Wielcy zrobią czysty interes

Małgorzata Bogucka
opublikowano: 2007-07-09 00:00

Dostosowanie stacji paliw do norm, które wejdą w życie w 2008 r. to koszt 2,4 mld zł. Masakra. Ale też szansa dla... Lotosu i Orlenu.

Paliwa Tysiącom małych stacji grożą poważne kłopoty

Dostosowanie stacji paliw do norm, które wejdą w życie w 2008 r. to koszt 2,4 mld zł. Masakra. Ale też szansa dla... Lotosu i Orlenu.

Tylko 33 proc. zbiorników paliwowych w Polsce spełnia wymogi ekologiczne, które — zgodnie z rozporządzeniem resortu gospodarki — będą obowiązkowe dla wszystkich od 1 stycznia 2008 r. Chodzi o konieczność posiadania odpowiednich zabezpieczeń zbiorników na paliwo, co w skali całego rynku wymaga dodatkowych 2,4 mld zł nakładów.

Operatorzy oczekują od Ministerstwa Gospodarki (MG) wydłużenia terminu o pięć lat. Resort upiera się przy pierwotnej dacie.

Zdaniem MG, właściciele stacji mieli aż 11 lat na modernizację obiektów. Przypominać im miały o tym trzy odrębne rozporządzenia: z 1996 r., 2000 r. i 2005 r.

Decyzję o ewentualnym pójściu na rękę stacjom minister uzależnia od opinii szefa resortu środowiska na temat wpływu niezmodernizowanych stacji na zanieczyszczenie środowiska. Pisemne pytanie w tej sprawie Grzegorz Woźniak, minister gospodarki, wysłał 30 kwietnia 2007 r. Do tej pory nie dostał odpowiedzi. Czas ucieka.

W obronie maluczkich

Stronę małych stacji benzynowych trzyma twardo Polska Izba Paliw Płynnych (PIPP).

— Większość stacji paliw budowano w latach 90., a zbiorniki paliwowe amortyzuje się przez 40 lat. Nie ma sensu ich wymieniać, skoro będą sprawne jeszcze kilkanaście lat. W takich krajach Unii Europejskiej jak Niemcy modernizacja stacji trwa od 1968 r., a są jeszcze obiekty nią nieobjęte — Halina Pupacz, prezes PIPP, wylicza argumenty przynajmniej za wydłużeniem terminów.

Co czeka stacje, które nie zdążą z modernizacją? Na razie nic, ponieważ wymóg resortu wymogiem, a przepisów wykonawczych brak. Jednak właściciele małych stacji obawiają się, że stracą koncesje.

Nic dziwnego, że padają poważne oskarżenia.

„Dlaczego akurat dla zbiorników na stacjach paliw, które mogą co najwyżej zderzyć się z kretem, pojawiły się tak rygorystyczne przepisy, których broni się jak niepodległości? Może powodem ich powstania jest działanie grup lobbystycznych związanych z potężnymi koncernami paliwowymi zainteresowanymi likwidacją drobnej konkurencji? Może przepisy takie pojawiły się na skutek nacisku firm zajmujących się modernizacjami” — takie stanowisko prezentuje Stowarzyszenie Niezależnych Operatorów Stacji Paliw na swojej stronie internetowej.

Pompowanie kasy

Modernizacja pojedynczego zbiornika to spory wydatek, nawet 175 tys. zł.

W Polsce działa blisko 7 tys. stacji. Jeśli przyjąć, że każda stacja ma średnio trzy zbiorniki, to koszt jej modernizacji przekroczy 0,5 mln zł. Dla małych operatorów to morderstwo.

Z danych Urzędu Dozoru Technicznego (UDT) wynika, że jedynie 33 proc. zbiorników spełnia kryteria rozporządzenia.

Stan zbiorników monitoruje UDT, który przyznaje, że nie da się sprawdzić wszystkich.

— Przepisy przejściowe rozporządzenia ministra gospodarki nakazały urzędowi objąć zbiorniki dozorem technicznym na bardzo uproszczonych zasadach, bez części badań, które określiłyby ich rzeczywisty stan techniczny. Nie wiemy, jaki jest stan obiektów nienadzorowanych, ale jest on raczej niedostateczny — mówi Marek Barnaś, dyrektor zespołu techniki UDT.

Na wszelki wypadek

Mimo wielu niewiadomych część operatorów decyduje się unowocześniać stacje, co cieszy firmy zajmujące się takimi usługami.

— Mamy już zamówienia do końca roku. Zgłaszają się do nas i mali, i duzi operatorzy — mówi Arkadiusz Startek z Przedsiębiorstwa Technologii Innowacyjnych Startek z Krakowa.

Jednak nie wszystkie stacje zdążą do końca roku.

