Wezwanie nie oznacza giełdowego końca BOŚ

Przemek Barankiewicz
opublikowano: 2005-09-09 00:00

Szwedzki SEB chce pełnej kontroli nad Bankiem Ochrony Środowiska (BOŚ). Wezwanie po 73 zł za akcję banku z połowy drugiej dziesiątki na naszym rynku nie zelektryzuje jednak warszawskiej giełdy. W wolnym obrocie pozostają bowiem papiery o wartości około 30 mln zł. Cena wezwania także nie odbiega od ceny rynkowej, choć jej 10-proc. wzrost na sesji poprzedzającej informację o ofercie jest co najmniej zastanawiający.

SEB, szósty bank Skandynawii w krajach bałtyckich działa skutecznie. W Polsce miał dotąd skrępowane ręce, bo dzielił się władzą z Narodowym Funduszem Ochrony Środowiska i Gospodarki Wodnej (NFOŚGW). Zakładamy, że to się zmieni (ogłaszanie wezwania bez nieformalnej zgody jego głównego adresata nie miałoby przecież sensu) i Szwedzi przekroczą próg 90 proc. głosów w spółce. Czy w tej sytuacji drobni akcjonariusze powinni zatrzymać akcje BOŚ?

Oferowana cena o 32 proc. przekracza średni kurs z ostatnich trzech miesięcy. Uwzględniając jednak kapitały własne grupy i udzielone przez nią kredyty, 73 zł za akcję BOŚ to niewiele. Z drugiej strony, giełdowi konkurenci mają zdecydowanie wyższą rentowność kapitałów (ROE BOŚ nie przekracza 7 proc.). Relacja ceny do prognozowanego na ten rok zysku (45 mln zł) przekracza 21. To o połowę więcej niż wynosi bankowa średnia. Na dodatek dywidendy z BOŚ są symboliczne (0,15 zł na akcję za 2004 r.). To nie zmieni się prędko, bo bank zapowiada wydatki na informatyzację i rozwój sieci.

Presji na szybką poprawę wyników także nie będzie, bo nowym władzom — po dziesięciu latach niezbyt efektywnego zarządzania bankiem — inwestor wiele wybaczy. Elementem niepewności jest też sposób, w jaki BOŚ zostanie dokapitalizowany kwotą 300 mln zł oraz elementy nowej strategii rozwoju, na którą czekamy. Nie jest też jasne, jaki wpływ na działalność banku będzie miało ewentualne wycofanie się NFOŚGW z akcjonariatu.

Argumentem przemawiającym za odpowiedzią na wezwanie jest niska płynność papierów. W ostatnich miesiącach właściciela zmienia od kilkunastu do kilkuset akcji dziennie. Po ofercie wartość wymiany może być jeszcze niższa, ale w dłuższej perspektywie płynność ulegnie zdecydowanej poprawie. SEB obiecał, że udział akcji w wolnym obrocie osiągnie 25 proc. Ta deklaracja przekona zapewne część inwestorów do zlekceważenia rozpoczynającego się 19 września wezwania.