Japońska giełda zakończyła najdłuższą od stycznia serię spadków. Na pozostałe parkiety azjatyckiego kontynentu nie powróciły jednak wzrosty. Nikkei wzrósł po siedmiu kolejnych spadkach. Przyczynił się do tego sektor bankowy, którego indeks skoczył o blisko 5 proc. Silni byli też producenci aut.
W Europie dominowały wczoraj spadki. Wywołały je złe dane makroekonomiczne i notowania kontraktów terminowych na indeksy amerykańskich giełd.
Najgorsze nastroje panowały we Frankfurcie. Co prawda, na otwarciu sesji inwestorów ucieszył mniejszy niż oczekiwano wzrost bezrobocia w Niemczech, jednak radość trwała krótko. Zamówienia w przemyśle naszych zachodnich sąsiadów, zamiast wzrosnąć, spadły w lipcu o 0,9 proc. Na dodatek Komisja Europejska nie wykluczyła redukcji prognoz tegorocznego wzrostu gospodarczego w UE.
Nastroje w sektorze ubezpieczeniowym pogorszył szwajcarski Zurich Financial. Spółka podała, że jej strata netto wyniosła 2,03 mld USD i potwierdził, że zamierza przeprowadzić nową emisję akcji, która ma mu przynieść 2,0-2,5 mld USD. Zapowiedział także zwolnienia pracowników. Dobrze wiodło się natomiast akcjom koncernów paliwowych. Po kilka procent zyskały BP, TotalFinaElf i Royal Dutch. Wojna w Iraku jest coraz bliżej, więc ropa mocno drożeje.
Amerykańskie rynki zaczęły notowania od spadków, co jedynie potwierdziło negatywne nastawienie inwestorów do rynku akcji, w obliczu — jak się zdaje — nieuchronnego konfliktu zbrojnego na Bliskim Wschodzie.