Weltschmerz niemieckiego konsumenta bije po oczach

Ignacy MorawskiIgnacy Morawski
opublikowano: 2023-11-28 20:00

Ani spadająca inflacja, ani niższe ceny energii, ani też stabilizujące się ceny żywności – nic nie jest w stanie istotnie poprawić nastrojów niemieckich konsumentów. Wprawdzie w grudniu minimalnie poprawiły się w stosunku do poprzedniego miesiąca i są wyraźnie lepsze niż przed rokiem, ale i tak bardzo daleko im do normalności. Dokładniejsze badania wskazują, że Niemcy bardzo obawiają się m.in. skutków kryzysów geopolitycznych. To oczywiście ma negatywne implikacje dla perspektyw całej europejskiej gospodarki.

Posłuchaj
Speaker icon
Zostań subskrybentem
i słuchaj tego oraz wielu innych artykułów w pb.pl
Subskrypcja

W listopadzie indeks nastrojów niemieckich konsumentów mierzony przez GfK nie zmienił się istotnie wobec października. Wyniósł -27,8 pkt, czyli zaledwie 0,5 pkt wyżej niż miesiąc wcześniej. Indeks jest wciąż niżej niż w połowie roku, mimo że potencjalnie najważniejsza przyczyna pesymizmu, czyli inflacja, stopniowo odchodzi. Ostatni odczyt inflacyjny w Niemczech był już poniżej 4 proc. wobec 6 proc. w połowie roku i niemal 9 proc. rok temu. Zmniejsza się inflacja cen energii i żywności, która miała największy wpływ na redukcję realnych dochodów konsumentów. A mimo to konsumenci są wciąż pełni obaw.

Po oczach bije różnica między nastrojami konsumentów w Niemczech i Polsce. W latach 2020-21 poruszały się one mniej więcej równolegle, ale wszystko zmienił początek wojny w Ukrainie. W Polsce nastroje przez parę miesięcy po lutym 2022 r. dołowały z powodu wysokiej inflacji, ale później zaczęły się szybko poprawiać i dziś są na poziomie podobnym, co u progu pandemii COVID-19. W Niemczech nastroje po rozpoczęciu wojny doznały potężnego załamania, a ich późniejsze odbicie było dużo mniejsze niż w Polsce.

Instytut GfK i towarzyszący mu w badaniu Nuremberg Institute for Market Decisions (NIM) zadali w tym miesiącu otwarte pytanie o przyczyny obaw, a konkretnie o powody do oszczędzania. Większość odpowiedzi koncentrowała się wokół niepewności wywołanej przez wydarzenia geopolityczne, w tym szczególnie wojny w Ukrainie i Izraelu.

Możliwe, że wstrząsy geopolityczne wywołały w Niemcach większy lęk niż w Polakach. Zaburzyły ich wizję świata jako przestrzeni zdominowanej przede wszystkim przez handel i interesy ekonomiczne.

Mnie jednak bliższe jest czysto ekonomiczne wyjaśnienie sytuacji. Niemcy jako społeczeństwo zamożne i jednocześnie cechujące się wysoką awersją do inflacji mają wysoką wrażliwość na stopy procentowe. Mogą bowiem odkładać decyzje zakupowe w czasie, nie są konsumentami, którzy wydają wszystko, co zarobią. Spadek inflacji i wzrost realnych stóp procentowych wywołują więc u nich większą niż u Polaków skłonność do odkładania zakupów na przyszłość. W Niemczech skłonność do oszczędzania wzrosła w ciągu roku znacznie bardziej niż skłonność do zakupów, w Polsce – w podobnym stopniu.

Mizerne nastroje niemieckich konsumentów to oczywiście zła wiadomość dla całej europejskiej gospodarki. Wprawdzie Niemcy mają dość niski udział konsumpcji w PKB i rozwijają się w dużej mierze dzięki eksportowi, ale jako zamożna gospodarka i tak ważą bardzo dużo w ogólnych wydatkach konsumpcyjnych w Europie. Możemy tylko siedzieć z założonymi rękoma i czekać, kiedy niemiecki konsument wreszcie dostrzeże, że inflacja odbudowuje jego dochody, świat się nie wali i warto więcej wydawać.