Wiedźmy zatańczyły dopiero na fixingu

Waldemar Borowski
opublikowano: 2008-12-19 16:56

Piątkowa sesja zapowiadała się jako mrożący krew spektakl, z tragicznym dla wycen naszych blue chipów, finałem. Atmosferę podgrzał zarząd GPW, ustalając specjalne reguły dla dzisiejszej sesji, a także KNF. Tymczasem początek handlu był wyjątkowo niemrawy i wielcy rynku rywalizację zostawili tradycyjnie na ostatnią „godzinę trzech wiedźm”, którą nieznacznie wygrały niedźwiedzie. Okazało się, że z wielkiej chmury mały deszcz.

Po wprowadzeniu przez zarząd giełdy obostrzeń dotyczących dzisiejszych notowań można było się obawiać, że gwałtowne ruchy na WIG20 nastąpią już od pierwszych minut sesji. Tymczasem handel toczył się w nadspodziewanie sennej atmosferze. Co prawda, po minusowym otwarciu nasz najważniejszy indeks, wbrew praktycznie całej Europie, gwałtownie wyskoczył w górę, ale była to tylko chwilowa fantazja i wkrótce ponownie znalazł się pod kreską. Dawało się jednak odczuć nerwowość i asekurację, a duch ostatniej godziny wyraźnie dominował nad decyzjami inwestorów. Przy małych odchyleniach i śladowych obrotach, WIG20 przypominał jednak wykres wariografu. Poza maltretowanym, czwartą sesję z rzędu, GTC, pozostałe duże firmy starały się trzymać jak najbliżej wczorajszego zamknięcia.

Zaskakująco spory ruch dało się zaobserwować na średnich firmach wchodzących w skład mWIG40. Przyczyną tego były potężne wymiany akcji na Vistuli oraz zwiększone obroty na papierach Budimeksu. Wśród spółek mniejszego kalibru ciężkie chwile przeżywali akcjonariusze ACE. Producent podzespołów samochodowych poinformował wczoraj o zawieszeniu skupu własnych akcji. Coraz bardziej widać, że kryzys u producentów aut przerzuca się na dostawców podzespołów i komponentów do ich produkcji.

Europa tym razem też nie pomagała obozowi optymistów. Przy braku istotnych danych z gospodarek, inwestorzy na czołowych parkietach naszego kontynentu poddali się czwartkowym nastrojom panującym ma Wall Street. Humory popsuł też Volkswagen zwracając się o 10 mld państwowych gwarancji kredytowych. Dopiero wiadomości o przeznaczeniu przez rząd Japonii 489 mld USD na stymulowanie gospodarki i sektora finansowego oraz informacja o wsparciu amerykańskiego przemysłu samochodowego kwotą 17,4 mld USD przez rząd USA ożywiły i zmieniły nieco oblicze handlu w Europie.

Na GPW zgodnie z powszechnym oczekiwaniem i tradycją ruch na akcjach rozpoczął się dopiero w ostatniej godzinie notowań. Fruwające zlecenia koszykowe nie wykreowały jednak zwycięscy i dopiero fixing zdecydował o sukcesie sprzedających, którym udało się przecenić WIG20 o 0,7 proc. Sukces to jednak połowiczny w stosunku do zapowiedzi mrożących krew w żyłach.

Zamiast udanego, przedświątecznego okresu na GPW, obserwowaliśmy powtórkę z poprzedniego tygodnia. Po dobrym początku nastąpiły spadki i zamiast rajdu św. Mikołaja byki musiały bronić zdobytych pozycji. Do tego doszło bardzo intensywne osłabienie złotego i obawa, że ten trend na naszej walucie szybko się nie skończy. Złoty najprawdopodobniej stał się celem kapitału spekulacyjnego, który agresywnie szuka rekompensaty strat, jakie poniósł na dojrzałych rynkach. Podobna sytuacja, jak na warszawskim parkiecie, panowała też na Wall Street, gdzie przez 4 dni indeksy zanotowały tylko symboliczne zyski, a osiągnięcie jeszcze w tym roku poziomu 1000 pkt. na indeksie S&P500 powoli przechodzi w sferę marzeń.

W przyszłym tygodniu z uwagi na wigilię i święta czeka nas wyjątkowo krótki tydzień. Trudno więc spodziewać się znaczących obrotów i wyraźnych zmian indeksów. Inwestorzy decyzje co do posiadania akcji będą odsuwali aż do 5 stycznia. W tym roku z powodu bessy trudno oczekiwać zwiększonej podaży akcji z uwagi na koniec roku fiskalnego, bo niewielu inwestorów osiągnęło zyski, aby zmniejszać podstawę opodatkowania. Marazm i senne sesje to więc najprawdopodobniejszy scenariusz najbliższych dni na GPW.