Więcej szacunku dla Piotrusia Pana

aktualizacja: 13-02-2017, 14:19

Żyjący pełną piersią fantaści mogą być bardziej efektywni niż ich poukładani koledzy. A siłą firmy jest różnorodność

Masujące fotele, hamaki i namiot rozbity na korytarzu. Pokoje zen i łaźnie parowe. W salach negocjacyjnych zwykłe stoły zamienione na stoły pingpongowe. Zamiast windy zjeżdżalnie, którymi można dostać się na niższe piętra. Długa kolejka przed automatem do robienia waty cukrowej. Prezes przegrywa w piłkarzyki ze stażystą, a na perkusji sprzedawca wyładowuje swój gniew po nieudanej rozmowie handlowej. Biura takich korporacji, jak Google, Facebook czy Red Bool, coraz częściej przypominają ogromne place zabaw. Czy to aby nie ukłon firm w stronę pracowników z syndromem Piotrusia Pana, czyli takich, którzy zatrzymali się na progu dorosłości, co więcej — są z tego dumni? „Nie ma już dorosłych, zniknęli jak przejściowe pory roku i świetliki nad polami” — utyskuje włoski eseista Francesco M. Cataluccio w książce „Niedojrzałość. Choroba naszych czasów”. Natomiast pracodawcy w dziecięcej fantazji, którą pielęgnuje w sobie część zatrudnionych, coraz częściej widzą nie zaburzenie osobowości, lecz tak długo oczekiwany powiew świeżego powietrza w zatęchłym świecie biznesu.

DWIE STRONY:
Zobacz więcej

DWIE STRONY:

Wizje inspiratora bez mocy wykonawcy nigdy nie przyobleką się w rzeczywistość, natomiast wykonawca bez inspiratora nigdy nie zrobi nic, co wybije się ponad przeciętność — mówi prof. Andrzej Blikle. ARC

Ze świata fantazji…

Tzw. wiecznego chłopca kojarzymy z narcyzmem, brakiem powagi i ucieczką od odpowiedzialności. Umyka nam natomiast to, co może być atutem takiej jednostki: ponadprzeciętna wyobraźnia, śmiałość, chęć eksperymentowania. Oderwanie od szarej egzystencji sprzyja wizjonerstwu i nieortodoksyjnym metodom rozwiązywania problemów. Zygmunt Miłoszewski, znany autor kryminałów, przypomina pół żartem, że typowym Piotrusiem Panem (tyle że z odrobiną fartu) był Krzysztof Kolumb. Kiedy odkrywał Amerykę w 1492 r., jeden jego syn miał 12 lat, drugi cztery. Gdyby słyszał dzisiejszych moralistów prawiących o kryzysie męskości i ojcostwa, pewnie nie wypłynąłby w żaden rejs, ale jak każdy rozsądny człowiek zająłby się normalną pracą i rodziną. Marek Prujszczyk, dyrektor personalny Schneider Electric, cieszy się, że nie wszyscy pracownicy są równie poważni, uporządkowani i opanowani. Ci, których napędzają marzenia, są dla firmy cennym urozmaiceniem — twierdzi HR-owiec. Byle tylko nie podcinać im skrzydeł, uważając za dziwaków, którzy psują wizerunek swoich przedsiębiorstw.

— Skoro żyjemy w kolorowym, zróżnicowanym społeczeństwie, jak można oczekiwać, że firma będzie tworem jednorodnym? Z badań wynika, że wielobarwne zespoły nie dość, że kipą od zadziwiających pomysłów, to jeszcze panuje w nich lepsza atmosfera — argumentuje Marek Prujszczyk. Szczerość, niezależność, potrzeba widzenia sensu swojej pracy to — zdaniem Jacka Santorskiego, psychologa biznesu — kolejne zalety wiecznych chłopców. Dzięki nim nie staną się raczej bezdusznymirobotami lub trybikami w korporacyjnej machinie. — Mówi się, że mężczyzna podszyty dzieckiem ma słabą wolę i przy byle trudnościach się wycofa. Tymczasem jeśli swoje zadanie potraktuje w kategoriach przygody, można na nim polegać. Nie dość tego: jego zabawy, rozrywki i pasje są kosztowne, więc musi na nie zarobić, co go zmusza do zakasania rękawów — tłumaczy Jacek Santorski.

…do prawdziwych sukcesów

Wyjątkowa kreatywność połączona z motywacją finansową — według psychologa — sprawia, że ludzie, którzy zawodzą jako mężowie, ojcowie czy koledzy, w biznesie i pracy często są wzorem rozsądku i efektywności. Mają wyjątkowe umiejętności społeczne, szybko chłoną nową wiedzę i świetnie orientują się w świecie. Nic dziwnego, że wśród wiecznych chłopców nie brakuje wziętych prawników, finansistów i menedżerów. To przekonanie potwierdzają badania naukowców z Uniwersytetu Illinois (USA), którzy odkryli, że lekki narcyzm i umiarkowana skłonność do fantazjowania przydają się na kierowniczym stanowisku. Jest tylko jedno „ale”: takimi indywidualistami — czy są dyrektorami, czy szeregowymi pracownikami — trzeba umieć zarządzać. Co równie ważne, nie musi to wcale oznaczać ciągłego czepiania się i nieprzerwanej kontroli. Na ogół wystarczy dobrze podzielić obowiązki w zespole. Profesor Andrzej Blikle, ekspert ds. zarządzania i twórca cukierniczego imperium, lubi opowiadać o swoim znajomym matematyku. Syndrom Piotrusia Pana objawiał się u niego tak, że na etapie formułowania i rozwiązywania problemu matematycznego był pełen wigoru, ale gdy tylko uporał się z zadaniem, jego entuzjazm gasł. Dlatego nigdy nie chwalił się wynikami swojej pracy. Zmieniło się to, gdy jeden z dziennikarzy naukowych zaproponowałmu wspólne pisanie tekstów do specjalistycznych czasopism.

— Jako wizjoner i inspirator bez zdolności wykonawczych nie wychodził poza swoje koncepcje i teorię. W duecie z osobą, która umiała nim pokierować, jego kariera nabrała rumieńców — mówi prof. Andrzej Blikle.

A Marek Prujszczyk zwraca uwagę, że nasza odmienność wskazuje dziedzinę, w której mamy szansę się sprawdzić. Szalony odmieniec niekoniecznie odnajdzie się w roli księgowego, ale co szkodzi, by spróbował się w tzw. kreatywnych branżach, jak PR, reklama czy show-biznes?

 

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Mirosław Konkel

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Tematy