Wiele można i należy naprawić

Urszula Zalewska
06-02-2006, 00:00

Więcej elastyczności i rynku. To wniosek prawie po roku realizowania Sektorowego Programu Operacyjnego — Rozwój Zasobów Ludzkich (SPO RZL).

Nie jest dobrze. Zwrócił na to uwagę Vladimir Spidla, komisarz ds. zatrudnienia, równości szans i polityki społecznej, podczas ostatniej wizyty w Warszawie. Skarżą się beneficjenci. Jak informuje Ministerstwo Rozwoju Regionalnego, od momentu uruchomienia programu SPO RZL udało się dokonać płatności sięgających jedynie kilku procent wartości środków przeznaczonych na lata 2004-06. Przyczyną nie jest niedobór projektów — akceptację formalną uzyskało blisko 4,5 tys. wniosków.

— Realizacja SPO RZL rozpoczęła się z opóźnieniem. I opóźnienia towarzyszą nam stale. Ocena wniosków trwa bardzo długo —3-4 miesiące. Ubiegający się o dofinansowanie musieli zmieniać harmonogramy realizacji projektów i płatności — mówi Maciej Hejman, dyrektor ds. funduszy unijnych w Europejskim Centrum Przedsiębiorczości (EuCP).

Ostrożna administracja

Problemem okazało się też prawo niedopasowane do specyfiki rynku szkoleniowego.

— Przygotowujący regulacje prawne mieli na uwadze głównie bezpieczeństwo instytucji wdrażających program, m.in. Polskiej Agencji Rozwoju Przedsiębiorczości. Od firm szkoleniowych ubiegających się o dotację z działania 2.3. „Rozwój kadr nowoczesnej gospodarki” wymaga się gwarancji bankowej na wypadek niewłaściwego wykorzystania dotacji. Nikt jednak nie wziął pod uwagę, że uzyskanie gwarancji zależy od wielkości posiadanych aktywów trwałych. A przecież największym kapitałem firm szkoleniowych, konsultingowych jest wiedza i doświadczenie — zwraca uwagę Maciej Hejman.

Wiele mówi się także o braku elastyczności w podejściu do beneficjentów.

— Umowa, którą firma podpisuje z instytucją wdrażającą, to załącznik do rozporządzenia. Oznacza to, że stanowi prawo. Nie ma zatem mowy o negocjacjach — wyjaśnia Maciej Hejman.

W programie operacyjnym bardzo szczegółowo określono, jakie projekty mogą zostać dofinansowane. Postawiono wymogi co do liczby uczestników, formy szkoleń.

— W efekcie uzyskanie pomocy na przykład na coaching, czyli indywidualne szkolenie, jest bardzo trudne. Podobnie rzecz się ma z wykorzystaniem platformy e-learningowej. Koszt przygotowania dedykowanych szkoleń, z których można korzystać właśnie za jej pośrednictwem, nie jest refundowany — tłumaczy Maciej Hejman.

Kiedy pieniądze?

Założenia programu przewidują wypłatę zaliczek na realizację projektów. W praktyce często wykazują one ujemne przepływy finansowe. Pierwsza transza wpływa bowiem na konto firmy w ciągu 1,5 miesiąca od rozpoczęcia projektu. Aby otrzymać kolejną, przedsiębiorcy muszą rozliczyć przynajmniej 80 proc. pierwszej. Ze względu na skomplikowane procedury firmy mają kłopoty z wypełnieniem dokumentów. W efekcie na kolejny zastrzyk pieniędzy trzeba czekać ponad trzy miesiące. To wymaga zabezpieczenia środków własnych na realizację.

— Trzeba jednak przyznać, że w tej sprawie beneficjenci mogą liczyć na pomoc instytucji. Problem stanowi drobiazgowość. Najmniejszy błąd — wpisanie zera w pole, które powinno pozostać puste — powoduje konieczność poprawek i przedłuża cały proces — twierdzi Maciej Hejman.

Łapanka

Zdaniem Macieja Hejmana, należałoby się zastanowić nad koncepcją realizowanych projektów. Obecnie część z nich to szkolenia otwarte, przy których trudno zdefiniować potrzeby uczestników. W efekcie oferowane są nierzadko standardowe, można rzec sztampowe kursy. Często organizator ma też problemy ze znalezieniem chętnych.

— Środek ciężkości powinien być przeniesiony na szkolenia zamknięte, dedykowane konkretnej firmie. Lepszym rozwiązaniem jest pomoc firmie, która ma przemyślaną strategię szkoleniową — uważa Maciej Hejman.

Urzędnik lepszy niż rynek?

Kuriozum jest zapis, który zabrania firmom szkoleniowym zarabiania na szkoleniach współfinansowanych z unijnej pomocy.

— To zniechęca do starannego przygotowania programu szkolenia — uważa Maciej Hejman.

Skutkuje to także zawyżeniem cen szkoleń, których część pokrywają jego uczestnicy. Zezwolenie szkoleniowcom na osiągnięcie zysku wzmocniłoby konkurencję na rynku, a w efekcie podniosło jakość oferowanych usług. Obowiązująca idea wdrażania Europejskiego Funduszu Społecznego w tym kontekście ma się nijak do promowania konkurencyjności gospodarki UE w strategii lizbońskiej, o czym wspomniał komisarz Spidla.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Urszula Zalewska

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Puls Biznesu

Fundusze unijne / Wiele można i należy naprawić