloty 20 tys. osób.