Analitycy oczekują, że S&P500 będzie nadal rósł po odbiciu się 9 marca od 12-letniego dołka. Wskazują, że rynek opcji daje obecnie najmocniejszy „byczy” sygnał od trzech lat. Na początku sesji widać było jednak dużą zmienność. Po 30 minutach handlu S&P500 tkwił minimalnie poniżej czwartkowego zamknięcia. Dow Jones i Nasdaq rosły. To skutek „quadruple witching”, czyli wygasania jednocześnie opcji na akcje i na indeksy rynków akcji, a także kontraktów terminowych na akcje i na indeksy rynków akcji.
W pierwszej fazie handlu taniały akcje spółek finansowych. Branżowy indeks S&P500 Financials wzrósł o 38 proc. od 6 marca, czemu sprzyjała seria dobrych wiadomości przekazywanych przez banki. W piątek taniały m.in. Bank of America i Wells Fargo. Drożały akcje Citigroup, jednak już nie tak dynamicznie, jak na początku tygodnia. Kilkanaście procent wartości straciły akcje AIG. Spółka stała się obecnie „chłopcem do bicia” za sprawą afery premii dla pracowników. Już 19 amerykańskich stanów wytoczyło jej z tego powodu sprawę. Drożały akcje producentów metali, przede wszystkim miedzi. W górę piął się kurs m.in. Freeport-McMoRan Copper & Gold. Inwestorzy kupowali akcje Forda, co zarekomendowali analitycy UBS twierdzący, że spółka nie będzie potrzebowała pomocy finansowej rządu. W górę szedł także kurs General Motors. UBS rekomendował ich sprzedaż, twierdząc, że spółce zabraknie gotówki w tym roku. Potaniały papiery General Electric. Analitycy Deutsche Banku, Credit Suisse i Citigroup obniżyli prognozy zysku i ceny docelowej spółki, głównie przez spodziewane problemy jej finansowej spółki, GE Capital.
Na półtorej godziny przed końcem handlu w USA DJIA tracił 1,54 proc., a Nasdaq 1,78 proc.