Wiatr na pomoc i pomoc na wiatr

Partnerem publikacji jest Warta
opublikowano: 2023-12-11 15:42

Zgodnie z założeniami przyjętego w 2021 r. rządowego dokumentu „Polityka energetyczna Polski do 2040 r.” za 17 lat ponad połowę mocy zainstalowanych będą stanowić źródła zeroemisyjne.

Posłuchaj
Speaker icon
Zostań subskrybentem
i słuchaj tego oraz wielu innych artykułów w pb.pl
Subskrypcja

Szczególną rolę odegra w tym procesie wdrożenie do polskiego systemu elektroenergetycznego morskiej energetyki wiatrowej. Budowa i eksploatacja morskich farm wiatrowych wiąże się jednak z szeregiem ryzyk, którym stawić czoła będą musieli nie tylko inwestorzy, ale również firmy ubezpieczeniowe.

Zgodnie z zapowiedziami zamieszczonymi w „Polityce energetycznej Polski do 2040 r.” do 2030 r. mają w Polsce powstać morskie farmy wiatrowe o mocy do 5,9 GW. To więcej, niż wynosi obecna moc 12 bloków energetycznych elektrowni Bełchatów, które dostarczają maksymalnie 5,3 GW energii. W perspektywie roku 2040 pierwotnie planowano wzrost mocy elektrowni wiatrowych off shore o 5 GW, teraz jednak mówi się już o 12 GW, co da w efekcie niemal 18 GW mocy. Wraz z lądowymi farmami wiatrowymi całość energii pozyskiwanej z wiatru mogłaby stanowić około połowy polskiego miksu energetycznego.

Nowe projekty i nowe ryzyka

Pierwszy polski projekt z zakresu morskiej energetyki wiatrowej wystartował i jest już w fazie konstrukcyjnej. To farma, która zostanie uruchomiona na wschód od Ławicy Słupskiej, na wysokości Łeby i Choczewa. W latach 2024-25 powinny ruszyć kolejne projekty.

— To oznacza, że na polskim rynku pojawi się nowy segment ubezpieczeń: ubezpieczenia budowy morskich farm wiatrowych, ubezpieczenia eksploatacji — zwraca uwagę Marek Lewandowski, dyrektor biura odpowiedzialnego w Warcie za ubezpieczenia morskie i lotnicze.

— Biorąc pod uwagę skalę tych projektów, z jednej strony będzie to oznaczało bardzo istotny, potencjalny oczywiście wolumen składki dla ubezpieczycieli na polskim rynku, z drugiej strony — nowe ryzyka, którymi trzeba będzie zarządzać. Największym wyzwaniem dla ubezpieczycieli będzie skala samych przedsięwzięć. — To projekty dla tej części polskiej gospodarki, która jest związana z gospodarką morską, do tej pory niespotykane — podkreśla Marek Lewandowski.

Na polskim rynku pojawi się nowy segment ubezpieczeń: ubezpieczenia budowy morskich farm wiatrowych, ubezpieczenia eksploatacji.

Leon Pierzchalski

— Budowa farmy wiatrowej o mocy jednego gigawata to dziś koszt znacznie ponad 3 miliardów euro. Czyli mówimy o inwestycjach rzędu kilkunastu miliardów złotych, jakie mają być zrealizowane w najbliższym czasie. Według szacunkowych obliczeń specjalisty ubezpieczenie budowy morskiej farmy wiatrowej o mocy 1,2-1,5 GW wymaga pojemności ubezpieczeniowych między pół miliarda a miliardem euro. Szacunek powstaje na podstawie analizy różnego rodzaju scenariuszy najwyższej możliwej szkody (tzw. PML).

— Przyznam, że te pół miliarda do miliarda euro to pojemność ubezpieczenia, której nie ma żaden pojedynczy ubezpieczyciel na polskim rynku — mówi Marek Lewandowski. — To projekty, które będą wymagały zaangażowania wielu podmiotów i daleko idącego rozproszenia ryzyka. Dodaje, że bez współpracy z podmiotami z rynku międzynarodowego takiej operacji ubezpieczeniowej zrobić się nie da.

— Po pierwsze, z uwagi na potrzebną pojemność ubezpieczeniową. Po drugie — z uwagi na fakt, że jako Warta mamy pewną wiedzę i doświadczenie, jeżeli chodzi o ubezpieczenia różnego rodzaju inwestycji na morzu, natomiast morskich farm wiatrowych w budowie żaden polski podmiot do tej pory nie ubezpieczał. W związku z tym na pewno niezbędna będzie współpraca z rynkiem międzynarodowym. Polscy pionierzy offshore Warta na polskim rynku miała do tej pory największe doświadczenie związane z inwestycjami na morzu. Ubezpieczała budowę i eksploatację platform wydobywających ropę czy gaz. Teraz te doświadczenia będzie mogła wykorzystać przy polskich farmach wiatrowych off shore.