Obecnie UDT bada 20 proc. obiektów, które są w trakcie modernizacji. Urząd szacuje, że 13 proc. stacji ze względu na zły stan techniczny w ogóle nie kwalifikuje się do naprawy. Tymczasem ani resort gospodarki, ani środowiska nie chcą ułatwić operatorom zadania. Pierwsze nie ma żadnego pomysłu, jak to zrobić. Drugie proponuje jedynie pożyczkę preferencyjną ze środków statutowych Narodowego Funduszu Ochrony Środowiska i Gospodarki Wodnej, ponieważ modernizacja stacji nie kwalifikuje się do działania 2.4 Sektorowego Programu Operacyjnego — Wzrost Konkurencyjności Przedsiębiorstw.

Pomóc znaczy móc połknąć

Upór ministra gospodarki popycha małe stacje w ramiona gigantów.

Lotos i Orlen mogą wykorzystać rozporządzenie resortu gospodarki do własnych celów, czyli oswojenia konkurencji.

Decyzja Piotra Woźniaka, ministra gospodarki, jest na rękę koncernom paliwowym. Relatywnie niewielkim kosztem mogą, jeśli nie przejąć, to zapewnić sobie odbiorców paliwa na długi czas. Na taki pomysł wpadł już Lotos, który proponuje małym stacjom pomoc w sfinansowaniu modernizacji. Stacja, która decyduje się na współpracę z koncernem, w zamian za wsparcie podpisuje umowę, w której zobowiązuje się do zakupu paliwa Lotosu. Giełdowa spółka przyjęła zasadę, że kwota pieniędzy, którą Lotos zainwestuje, jest uzależniona od ilości paliwa, którą zainteresowany kupi. Zdaniem Lotosu, zainteresowanie tymi programami jest duże, a spółka zapewni sobie stałego odbiorcę paliwa nawet na kilka lat.

Być może jest to wyjście np. dla Łukoila, który coraz mocniej rozpycha się na polskim rynku. Zresztą, co zauważył już „Puls Biznesu”, małe stacje same garną się pod skrzydła rosyjskiego giganta. Część z nich z powodu m.in. braku pieniędzy na modernizacje.

Nieco inaczej do sprawy koniecznej modernizacji „ekologicznej” podszedł Orlen, który włączył obowiązki zmian do programu restrukturyzacji sieci stacji.

Ponad 100 stacji Orlenu na około 2 tys. z końcem 2007 r. zostanie zamkniętych.

— PKN Orlen robi wszystko, żeby zakończyć modernizację zbiorników do końca grudnia. Na pewno zdążymy. Od 2005 r. modernizujemy setki stacji rocznie. Prowadzimy jednocześnie kompleksową restrukturyzację swoich obiektów. Zamykane są stacje niedochodowe i nienadające się do modernizacji — mówi William Kozik, dyrektor wykonawczy ds. sprzedaży detalicznej PKN Orlen.

My nic nie musimy, zobaczymy, jak to będzie

Nas to nie dotyczy — mówią zachodnie stacje obserwujące nasz rynek.

Krystyna Antoniewicz-Sas

Statoil

Głównym celem koncernu Statoil przy projektowaniu, budowie i eksploatacji stacji benzynowych jest ochrona środowiska. Firma ma około 180 stacji własnych. Zaczynała budowę w 1993 r. i od razu wyposażała je w tzw. dwupłaszczówki, zbiorniki spełniające rygorystyczne normy. Modernizacji wymagają jedynie zbiorniki na stacjach przejętych przez Statoil. Będzie to kosztowało około 2,5 mln zł.

Dorota Adamska

BP Polska

Już pierwsza stacja BP, która powstała w Polsce w 1995 r., miała zainstalowany taki zbiornik. Koncern ma 326 stacji i wszystkie są wyposażone w zbiorniki dwupłaszczowe. W czasach, kiedy nikt nawet nie przypuszczał, że taki standard będzie w Polsce obowiązywał, BP inwestowało już w wysokiej jakości zbiorniki. Stosujemy normy znacznie przewyższające polskie wymogi.

Alfred Kubczak

Shell Polska

Firma zaczęła budować stacje w Polsce w 1994 r. Już wtedy instalowaliśmy zbiorniki dwupłaszczowe. Mamy 298 stacji. Wszystkie są wyposażone w ekologiczne zbiorniki i elektroniczny monitoring wycieków.

Tak poradzili sobie sąsiedzi

Iwona Danisz

dyrektor handlowy ETK Polonia

W Czechach i na Słowacji rozporządzenie nakładające na właścicieli stacji obowiązek modernizacji zbiorników paliwowych powstało już w 1985 r. W 1992 r. przedłużono termin dostosowania obiektów do przepisów o osiem lat. Duże koncerny zdążyły na czas. Mali operatorzy bronili się przed sankcjami podpisaną umową z firmą dokonującą modernizacji.