Wielce Szanowna Pani Premier

Kamil KosińskiKamil Kosiński
opublikowano: 2015-04-20 00:00

Dajcie mi firmę, a znajdę na nią paragraf — szefowie dwóch giełdowych spółek poskarżyli się na działalność fiskusa.

W ubiegłym tygodniu do kancelarii premier Ewy Kopacz trafiło pismo sygnowane przez szefów Zakładów Magnezytowych Ropczyce i Odlewni Polskich, które kilka lat temu straciły na opcjach walutowych. Dla obu firm bolesna lekcja stała się początkiem kolejnych problemów — tym razem z fiskusem, któremu nie spodobał się sposób księgowania opcyjnych strat.

— Chcieliśmy zwrócić uwagę na zasadniczą rozbieżność między deklaracjami pani premier dotyczącymi relacji państwa z przedsiębiorcami, a działaniami organów państwa. Konkluzje należą do pani premier — mówi Leszek Walczyk, wiceprezes Odlewni Polskich.

Żonglerka przepisami

Przedsiębiorcy zwracają uwagę, że resort finansów próbował początkowo opodatkować firmy będące ofiarami opcji, bazując na art. 16 ustawy o podatku dochodowym od osób prawnych. Twierdził, że koszty podatkowe nie mogą być zaliczone w straty na opcjach przedterminowo zamkniętych np. w wyniku ugody z bankiem. W 2014 r. sejmowa Komisja Finansów Publicznych wydawała dezyderat, w którym sprzeciwiła się takiemu rozumowaniu fiskusa.

„20 lutego 2015 r. Minister Finansów wydał niepublikowane wytyczne (DD5.8201.5.2015), na mocy których organy skarbowe kwestionują obecnie zaliczenie w koszty strat poniesionych na opcjach już nie na podstawie art. 16 (jak dotychczas), lecz na podstawie art. 15 ustawy. Przypomina to niechlubną zasadę rodem z epoki, o której wszyscy chcielibyśmy zapomnieć: Dajcie mi firmę, a znajdę na nią paragraf” — piszą menedżerowie.

Sygnatariusze listu podkreślają, że art. 15 jest normą ogólną, która pozwala organom skarbowym dokonywać arbitralnej oceny ponoszonych przez przedsiębiorców wydatków. Na bazie tego przepisu urzędy kontroli skarbowej (UKS) zarzucają przedsiębiorcom, że kupując w 2008 r. opcje, postępowali nieracjonalnie i świadomie narażali się na nieograniczone straty. „Pani Premier obiecuje przedsiębiorcom rozwiązania, dzięki którym fiskus będzie raczej wspierać podatnika niż sprawować nad nim władzę. Tymczasem na przykładzie naszych firm widać, iż trend jest dokładnie odwrotny. Stoimy w obliczu iście orwellowskiej zmiany pozycji urzędników skarbowych w strukturze naszego państwa. Urzędnik pretenduje dziś do roli eksperta ekonomii (ocenia zasadność zakupu opcji), jutro równie dobrze stanie się specjalistą z zakresu technologii, inwestycji (nie tylko kapitałowych) i innych dziedzin związanych z działalnością przedsiębiorstwa” — czytamy w piśmie.

Dwie miary

Spółki zwracają też uwagę, że kupowały opcje w sytuacji opóźnionej implementacji dyrektywy MiFID (Markets in Financial Instruments Directive), a więc przy pełnej dowolności dla banków w zakresie przekazywania informacji o sprzedawanych instrumentach finansowych. „Państwo (…) nie może zatem czerpać korzyści (podatków) z własnego bezprawnego działania w związku z zaniechaniami władzy (…), związanymi z brakiem zaimplementowania w odpowiednim czasie do polskiego porządku prawnego dyrektywy MIFID. To nie przez przypadek „tsunami opcyjnie” przetoczyło się przez Polskę w 2008 r.” — piszą przedsiębiorcy.

Ich zdaniem, twierdzenie, że godzili się na nieograniczone straty, jest absurdalne. Cytują pismo Ministerstwa Finansów, w którym resort tłumaczy się z nietrafionych prognoz walutowych na 2008 r. „Minister w prognozach budżetowych również nie zakładał odwrócenia trendu złotego i musiał następnie dokonywać stosownych korekt. To jednak, co NIK (i Minister Finansów) określa mianem nadmiernie optymistycznych prognoz, UKS w Rzeszowie określa jako brak racjonalności i świadome działanie na szkodę spółki” — piszą przedsiębiorcy. © Ⓟ