— Biorąc pod uwagę konstrukcję warunków ubezpieczeniowych, dla ubezpieczeń związanych z budową morskich farm wiatrowych rynek międzynarodowy wypracował warunki nazwane WINDCAR , czyli ubezpieczenia budowy morskiej farmy wiatrowej od wszystkich ryzyk. Te warunki mocno bazują, również w zakresie filozofii ubezpieczeniowej, na warunkach WELCAR — dotyczących budów morskich w zakresie wydobycia ropy i gazu — przyznaje Lewandowski.

— Konstrukcja tych warunków jest bardzo podobna. Warta zaczęła stosować warunki WELCAR jeszcze na przełomie wieków przy inwestycjach off shore, jako pierwsza firma w Polsce. Stosuje je z powodzeniem do dziś. — To warunki, które w pełni uwzględniają techniczną złożoność projektów. Projektów, które odbywają się w całości w warunkach morskich — podkreśla ekspert. — Mamy tu do czynienia z szeregiem operacji związanych z położeniem kabli, transportem, instalacją komponentów przy użyciu jednostek pływających — to wszystko odbywa się w dość trudnych w warunkach. Warta jako ubezpieczyciel doświadczony w ryzykach morskich i offshorowych ma istotną przewagę w profesjonalnej obsłudze ubezpieczeniowej morskich farm wiatrowych.

Analiza wielu ryzyk

Skomplikowana jest nie tylko budowa, ale i eksploatacja morskich wiatraków. Warta, jak każda firma ubezpieczeniowa, musi analizować ryzyka, z jakimi może mieć do czynienia na etapie budowy i w czasie, gdy farma będzie już produkowała energię. z

— Ubezpieczenie budowy morskiej farmy wiatrowej obejmuje co do zasady wszystkie fizyczne szkody związane ze sprzętem, materiałami, wyposażeniem, związane z procesem budowy. Obejmują całokształt wszystkich prac instalacyjnych związanych z budową, okablowanie, cały proces transportowy. Bardzo często ubezpieczeniem objęte jest również tzw. business intrruption (BI) czyli utrata potencjalnego przychodu inwestora, w przypadku kiedy dojdzie do szkody majątkowej — wyjaśnia Marek Lewandowski.

Do tego dochodzi ubezpieczenie odpowiedzialności cywilnej wobec osób trzecich i ich mienia, czy ryzyka związane z żeglugą: awaria wspólna, ratownictwo, koszty związane z usunięciem pozostałości po szkodzie.

— To warunki tzw. filozofii all risk, czyli ubezpieczone jest wszystko, co nie zostało wyłączone w warunkach ubezpieczenia — mówi Lewandowski.

To, co działający na rynku ubezpieczyciele wyłączają z pokrycia, to szkody w statkach zaangażowanych w projekt oraz w samolotach czy helikopterach biorących udział w inwestycji. Te powinny mieć własne ubezpieczenia typu casco czy OC armatora lub operatora. Z ubezpieczenia wyłącza się też naturalne zużycie oraz wszelkiego rodzaju odpowiedzialność za kary i opóźnienia. Wyłączone z pokrycia ubezpieczeniowego są również operacje niezaakceptowane przez zatrudnionych do nadzoru nad kluczowymi operacjami niezależnych rzeczoznawców (tzw. Marine Warranty Surveyor — MWS). To zewnętrzny podmiot techniczny, angażowany przez inwestora w porozumieniu z ubezpieczycielem — do niego należy certyfikacja poszczególnych etapów prac, zwłaszcza kluczowych, najbardziej ryzykownych.

— W zależności od tego, jak bardzo prototypowy mamy projekt, wyłączone bądź też ograniczone może być pokrycie związane ze szkodami powstałymi z powodu wad projektowych — dodaje specjalista.

Najczęstsze szkody

Cechą charakterystyczną ubezpieczenia budowy morskich farm wiatrowych jest to, że polisa ubezpieczeniowa co do zasady zawierana jest na okres całego procesu budowy. To w zależności od harmonogramu około trzech lat. Umowa obejmuje również pierwszy rok działalności farmy, co pozwala objąć ubezpieczeniem wszystkie ewentualne prace wykończeniowe czy poprawki w już funkcjonującym obiekcie.

