Politycy grożą kontrolą NIK po wyborach, jeśli polski bank zostanie sprzedany szwedzkim współwłaścicielom.
Wczoraj rozpoczęło się wezwanie na akcje Banku Ochrony Środowiska (BOŚ) ogłoszone przez szwedzki SEB, 47-proc. akcjonariusza. Dziś opinię w sprawie ewentualnej odpowiedzi na wezwanie ma przedstawić zarząd Narodowego Funduszu Ochrony Środowiska i Gospodarki Wodnej (NFOŚiGW), który ma 44,35 proc. akcji BOŚ (a wraz z funduszami wojewódzkimi — 50 proc.). Zgodę na transakcję na wniosek rady narodowego funduszu musiałby wyrazić minister środowiska.
Rejtanem przed BOŚ
Prawo i Sprawiedliwość (PiS), numer dwa w przedwyborczych sondażach, sprzeciwia się ofercie Skandynawów.
— BOŚ nie jest zwyczajnym bankiem komercyjnym, to narzędzie do prowadzenia polityki ekologicznej państwa — mówi Ludwik Dorn, jeden z liderów PiS.
Jego zdaniem, sprzedaż banku może utrudnić wywiązanie się Polski z zobowiązań akcesyjnych.
— Dlatego apelujemy do NFOŚiGW i funduszy regionalnych, aby nie odpowiadały na wezwanie SEB, a do ministra ochrony środowiska, by nie wyraził zgody na tę sprzedaż — dodaje Ludwik Dorn.
PiS uważa, że SEB, który jest typowym bankiem komercyjnym, nie gwarantuje zachowania proekologicznego charakteru BOŚ.
Idąca po władzę opozycja nie chce też dopuścić, by o losie banku decydowali kończący kadencję politycy.
— Ostrzegamy, że jeśli NFOŚiGW pozytywnie odpowie na wezwanie i dostanie zgodę ministra środowiska, to zaraz po wyborach zwrócimy się do Najwyższej Izby Kontroli (NIK), by dokładnie sprawdziła zgodność z prawem tej transakcji — podkreśla Ludwik Dorn.
Fundusz chce więcej
Mats Kjaer, wiceprezes SEB, nie chciał wypowiadać się o protestach politycznych. Jest przekonany, że BOŚ potrzebuje kapitału, który mogą mu zapewnić Skandynawowie. SEB obiecuje pozostawienie spółki na giełdzie. Oferuje wszystkim akcjonariuszom po 73 zł za każdą akcję, o 35 proc. więcej od średniej ceny z ostatnich trzech miesięcy przed wezwaniem.
Jana Hawrylewicza, prezesa NFOŚiGW, taka wycena nie satysfakcjonuje. Fundusze czekają na lepszą ofertę SEB.
Zdaniem analityków, bank potrzebuje kapitału.
— BOŚ potrzebuje kapitału, który może mu dostarczyć SEB. Dlatego dla dobra spółki dobrze byłoby, gdyby kwestia równowagi w akcjonariacie została rozstrzygnięta — przyznaje Robert Sobieraj, analityk Erste.
Gdyby wezwanie się nie powiodło, to SEB, dając BOŚ zastrzyk kapitału, i tak przekroczyłby 50- -proc. udział w banku. Politycy zapewne i do tego nie zechcą dopuścić.
— Niebezpieczne jest nie tylko przejęcie przez SEB ponad 75 proc. głosów w BOŚ (na co jest zgoda nadzoru bankowego), ale także przekroczenie progu 50 proc. — komentuje Wojciech Jasiński, poseł PiS.