Wiarygodność rynku została zachwiana

Ewa Bednarz
opublikowano: 2012-07-05 00:00

Niewielka płynność to większy kłopot rynku obligacji korporacyjnych niż niewypłacalność kilku spółek — uważają analitycy.

Na rynku obligacji Catalyst, który dopiero niedawno zaczął zyskiwać na popularności, notowane są obligacje 126 emitentów, w tym 92 korporacyjnych. Wartość emisji papierów dłużnych i listów zastawnych wyemitowanych przez spółki przekroczyła właśnie 40 mld zł.

None
None

Tylko w czerwcu do obrotu zostało wprowadzonych osiem serii obligacji korporacyjnych o wartości prawie 1,5 mld zł. Zadebiutowały m.in. siedmioletnie obligacje PKN Orlen, które objęły fundusze inwestycyjne i firmy ubezpieczeniowe, obligacje Domu Development oraz nowe papiery Getin Noble Banku.

Mimo to obroty sesyjne były najniższe od czterech miesięcy, a liczba zleceń sprzedaży przewyższała liczbę zleceń kupna. Na razie struktura transakcji nie wpłynęła na spadek cen papierów. Coraz więcej inwestorów zastanawia się jednak, czy rynek jest wiarygodny i bezpieczny. Wszystko przez kłopoty spółek budowlanych, choć to nie pierwsze zawirowania na rynku obligacji korporacyjnych. Najpierw potknęło się bowiem Anti, zajmujące się małą architekturą.

W zeszłym rok spółka nie wypłaciła obligatariuszom odsetek w terminie, a do dziś nie wykupiła wszystkich papierów. Później trudne chwile przeżywali posiadacze papierów spółki Fojud, która złożyła wniosek o upadłość za plecami inwestorów. To był jednak tylko przedsmak tego, co spotkało inwestujących w obligacje korporacyjne (w tym TFI; skala ich zaangażowania — patrz obok). Analitycy mają podzielone zdania na temat wpływu problemów spółek budowlanych na postrzeganie całego rynku obligacji korporacyjnych.

— Skala zjawiska jest na razie niewielka i wynosi 0,5 proc. — to średnia historyczna z amerykańskich rynków. Poza tym emisje spółek budowlanych notowane na Catalyst były niewielkiej wartości, w związku z tym problem dotknął niewielu inwestorów — mówi Kamil Artyszuk z Domu Maklerskiego Banku BPS.

Jego zdaniem, jeśli sytuacje takie będą się powtarzały, to drobni będą jeszcze ostrożniej podchodzić do rynku. Łukasz Rosiński, dyrektor zarządzający Infinity8, nie ma wątpliwości, że przypadek Budostalu-5 i innych spółek, które nie były w stanie spłacić zadłużenia z obligacji, szkodzi postrzeganiu rynku przez inwestorów.

— Catalyst znajduje się jeszcze w fazie rozwoju, kilka czarnych owiec może odstraszyć chętnych na zakup obligacji — uprzedza Łukasz Rosiński.

Przewiduje też, że zachwianie wiarygodności rynku może się odbić na kolejnych emitentach z sektora budowlanego — mogą mieć kłopoty z uplasowaniem emisji.

Po obrotach czerwcowych już widać, że większym powodzeniem cieszą się papiery spółek o wysokiej wiarygodności. A jest w czym wybieraćnie tylko wśród obligacji korporacyjnych, ale również skarbowych, samorządowych i spółdzielczych. Wśród nich są zarówno papiery o stałym, jak i zmiennym oprocentowaniu, które zawsze jest uzależnione od wielkości emitenta, jego wiarygodności i kondycji finansowej. Wszystko zależy od tego, jakie ryzyko jesteśmy gotowi zaakceptować.

Wyższe oprocentowanie jest bardziej kuszące, ale również jest sygnałem, że inwestycja może się skończyć, tak jak na Anti czy Budostalu. Ryzyko jest więc łatwo określić, większym problemem jest mała płynność, przynajmniej dla dużych inwestorów.

Zdaniem Jarosława Karpińskiego, zarządzającego funduszami papierów dłużnych w ING TFI, wtórny rynek obligacji korporacyjnych w Polsce właściwie nie istnieje. Zwłaszcza że emisje są niewielkie i z góry można założyć, że obrót nimi będzie szczątkowy. Nie pomoże zmiana regulacji.

— Spółki przeprowadzające emisję o wartości co najmniej kilkuset milionów powinny wchodzić na eurorynek, na którym istnieje wtórny obrót tymi papierami. Płynność byłaby większa i w razie problemów emitenta inwestorzy mieliby większe szanse wyjść z inwestycji — tłumaczy Jarosław Karpiński.

Nie wierzy też w szybki rozwój wtórnego rynku obligacji. Jego zdaniem, zamarł on w listopadzie 2007 r. i wciąż nie może się obudzić.