Wiele firm nie dotrwa do końca lata

Małgorzata Birnbaum, Katarzyna Ostrowska
opublikowano: 2003-08-04 00:00

To kolejny rok upadków w branży turystycznej

Nadpodaż usług, międzynarodowe konflikty czy zmiany w prawie spowodowały, że i w tym roku doszło do bankructw w branży turystycznej. Klienci zostali na lodzie, a przedsiębiorcy — głównie z Tunezji i Turcji — uciekają z pieniędzmi.

Padają kolejne firmy turystyczne. W piątek krakowska policja zatrzymała pod zarzutem oszustwa właściciela firmy Orion Travel, organizatora kolonii letnich, a sąd w Pradze zablokował konta czeskiego właściciela firmy turystycznej Fischer Polska. W ubiegłym tygodniu zbankrutowało biuro SDS Holiday. A mimo to osoby z branży uspokajają.

— W Polsce działa ponad 3,5 tys. biur podróży. Rocznie upada 5-10 z nich. Natomiast 10 proc. wszystkich spółek z tej branży może mieć trudności. Oznacza to, że około 300 biur zamyka się bez afer — mówi Krzysztof Łopaciński, dyrektor Instytutu Turystyki.

Teoretycznie nie ma związku między narodowością właścicieli biura a plajtami. Jednak to obcokrajowcy uciekają z pieniędzmi.

— Na pewno zagraniczni właściciele biur podróży mają ułatwioną sprawę w przypadku ucieczki z Polski. Liczą, że nie dogoni ich polski wymiar sprawiedliwości. Tak stało się w przypadku biura SDS Holiday — uważa Jadwiga Jasica-Statkowska, prezes Logostour.

Dodaje jednak, że i polscy właściciele bywają nieuczciwi — tak było w przypadku bankructwa Alpiny.

— Nie jestem rasistą, ale jednak Polacy, których biura zbankrutowały, odpokutowali. Natomiast obcokrajowcy, którzy uciekną, są nie do złapania — mówi Marcin Kołodziejczyk, prezes biura Big Blue.

Przedstawiciele branży nie są zgodni co do momentu, w którym wydarza się najwięcej plajt. Jedni twierdzą, że najgorzej jest na początku sezonu, kiedy biura muszą z góry opłacić hotele i przeloty. Inni uważają, że właśnie w środku sezonu jest najgorzej, bo zaczynają się kończyć pieniądze.

— Bankructwa w środku sezonu często związane są z planowanymi zamiarami oszukania klientów i kontrahentów. W kasach i na rachunkach biur jest wtedy najwięcej pieniędzy, które stanowią pokusę dla nieuczciwych właścicieli. Na szczęście nie są to przypadki masowe. Bankructwa, związane z przeinwestowaniem, zdarzają się raczej po zakończeniu sezonu — uważa Jadwiga Jasica-Statkowska.

Poza nieuczciwością właścicieli jest kilka obiektywnych przyczyn, które mogą spowodować bankructwo biur podróży.

— Przede wszystkim nadpodaż przy jednoczesnym kurczeniu się rynku. Ponadto wojna w Iraku zakłóciła przygotowania i spowodowała, że spadło zainteresowanie częścią okolicznych rejonów. Podobnie wybuch epidemii SARS przyczynił się do osłabienia popytu na oferty azjatyckie. Kolejna sprawa to zmiany zasad dotyczących zakładowego funduszu świadczeń socjalnych. Firmy dowiedziały się o tym na trzy miesiące przed wprowadzeniem ustawy w życie i nie wszystkie zdążyły na te informacje zareagować — wylicza Jan Korsak, prezes Polskiej Izby Turystyki.

W tym sezonie wiosenno-letnim firmy turystyczne po raz pierwszy zaczął obowiązywać znowelizowany w listopadzie zapis w kodeksie pracy, zgodnie z którym pieniądze z zakładowego funduszu świadczeń socjalnych nie mogą być przeznaczone na wyjazdy zagraniczne.

— Ten przepis już odbił się na branży. Początek sezonu dla wielu firm był zły. Czasami trudno jest potem nadrobić straty — mówi prezes Logostour.

