Widełki pękły, czyli były cesarz powraca do gry

KZ
opublikowano: 2007-06-25 00:00

Na piątkowej sesji było jak w filmie Hitchcocka: mocny początek, a później napięcie już tylko rosło.

Na piątkowej sesji było jak w filmie Hitchcocka: mocny początek, a później napięcie już tylko rosło.

To był raj dla daytraderów. Ci, którzy mają mocne nerwy i potrafią umiejętnie wyczuć dzienne wahania kursu, w piątek mogli sporo zarobić na akcjach Elektrimu. Handel rozpoczął się z trzyminutowym opóźnieniem, bo już na otwarciu przekroczono górne widełki. Pierwsze zlecenia (wystawione zarówno po stronie kupna, jak i sprzedaży) realizowano z ceną 10 zł, o 16,3 proc. wyższą niż na zamknięciu w czwartek. W sumie w ten sposób z rąk do rąk przeszło około 300 tys. walorów. Gracze szybko zepchnęli kurs kilka procent poniżej otwarcia (do 9,30 zł), ale jak się później okazało — było to dzienne minimum. W pierwszych trzech kwadransach obroty przekroczyły 20 mln zł.

Przed południem aktywność trochę osłabła, ale tuż przed godz. 13.00 inwestorzy przypuścili trzeci atak na psychologiczną barierę 10 zł. Próba utrzymania kursu ponad tym poziomem okazała się nieudana, ale spadek nie był zbyt dotkliwy.

Najciekawsza była końcówka — przy coraz większych zleceniach kurs rósł, by tuż przed godz. 16.00 „uderzyć” w górną granicę widełek, czyli 11 zł. Na finiszu notowań za akcję Elektrimu płacono 10,80 zł, czyli o 26,6 proc. więcej niż na czwartkowym zamknięciu. Wolumen przekroczył 8,7 mln zł. To ponad 10 proc. wyemitowanych akcji, jest jednak niemal pewne, że wiele akcji przeszło kilka razy z rąk do rąk. Obroty zamknęły się kwotą 174 mln zł. W piątek większą wartość miał tylko handel akcjami PKN Orlen.