Marek Lewandowski podkreśla, że w związku z brakiem takich inwestycji na polskim rynku, doświadczenie na temat likwidacji szkód podczas eksploatacji morskich farm wiatrowych pochodzi od partnerów międzynarodowych. Wszyscy zwracają uwagę, że najbardziej newralgicznym elementem są kable. I te łączące poszczególne turbiny z morską stacją transformatorową, i te, które dostarczają energię na ląd.

— Szacuje się, że szkody w kablach to od kilkunastu do 30, a nawet 40 proc. wszystkich szkód, jeśli chodzi o ich liczbę, ale to jednocześnie grubo ponad 50 proc. kosztów zdarzeń szkodowych. Ze statystyk rynku międzynarodowego wynika że średnia szkoda w kablach to ponad 2,5 miliona euro — mówi. I dodaje, że każda naprawa takiej szkody wymaga zaangażowania specjalistycznych jednostek, a ponad 60 proc. kosztu usunięcia szkody to właśnie statek. Czarter takiego kablowca to obecnie co najmniej 200 000 euro za dobę, a nie wszystkie szkody udaje się usunąć w ciągu dwóch czy trzech dni. Innym problemem są szkody w turbinach i fundamentach farm. Te stanowią kilkanaście procent zdarzeń.

Ubezpieczyciel działający na rynku morskich farm wiatrowych musi wziąć pod uwagę szereg aspektów, które wpływają na ocenę i wycenę ryzyka. Najważniejszy to warunki akwenu — głębokość dna morskiego, odległość od brzegu, warunki pływowe i wiatrowe. Kolejnym, niebagatelnym, są pozostałości po działaniach wojennych w postaci zatopionej amunicji czy niewybuchów. Do tego dochodzi odległość od portów — instalacyjnego, który będzie obsługiwał jednostki z komponentami do budowy farmy, i serwisowego, gdzie będą bazowały jednostki niezbędne do utrzymania ruchu farmy. Ważne jest również doświadczenie inwestora, jego współpraca ze wspomnianą wcześniej firmą nadzorującą projekt (Marine Warranty Surveyor) i armatorami jednostek specjalistycznych.

Warta to biznesowy partner i ubezpieczyciel wielu firm zaangażowanych w łańcuch dostaw dla morskich farm wiatrowych. Jest też ubezpieczycielem większości sektora żeglugowego i stoczniowego w Polsce. Ma wynoszącą kilkaset milionów złotych własną pojemność ubezpieczeniową i poprzez rynek reasekuracyjny dostęp do jeszcze większych pojemności a także (jako jedyny polski ubezpieczyciel) rating finansowy na poziomie A+ (przyznany przez Standard & Poor’s). To predestynuje ją do udziału w ubezpieczeniach tak kluczowych projektów jak morskie farmy wiatrowe.

Leon Pierzchalski
dyrektor zarządzający w Warcie odpowiedzialny za Departament Klientów Strategicznych i Reasekuracji

Transformacja energetyczna w oparciu o nowe technologie stawia zarówno przed inwestorami, jak i ubezpieczycielami nowe wyzwania. Wiadomo, że każda inwestycja dla potencjalnych operatorów energetycznych powinna charakteryzować się przewidywalnością i stabilnością. Jednak w przypadku morskich farm wiatrowych widzimy wiele potencjalnych zagrożeń. Zaczynając od ciężkich, a nawet ekstremalnych warunków atmosferycznych poprzez zagrożenia techniczne, które wynikają ze specyfiki technologii morskich, aż po ryzyka związane z ruchem statków. Oczywiście dodatkowym negatywnym aspektem są napięcia międzynarodowe i zagrożenia sabotażem czy działaniami terrorystycznymi. Przykładami takich działań w infrastrukturze morskiej jest uszkodzenie niemiecko-rosyjskiego gazociągu Nord Stream, czy gazociągu i kabla telekomunikacyjnego pomiędzy Finlandią a Estonią. To wszystko przekłada się na konieczność zapewnienia inwestorom jak najszerszej ochrony ubezpieczeniowej, która będzie gwarantowała akceptowalny poziom bezpiecznego prowadzenia działalności. Ważna jest tu także rola brokera ubezpieczeniowego, który reprezentując operatora energetycznego, stara się, aby program ubezpieczeniowy był optymalny dla każdej budowanej farmy wiatrowej. Z jednej strony oznacza to indywidualne dostosowanie oferty do technicznych, lokalizacyjnych i gospodarczych potrzeb, z drugiej strony powinna ona odzwierciedlać możliwości finansowe klienta oraz pojemności ubezpieczycieli i reasekuratorów.