Nie wszyscy jednak tracą — LOT Charters zanotował w lipcu 5-proc. wzrost liczby pasażerów — do 80 tys. osób (w porównaniu z lipcem ubiegłego roku).

Ubezpieczyciele łapią się za głowy. I portfele

Ubezpieczyciele twierdzą, że ponoszą nadmierne ryzyko ubezpieczając lub udzielając gwarancji biurom podroży. Wyjścia jednak nie ma — prawo karze operatorom się ubezpieczać. Pozostaje kwestia ceny.

Biuro podroży, aby rozpocząć działalność, musi podpisać jedną z trzech umów: gwarancji bankowej, ubezpieczeniowej lub ubezpieczenia na rzecz klienta. Ten nakaz powoduje, że od kilku lat biura podróży stają się zmorą firm ubezpieczeniowych. Z roku na rok rośnie bowiem liczba bankructw.

Głównymi rozgrywającymi w tym segmencie rynku są trzy towarzystwa: Warta (ubezpieczała m.in. upadłe biuro Aladin i SDS Holiday), PZU (Alpina Tour i Dromader) oraz Gerling. Warta, pracująca z większością małych i średnich biur podroży, już w ubiegłym roku, po fali pięciu bankructw firm, w którymi współpracowała, wprowadziła bardziej restrykcyjne kryteria przystąpienia do ubezpieczenia dla organizatorów turystyki. Sprawdza wszystkie dostępne dane, które mogą stanowić podstawę do oceny ryzyka związanego z działalnością biur. Także PZU (w 2002 r. podpisało 662 umów z biurami, o 150 więcej niż w 2001 r. — składka wyniosła 439 tys.) zapewnia, że biura podróży podlegają indywidualnej ocenie ryzyka.

— Sprawdzamy kondycję finansowo-ekonomiczną, czy nie toczy się wobec spółki postępowanie, czy wypłacało już odszkodowania. Pozyskujemy informacje od wojewody, czy biuro nie wzbudza zastrzeżeń — mówi Magdalena Olborska z biura prasowego PZU.

Zdaniem ubezpieczycieli, problem tkwi jednak w obecnym systemie prawnym.

Składki płacone przez biura są bowiem często niewystarczające. Gwarancje ubezpieczeniowe, zawierane na ogólną sumę, są uzależnione od obrotów biura podroży. Obecnie jest to 4 proc., nie mniej jednak niż od 3 do 20 tys. EUR (w zależności od krajów, w których prowadzi działalność), a według ubezpieczycieli powinno to być 20 proc.

Biura najczęściej jednak podpisują umowy ubezpieczenia na rzecz klientów.

— Ubezpieczenie na rzecz klientów wypłacane jest do pełnej wartości imprezy. Jest to rozwiązanie dla klientów, które zapewnia im bezpieczeństwo w przypadku upadku biura podróży — twierdzi Marek Brejwo.

Potrzebny jest więc nowy system. Teraz bowiem ubezpieczyciele i banki obarczani są ryzykiem upadku biur.

— Dobrym rozwiązaniem byłoby utworzenie funduszu gwarancyjnego, na wzór np. Ubezpieczeniowego Funduszu Gwarancyjnego, na który łożyłyby wszystkie biura podróży i z którego pokrywane byłyby wszelkie koszty — mówi Marek Brejwo.

Zachowanie obecnego stanu może bowiem spowodować, że firmy ubezpieczeniowe, szczególnie mniejsze, zaczną mieć problemy finansowe.

— Jeśli stan prawny nie ulegnie zmianie, to należy przypuszczać, że składki ubezpieczeniowe płacone przez biura będą musiały znacznie wzrosnąć — uważa przedstawiciel Warty.

Obecnie roczna składka małego biura wynosi od kilkuset do kilku tysięcy złotych, większe płacą składki od kilkudziesięciu tys. zł. A wypłata w przypadku dużego biura może sięgać nawet kilku milionów złotych. Gdy skończy się sezon, za miesiąc do dwóch, można spodziewać się wzrostu tych stawek.