Fortuna kołem się toczy, bo sąd nie wypuścił z aresztu drugiego z duetu lekarzy-menedżerów.
Po wpłaceniu przez rodzinę kaucji wysokości 2 mln zł Grzegorz Wieczerzak, były prezes PZU Życie, opuścił po trzech latach areszt na warszawskiej Białołęce.
— To klęska wymiaru sprawiedliwości. To, co znajduje się w aktach sprawy, zostało zręcznie zmanipulowane przez prokuratora Zygmunta Kapustę — komentuje Grzegorz Wieczerzak.
Ciekawie będzie na początku maja. Wtedy Grzegorz Wieczerzak zamierza zorganizować konferencję prasową, na której ma wyjawić „szczegóły sprawy”.
Zygmunt Kapusta złożył 15 kwietnia dymisję na ręce Grzegorza Kurczuka. Media pisały, że najbardziej zaszkodziła mu właśnie sprawa Wieczerzaka, w której okazało się, że akt oskarżenia oparto o przeszacowaną opinię biegłej, której kompetencje są obecnie poddawane w wątpliwość. Sąd wyznaczył nowych biegłych. Według prokuratury, były prezes PZU Życie działał na szkodę tej spółki, co spowodowało straty rzędu 173,5 mln zł.
Na swobodę na razie nie ma co liczyć Władysław Jamroży, ex-prezes PZU, a następnie Totalizatora Sportowego (także o lekarskim rodowodzie). Warszawski sąd rejonowy postanowił, że oskarżony o przestępstwa finansowe, w których konsekwencji ubezpieczeniowa firma miała stracić blisko 11 mln zł, nadal pozostanie w areszcie.